czwartek, 13 czerwca 2019

dar mojego Boga...


Photo by Daria Sukhorukova on Unsplash
(J17,1-2.9.14-26) 
W czasie Ostatniej Wieczerzy Jezus, podniósłszy oczy ku niebu, rzekł: "Ojcze, nadeszła godzina. Otocz swego Syna chwałą, aby Syn Ciebie nią otoczył i aby mocą władzy udzielonej Mu przez Ciebie nad każdym człowiekiem dał życie wieczne wszystkim tym, których Mu dałeś. Ja za nimi proszę, nie proszę za światem, ale za tymi, których Mi dałeś, ponieważ są Twoimi. Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem. A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie. Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś. Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata. Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem i oni poznali, że Ty Mnie posłałeś. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich".


Mili Moi…
Dopiero co wróciłem z weekendu dla małżeństw w Szwecji, a już jutro ruszam na podobny weekend do Moraska, pod Poznaniem. Dużo radości z tej mojej posługi wobec rodzin. Ale o ile tu tematy są już przemyślane, o tyle absorbują mnie teraz rekolekcje dla księży, które prowadzę za tydzień. Im powiedzieć cos mądrego, pobudzić wiarę, zaprosić do refleksji, to będzie dopiero prawdziwe wyzwanie. Nam nie tak łatwo się nawracać, nie tak łatwo ustawić się w roli ucznia, kiedy prawie wciąż jest się nauczycielem…

Dziś w szczególny sposób Jezus pokazuje nam siebie – Najwyższego Kapłana. Jego naśladujemy, za Nim idziemy, od Niego mamy się uczyć. Cudownie byłoby o tym pamiętać, ale nie działa to automatycznie. Wysiłek w ciągłym korygowaniu się, w podejmowaniu służby ciągle na nowo, każdego dnia wobec tych, którzy potrzebują… Wymagające. Ale jakie cudowne, kiedy rzeczywiście można spojrzeć na ludzi pokrzepionych Słowem, pojednanych z Bogiem… Mogę powiedzieć po raz kolejny – kapłaństwo to najlepsza rzecz jaka mi się w życiu przydarzyła. Bóg jest dla mnie taki dobry obdarzając mnie tą łaską…

Dziś jakoś szczególnie dociera do mnie świadomość tego, że Jezus modli się właśnie za mnie, że myśli o mnie, że zależy Mu na mnie. On wie bardzo dobrze czym Jego kapłanów będzie kusił świat. On zna doskonale ich słabości. I właśnie dlatego błaga Ojca, aby ten ustrzegł nas od zła. Bo Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według Jego zamiaru – jak napisze święty Paweł w Liście do Rzymian. Skoro Jemu tak na mnie zależy, to na czym mi może zależeć bardziej niż na Nim? Czy może istnieć jakaś większa „atrakcja” niż mój Bóg? Niech Jego imię będzie błogosławione…

wtorek, 11 czerwca 2019

Szwecja...



(Mt 10,7-13) 
Jezus powiedział do swoich Apostołów: „Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski. Wart jest bowiem robotnik swej strawy. A gdy przyjdziecie do jakiegoś miasta albo wsi, wywiedzcie się, kto tam jest godny, i u niego zatrzymajcie się, dopóki nie wyjdziecie. Wchodząc do domu, przywitajcie go pozdrowieniem. Jeśli dom na to zasługuje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli nie zasługuje, niech pokój wasz powróci do was”.


Mili Moi…
Dziś późną nocą wróciłem z weekendu prowadzonego dla małżeństw w Szwecji. Sporo wrażeń… Przede wszystkim arcyciekawi uczestnicy. Sześć małżeństw polskich, trzy szwedzkie i dwa mieszane. Języków w użyciu jednak nieco więcej, choć tłumaczenia tylko na szwedzki. Piękny dom rekolekcyjny nad jeziorem, cisza, spokój i ludzie, którzy są w takiej „religijnej chłodziarce”, że chętnie przyjmują takie wydarzenia. Ci, którzy wzięli udział, dzielili się swoimi przeżyciami i dowodzili, że dla nich to był piękny czas – odkrywania na nowo swoich współmałżonków, ale i Boga… Wiecie, że w Szwecji dominuje protestantyzm. Diecezja katolicka jest jedna i obejmuje cały kraj. Księży w sumie jest około 140. Wielu z nich to starsi panowie, od których trudno oczekiwać nadzwyczajnego dynamizmu. A jednak kilku Szwedów, których poznaliśmy, znalazło w Kościele Katolickim żywego Boga i wybrali katolicyzm, będąc wcześniej protestantami. A jak już wybrali, to są zdecydowanymi katolikami…

