poniedziałek, 24 lutego 2014

Cudowny Lekarz...


zdj:flickr/Lawrence OP/Lic CC
Mili Moi...
 Właśnie wróciłem z Kazimierza od sióstr betanek. Jestem absolutnie wyczerpany, ale postanowiłem jeszcze tych kilka słów napisać, może trochę w ramach świadectwa... O czym? Oczywiście o dobroci Jezusa... Dwa tygodnie temu wygłosiłem siostrom konferencję o miłości Jezusa, która uzdrawia. Poprosiłem je, żeby w Jego świetle zdiagnozowały same siebie, żeby spróbowały zobaczyć to, co najbardziej domaga sie uzdrowienia w ich życiu. I zapowiedziałem im spotkanie z Jezusem uzdrawiającym. Ewangelizacja bowiem nie polega tylko na opowiadaniu o miłości (choć to oczywiście ważne), ale na umożliwieniu słuchaczom bezpośredniego spotkania z nią, na wprowadzeniu ich w doświadczenie Jezusa. Dziś zatem przeżyłem wraz z tymi dziećmi Bożymi nabożeństwo uzdrowienia. Jezus tchnął dziś ogromnie dużo swojej miłości w tę wspólnotę. Ufam głęboko, że wypełnił wszystkie szczeliny ich serc. Błagałem Go, żeby zalał je taka miłością, jakiej jeszcze nigdy dotąd nie doświadczyły, żeby wszedł w najgłębsze zakamarki ich serc i żeby je przeprowadził bezpiecznie jeszcze raz przez historię ich życia, które On będzie uzdrawiał...

 A było z nimi, jak z większością z nas - to tam, dawno temu tkwią przyczyny ich obecnych smutków i przykrości. Podobnie jak w dzisiejszej Ewangelii, na pytanie Jezusa - od kiedy mu się to zdarza, ojciec opętanego chłopca odpowiada - ma tak od dzieciństwa... To w dzieci demon uderza najchętniej. Bezpośrednio i poprzez cudze grzechy. A dzieci dorastają i niosą na sobie brzemiona, które tylko moc Jezusa może skruszyć. Dziś kruszył w Kazimierzu... A ja znów miałem łaskę w tym uczestniczyć i odwołując się do potęgi Chrystusowego kapłaństwa, wzywać Jego mocy, mocy uzdrowienia. To są również dla mnie bardzo szczęśliwe spotkania. Piszę "również", bo nie mam wątpliwości, że dla tych młodych dziewcząt dzisiejsze spotkanie było piękne. Prawdziwe, czyste, mocne. Jezus zanurzył je w swojej świętości. A ja mogłem być świadkiem. I to świadectwo wam przekazuję... Niektórzy dostali ode mnie smsa z prośbą o modlitwę w łączności z nami podczas tego nabożeństwa. Dziękuję wszystkim, którzy na nią odpowiedzieli. Ucieszcie się wszyscy, bo siedem młodych kobiet doświadczyło dziś potęgi Boga. One już tego nie zapomną...

Piękne zwieńczenie dnia, który rozpocząłem od odnowienia w sobie przekonania, że demon nie zwycięży. Jezus pokazuje to w swoim Słowie bardzo wyraźnie. Dziś przyjrzałem się niektórym ważniejszym "prezentom" demona w moim życiu. Niektóre już udało mi sie pożegnać, z innymi wciąż się zmagam, ale dziś Jezus przywrócił mi nadzieję. To się kiedyś skończy! Demon już jest pokonany, a za jakiś czas zostanie zniszczony ostatecznie. Wszelkie cierpienia wraz z nim. A jest sprawcą tak wielu... Stanęły mi przed oczami również spotkania z nim - w ludziach opętanych, w zniewolonych, w nękanych. Ile nieszczęścia mieści się w człowieku. Ile nienawiści on czasem jest w stanie wtłoczyć w serce człowieka. Gdyby ją tylko zastąpić miłością... Potrzeba świadków... Aby przedrzeć się przez ciemności, przez skały, przez obwarowania serca i zaszczepić w nim tęsknotę... Dlatego tak cieszy mnie tych siedem młodych kobiet, w których miłość Boża z mocą została dziś zaszczepiona. One będą się nią dzielić... A ci, którzy dostaną i przyjmą, poniosą tę miłość dalej... i dalej... i dalej...

A ilu tych niosących i dzielących się jest??? Czy da się ich policzyć??? Nie to jest ważne... Ważne, żeby ich spotkać...

1 komentarz:

  1. Pisał Ojciec kiedyś że Pan Bóg wzywa Ojca do stworzenia czegoś trwałego. Myślę że ten moment z wysyłaniem smsów jest najlepszym tego dowodem. Dowodem na to że jeżeli chce się pomagać ludziom to należy robić to we wspólnocie. Ojciec wysyłał smsy, a czy nie lepiej było by gdyby miał Ojciec grupę omadlającą takie wydarzenia na stałe?
    Mam jeszcze prośbę do Ojca i innych osób czytających ten komentarz abyście pomodlili się za mnie i za pewnego kapłana którego próbuję przekonać do pewnych inicjatyw które mogły by pomóc wielu ludziom. Kapłan ten ma ogromny potencjał, ma dar wymowy, ma charyzmaty, trwa we wspólnocie gdzie jest silna grupa modlitwy osłonowej lecz .... I tu jest problem z tym "lecz". Mogę tylko napisać tyle że próbuję go przekonać do tego typu nabożeństw o uzdrowienie które Ojciec poprowadził w Kazimierzu.

    OdpowiedzUsuń