czwartek, 27 lutego 2014

ręka? noga? oko?


zdj:flickr/Moyan_Brenn/Lic CC
Mili Moi...
 Dni są mocno pracowite... A czasu coraz mniej... Jak zawsze zatem... I ta zwyczajność mnie uspokaja :) W każdym razie dziś aktywnie... I nawet naukowo odrobinę... Niby nic wielkiego. Ale po niedawnej wizycie w Niepokalanowie przywiozłem nieco lektur, według listy przez siebie stworzonej. Ale moje zamówienie było realizowane przez siostrę archiwistkę i dziś dopiero znalazłem chwilę, żeby tę listę skonfrontować z tym, co mam. Okazuje się, że wielu rzeczy z listy nie otrzymałem. Kolejną kwestią będzie zapytanie, czy tych książek nie ma, czy mogę na nie liczyć nieco później? Ale nie spieszno mi, bo na pewno jeszcze niejedna wizyta w Niepokalanowie mnie czeka, więc z pewnością to wyjaśnię...

Pomyślałem dziś nad Słowem, że to jednak dobrze, że nie mamy dostępu do tajemnic cudzych serc. Jak bardzo wpływałoby to na nasze relacje, na wzajemne postrzeganie. Tak często staramy się dobrze wypaść, zdobyć sobie dobrą opinię. I gdyby nagle ktoś zajrzał do naszych serc... To by był dramat. Wszystkie nasze starania na marne :) Oczywiście myślałem o sobie przede wszystkim, bo przecież to jest zasada spotkania ze Słowem. Nie rozmyślam o cudzym życiu, tylko o swoim własnym. Wobec siebie mam to samo przekonanie - gdyby ludzie, którzy mnie lubią zajrzeli w moje serce... Ojoj... Uciekliby gdzie pieprz rośnie...

Ale to rzecz jasna stało się dla mnie takim dużym punktem zaczepienia. Bo sztuką pewnie byłoby przeżywać swoje życie w taki sposób, żeby nikogo nie gorszyć. Pomyślałem o jednym małym aspekcie - rozmowy... Czy wszystkie rozmowy, które prowadzę mógłbym upublicznić? Oczywiście chodzi mi o ich poziom, nie o treść :) Czy taki drobiazg jak kultura języka, słownictwo, szacunek do rozmówców, dobór środków wyrazu i tak dalej są u mnie bez zarzutu? Zobaczcie, to drobiazg, mała rzecz... A ileż w niej niedoskonałości (tak, bo nie jedną odkryłem). A co dopiero mówić o innych sprawach... Czy wystarczy wszystko skwitować stwierdzeniem - no dobrze, ale przecież wszyscy jesteśmy grzesznikami? A ja się pytam, jak to się dzieje, że jednak są pośród nas tacy, którzy mimo niedoskonałości i grzechu dochodzą do bardzo wysokiego poziomu świętości?

No i Słowo odpowiada... Umiar, ograniczenie, asceza... Bo przecież nie o ucinanie części ciała idzie... Gdyby tak było, to ze mnie niewiele by już pozostało :) Ale te wymienione przez Jezusa członki ciała doskonale obrazują naszą drogę do zła. Najpierw brama zmysłów. Tamtędy wchodzi pokusa. Potem nasz transport - nogi, które nas niosą ku realizacji. I ręce, które działają... Trzy proste pola pracy nad sobą, które domagają się zdecydowanej kontroli. Czasem trzeba sobie odmówić - nawet tego, co godziwe, ale dla mnie jakoś niebezpieczne. Czasem trzeba sobie zadać wręcz gwałt, aby nie iść tu, czy tam, nie sięgać po to, czy owo. A wszystko po to, aby ocaleć? Nie, to za mało... Wszystko po to, aby prawdziwie cieszyć się życiem, patrzeć przyjaźnie na swoje odbicie w lustrze, patrzeć odważnie w oczy innym, a nade wszystko spojrzeć ufnie w oczy Jezusa, kiedy już będzie nam to dane... Wystarczy robić w dziedzinie walki z grzechem, to, co zrobić można i to, co do nas należy...