Sam kraj mnie nie urzekł nadmiernie… Mówi się, że ruch i intensywne życie to duże miasta. Myśmy takich nie zwiedzali. Tam, gdzie byliśmy wszystko działo się powoli, spokojnie – czyli nie tak jak lubię… Ulice puste, nie ma na nich zbędnych przedmiotów, wszystko jest czyste, niemal sterylne, „kwadratowe”. Popłynęliśmy promem do Danii pooglądać „zamek Hamleta” i z radością powitaliśmy nieco bałaganu na ulicach… Tak bardziej swojsko… Naturalnie…

Zgrane grono animatorów sprawiło, że to był naprawdę sympatyczny wypad, choć niestety znów jeden drobiazg nas nieco zmęczył. Żaden z czterech samolotów naszego narodowego przewoźnika, z którego usług korzystaliśmy, nie odleciał punktualnie. Nowe tłumaczenie skrótu LOT, które poznałem w drodze to Late Or Tommorow… Już w najbliższy piątek zaś dokładnie ten sam w formie weekend, ale już dla polskich uczestników w Morasku. Niech dobro się szerzy…

A dziś Słowo tak łatwo „przeskoczyć”. Bo to przecież do księży, zakonników, może jakichś innych „pracowników Kościoła”. Ale czy można stworzyć „Ewangelię branżową”? Dla księży? Górników? Gospodyń domowych? Przecież Jezus głosił ją do wszystkich i wszyscy są zaproszeni do jej zachowywania. Jaka mnogość codziennych sytuacji, w których można ją pokazać! Tak, pokazać… Bo to chyba prostsze „technicznie”, niż głoszenie. Ale żeby tak mogło się stać, trzeba najpierw w nią wierzyć… Wiecie, tak sobie myślę, że gdybyśmy wierzyli w to, co słyszymy, ale tak całym sercem, to bylibyśmy jasnymi promieniami światła w tym świecie. Ludzie pytali by nas dlaczego żyjemy inaczej, a słysząc odpowiedź i widząc poziom naszego spełnienia, byłoby znacznie więcej takich jak poznani przeze mnie w Szwecji Patrik, czy Ula, którzy odkrywaliby w Jezusie sens życia i gotowi byliby dla Ewangelii poświęcić wszystko… Gdybyśmy byli bardziej słoni, świat byłby bardziej spragniony… Gdybyśmy…


poniedziałek, 3 czerwca 2019

4782


Photo by Jon Tyson on Unsplash
(J 16,29-33) 
Uczniowie rzekli do Jezusa: „Oto teraz mówisz otwarcie i nie opowiadasz żadnej przypowieści. Teraz wiemy, że wszystko wiesz i nie trzeba, aby Cię kto pytał. Dlatego wierzymy, że od Boga wyszedłeś”. Odpowiedział im Jezus: „Teraz wierzycie? Oto nadchodzi godzina, a nawet już nadeszła, że się rozproszycie każdy w swoją stronę, a Mnie zostawicie samego. Ale Ja nie jestem sam, bo Ojciec jest ze Mną. To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat”.


Mili Moi…
Dziś 4782 dzień mojego kapłaństwa, a jednocześnie trzynasta rocznica moich święceń kapłańskich. Wracam do nich myślą z ogromną radością i jak co roku wyrażam wielką wdzięczność Panu Bogu, że zechciał zaliczyć mnie do grona swoich przyjaciół… Tylu ochrzczonych, wyspowiadanych, odprowadzonych na cmentarz… A Słowo? Ile kazań? Ponad dwieście tur różnych rekolekcji. Morze pracy… A ja każdego dnia czuje się jakbym rozpoczynał od nowa, jakbym nic jeszcze nie zrobił, jakbym był u samego początku. I wciąż mi się chce. I ciągle ku czemuś zmierzam. I nadal głęboko wierzę, że warto. Ile jeszcze przede mną? Tego nie wiem. Jeśli Pan zechce, to zgasi światło nawet dziś. W Jego rękach jestem. Ale wciąż chyba gotów bardziej żyć, niż umierać – fiat voluntas tua…

