sobota, 1 lutego 2014

odpocznij we mnie...


zdj:flickr/A Perfect Heart/Lic CC
Mili Moi...
No i sesja zakończona... Przepraszam, że wczoraj nie dałem znać, ale goście wyszli baaaardzo późno. Ucieszyłem się, że koledzy się u mnie zeszli, żeby poświętować i zapewniam, że byliśmy grzeczni :) Egzamin? No cóż... Dawno nie czułem się tak spokojny... Musiał się ktoś modlić... To zawsze tak działa... Trochę tez umiałem, no bo sie uczyłem przecież :) Ale pomogły nam niespodziewanie... warunki atmosferyczne. Zdawaliśmy w sali, gdzie temperatura była bliska zeru. Ja w swetrze, habicie i polarze marzłem... A profesor był w samym garniturku i koszulince... Nie zatrzymywał się ani na chwilę... Cały czas był w ruchu. Chyba się bał, że zamarznie... W każdym razie zdawaliśmy w pięciu. Nie obyło się bez zabawnych sytuacji. Profesor zadał jednemu z kolegów pytanie, na które odpowiedź brzmiała "żydzi"... Bidulek nie miał pojęcia, więc chcąc mu pomóc zacząłem "kręcić niewidzialne pejsy"... Oczywiście nie wpadł na pomysł co to mogło być, a kiedy go oświeciłem po egzaminie stwierdził, że był przekonany, że mu pokazuję literę "o" i zaczął szukać słowa na "o"... Matkooooooo :) W każdym razie wszyscy zdaliśmy. "Najgorsza" ocena to 4,5, ale nieskromnie zauważę, że to nie ja ją złapałem :) A dziś po prostu nie wiadomo co ze sobą zrobić... Tyyyyle czasu... I już nic nie trzeba... wszystko można :)

A dziś, patrząc na Jezusa uspokajającego wzburzone jezioro, zamarzyło mi się... panowanie. Ale takie, którego nie trzeba się wstydzić - panowanie nad samym sobą. Pomyślałem sobie, że niejednokrotnie moje życie przypomina jezioro Tyberiadzkie, gdzie zmiany pogody są niemal natychmiastowe. Oczywiście myślę o jakiejś mikroskali, bo gdybym powiedział, że jestem całkiem niestabilny, to bym skłamał. Chodzi raczej o to, że sam dla siebie jestem nieraz zagadką. Dlaczego reaguję tak, a nie inaczej; dlaczego coś wywołuje we mnie właśnie takie uczucia, a nie inne; dlaczego pojawiają się we mnie uczucia trudne - złość, agresja, niecierpliwość...? To wszystko są zagadki, które zgłębiam już od dawna. Robię to właśnie po to, aby moje życie mnie nie zaskakiwało i nie zaskakiwało innych. Uczę się lepszego rozumienia samego siebie, aby panować - nad uczuciami, nad zachowaniami, nad słowami... Żeby móc bezpiecznie żeglować. Żeby nie doświadczać takiego przerażenia, jak uczniowie - wobec czegoś, nad czym nie panowali...

Przywykli do Jezusa. A przyzwyczajenie ma to do siebie, że stępia pamięć. Nie pamiętali, że poszli za Nim również dlatego, że widzieli cuda i znaki. Widzieli jak rozprawiał się z demonem, widzieli jak pokonywał choroby. Jednym słowem. A tu... Zapomnieli... A On spał. Gdzie? W bardzo ważnym miejscu... Dopiero niedawno zwrócił mi na to uwagę nasz profesor. Jezus spał przy sterze. Czyli właściwie w najważniejszym miejscu łodzi... Profesor dowodził pięknie, że jeśli Jezus jest przy sterach, to może nawet spać, a i tak jest bezpiecznie...

Od razu przyszła mi do głowy święta Teresa od Dzieciątka Jezus, która zapraszała Jezusa, żeby w jej sercu się wyspał. Nie chciała Go budzić. Chciała, żeby w niej odpoczął... I ja chcę tego samego... Odpocznij we mnie - ważne, żebyś był jak najbliżej steru...

1 komentarz:

  1. Dziękuję za zwięzłą relację z wczorajszego wieczoru, i ja tym byłem, i surową rybę jadłem, takeśmy pościli!

    OdpowiedzUsuń