Tak mi się jeszcze zrodziło podczas pisania... Napisałem wyżej, że gdybyśmy znali wzajemnie swoje serca, to byłoby kiepsko... Ale przecież jestem księdzem. I znam wnętrza wielu serc... I tu muszę wam coś wyznać... To jest jakaś absolutnie niezwykła Boża łaska związana z kapłaństwem. Piszę o tym, bo być może nie wiecie... Ksiądz, który spowiada, nigdy nie widzi ludzi poza konfesjonałem w perspektywie ich grzechu. To znaczy, że kiedy spowiadałem jakąś Marysię, poznałem jej grzechy, to kiedy spotykam Marysię na ulicy trzy dni później, to nigdy nie wyświetla mi się nad nią lista jej grzechów. To dar Boży zarówno dla Marysi, jak i dla mnie. Oboje bowiem możemy być wolni w naszej relacji poza konfesjonałem. Musicie o tym wiedzieć. To jest szalenie ważne zwłaszcza dla tych z was, którzy boją się pójść do znajomego księdza do spowiedzi, bo co on sobie o mnie pomyśli? A co będzie sobie potem myślał? No właśnie nic... Ciężko nas w konfesjonale zaskoczyć. Jak mawiał jeden z moich starszych współbraci - po grzechu pierworodnym nie wymyślono już niczego oryginalnego. A po spowiedzi? Marysia może czuć się bezpieczna, bo większość z nas, spowiedników, naprawdę nie pamięta kto i co (tak Pan Bóg dba o nasze zdrowie psychiczne), a poza tym nigdy, ale to nigdy nie postrzegamy ludzi przez pryzmat ich grzechów... Za dużo mamy własnych, żeby żyć cudzymi... Wiedzcie o tym i nie lękajcie się otwierać serc przed Bogiem w konfesjonale... Tam jedyny sąd, który was czeka, to sąd miłosierdzia...

2 komentarze:

  1. Nie lękajmy się otwierać serc przed Bogiem w konfesjonale...to moment ulgi i radości,Bóg nas kocha pomimo, naszych ułomności, wspiera nas w tym trudnym czasem życiu,by stać się jeszcze lepszym czlowiekiem.

    OdpowiedzUsuń
  2. "nigdy, ale to nigdy nie postrzegamy ludzi przez pryzmat ich grzechów..." No jednak się nie powstrzymam od komentarza. Jak zwykle... piękne, budujące...... słowa pisane na blogu. Życie tymczasem brutalnie i bez miłosierdzia pokazuje czasami co innego. Jesteśmy tylko ludźmi i może warto by było, żeby niektórzy zadali sobie głęboko w sercu pytanie, czy na pewno "nigdy" i czy na pewno "możemy być wolni w naszej relacji poza konfesjonałem"? Czy tak samo będę rozmawiał z obcym dzieckiem jak z "Marysią"? Jak (i czy w ogóle) pomodlę się wstawienniczo nad kimś, kogo wnętrze, wydaje mi się, że znam?
    Dobrze, że są tacy wspaniali kapłani jak Autor bloga. Ja niestety zrozumiałam kiedyś pragnienie syna marnotrawnego "uczyń mnie choćby jednym z najemników", pragnienie bycia kimś nieznajomym. Bycia potraktowaną choćby tylko (albo aż) jak ktoś obcy - normalnie, z otwartością, a nie przez pryzmat mojej słabości. Nigdy wcześniej nie pomyślałam, że ten fragment może być tak ważny w historii o miłosiernym ojcu. Nie pierwszy już raz życie uczy mnie Słowa. Dobrze, że wielu ma szansę takiego kapłana jak Autor bloga spotkać. Moje doświadczenia były jedną z przyczyn dla których nie dotarłam w środę na ważną spowiedź umówioną właśnie u znajomego księdza.
    "to jednak dobrze, że nie mamy dostępu do tajemnic cudzych serc. Jak bardzo wpływałoby to na nasze relacje, na wzajemne postrzeganie."

    OdpowiedzUsuń