Ten tydzień to ostatnie przygotowania do weekendu dla małżeństw w Szwecji. Lecimy w czwartek. To będzie prawdziwe wyzwanie i wielki czas Ducha Świętego. Zdecydowana większość uczestników to małżeństwa mieszane. Pojawi się kilka języków. Będą też obecni niekatolicy. Tłumaczom nie zazdroszczę. W każdym razie przed nami pracowity czas. Wielkich zwiedzań się nie przewiduje. Ale przynajmniej taka maleńka podróż. A podróżować lubię…

Dziś nad Słowem natomiast nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Pan z pewna nutą smutku i nie bez delikatnej ironii pyta swoich uczniów – teraz wierzycie? Naprawdę? A wcześniej nie wierzyliście? Co wam pomogło? Tylko to, że usłyszeliście coś nieco jaśniej? I wydaje wam się, że pojęliście?

A ja wam powiadam… Nadal niewiele rozumiecie. I choćbym nie wiem jak jasno wytłumaczył wam wolę Ojca, to uciekniecie na widok przemocy, która już się ku nam zbliża. Wasza wiara nie jest dla was wciąż punktem oparcia. Ona jest nadal krucha i wątła. Ale nie mam wam tego za złe. Co więcej – chcę was umocnić, sprawić, żebyście zwyciężyli lęk, żebyście mieli odwagę. To taki mój pożegnalny prezent. Dziś nie, ale nadejdzie dzień, kiedy zobaczycie co znaczy silna wiara… Kiedy na tej ziemi wyrosną krzyże jak las. I każdy z was znajdzie swój… Wtedy wasza wiara rozkwitnie. Wówczas zrozumiecie.

wtorek, 28 maja 2019

przybądź...


Photo by 广博 郝 on Unsplash
(J 16,5-11) 
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Teraz idę do Tego, który Mnie posłał, a nikt z was nie pyta Mnie: "Dokąd idziesz?" Ale ponieważ to wam powiedziałem, smutek napełnił wam serce. Jednakże mówię wam prawdę: Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was. On zaś gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie. O grzechu, bo nie wierzą we Mnie; o sprawiedliwości zaś, bo idę do Ojca i już Mnie nie ujrzycie; wreszcie o sądzie, bo władca tego świata został osądzony”.


Mili Moi…
Doświadczyłem w ostatnich dniach wielkiej Bożej troskliwości. Wspominałem, że przygotowania majowych rekolekcji są dla mnie bardzo absorbujące i, co tu dużo gadać, dość wyczerpujące. W minionym tygodniu bardzo intensywnie pracowałem nad rekolekcjami „W imię Ojca”, które miałem poprowadzić w Gdańsku. Kiedy byłem mniej więcej w połowie, ale moje zmęczenie sięgało zenitu, zadzwonił dyrektor domu rekolekcyjnego odwołując spotkanie z powodu… bardzo niewielkiej liczby zainteresowanych. Z jednej strony odbieram to jako wyraz Bożego miłosierdzia nade mną, bo rzeczywiście potrzebowałem chwili oddechu. Z drugiej – usłyszałem, że rekolekcje „o Panu Bogu” nie cieszą się zainteresowaniem. Musi być jakiś problem. I to najlepiej kontrowersyjny… Ja się już chyba do tego świata nie nadaję…

Ale poza tym napływają zaproszenia na przyszły rok, głownie od sióstr. Serafitki, klaryski, betanki, obliczanki, siostry św. Rodziny z Bordeaux będą mnie prawdopodobnie słuchać w 2020 roku. Na tę chwile mam 14 tur rekolekcji przyjętych, a większość z nich to tygodniowe, albo i dłuższe eskapady. Dla mnie to jakiś coraz bardziej czytelny znak, że Pan Bóg błogosławi mojemu powrotowi do Polski, a roboty mi nie zabraknie, bo zapotrzebowanie, jak się okazuje, bardzo duże.

Trwa nasza kapituła generalna. Wybrano nowego generała – zupełnie nieznany mi Argentyńczyk. Dobrze mu z oczu patrzy. O. Carlos jest sto dwudziestym następcą świętego Franciszka w przewodzeniu naszej zakonnej rodzinie. Ale, jak to mówią – bliższa koszula ciału… Są i wybory, które dotykają jakoś bardziej mojego serca. Wikariuszem Zakonu, czyli zastępcą Generała, został nasz Prowincjał, o. Jan Maciejowski. Sekretarzem Generalnym zaś, mój rocznikowy współbrat, o. Tomasz Szymczak. Z jednej strony wielka radość, z drugiej – pożegnanie. A te nigdy nie są miłe…

Dziś ważne pożegnanie trwa w Ewangelii. Jezus próbuje podprowadzić swoich uczniów do lepszego zrozumienia sensowności tego, co napełnia smutkiem ich serca. Nie mogą iść z Nim. Ciągle im się chyba wydaje, że to chwilowa rozłąka, która skończy się proklamacją Bożego Królestwa w jakimś szczególnym miejscu, do którego oni jednak ostatecznie wkrótce dotrą. Tymczasem plan Jezusa jest inny. Królestwo już jest… Bardziej wyraźnie nie da się go ogłosić i zainicjować. Ostatecznym aktem proklamacji będzie Jego śmierć i zmartwychwstanie. Mniej więc chodzi o miejsce, a bardziej o następstwa tych wydarzeń. Duch Pocieszyciel – nadchodzi Jego godzina…

Dziś myślę o relacji z Nim… Wielki Nieodkryty. Modlę się, wołam do Niego, ale pojmuje chyba niewiele z Jego działania w moim życiu. Bardzo bym chciał mieć tę wrażliwość, która pozwoliłaby mi odczytywać Jego subtelne znaki i natchnienia. Nie nabywa się jej jednak inaczej, jak przez ciche trwanie w Jego obecności… Ruszam więc na modlitwy poranne, bo dzień się dopiero zaczyna… Niech On zstąpi dziś i na Was. Pocieszy. Umocni. Poprowadzi +

środa, 22 maja 2019

ładowanie...


Photo by Steve Johnson on Unsplash
(J 15,1-8) 
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Trwajcie we Mnie, a Ja w was trwać będę. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie, o ile nie trwa w winnym krzewie, tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony, jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją i wrzuca do ognia i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami”.


Mili Moi…
U mnie po staremu… Walczę z kolejnymi rekolekcyjnymi treściami… Jakież to rozwijające! Uczę się nowego spojrzenia, choćby na Mojżesza. Dziś przeczytałem arcyciekawy artykuł o Mojżeszu – mężczyźnie bez ojca. Mam nadzieję, że z tych inspiracji zrodzą się całkiem ciekawe rekolekcje. Poza tym oczywiście zwyczajna praca – spowiadanie (dziś cały dzień), celebracja Eucharystii, spowiedzi generalne (wczoraj przefajnej pary przed ich ślubem).

Dziś też doznałem ważnej łaski… W naszej, franciszkańskiej tradycji, mamy takie wydarzenie związane z decyzją Franciszka o wyborze kierunku u początku prowadzenia życia pokuty. Zastanawiał się czego chce od niego Pan – czy ma się udać z Ewangelią do ludzi, czy raczej pędzić swój żywot w pustelni, odizolowany od świata. Franciszek poprosił o pomoc w rozeznaniu – brata Sylwestra (kapłana) i siostrę Klarę. Modlili się oni i po jakimś czasie przekazali Franciszkowi światło, że jednak ma iść do ludzi…

Ja też nosze się od jakiegoś czasu z ważną sprawą, koniecznością ważnej decyzji i w duchu wiary postanowiłem iść tą samą drogą, co święty Franciszek. Ostatnie rekolekcje dla sióstr klarysek wiązały się ze szczerą prośbą, aby pomogły mi rozeznać. A ja w międzyczasie spotkałem się z moim „bratem Sylwestrem”. Dziś zadzwoniła do mnie ksieni (siostra przełożona) po spotkaniu z siostrami, które przekazały mi zgodnie swoje przekonanie, które okazało się zbieżne z pomocnym słowem rady otrzymanym od „Sylwestra”. Jest to dla mnie ważne światło. Ale co więcej, jestem bardzo wzruszony tym, że siostry potraktowały tę sprawę tak solidnie i poważnie i naprawdę się w tym czasie modliły za mnie i w mojej sprawie. Tylu dobrych ludzi wokół…

A nad Słowem dziś myślę, że cudownie byłoby trwać w Jezusie. Wszyscy chyba mamy z tym kłopot. W dobie telefonów komórkowych, których baterie ładuje się w nocy, chyba wydaje nam się, że z Jezusem można podobnie – podłączyć się, podładować i to najlepiej… w nocy. Żeby nie zabierało to nam cennego czasu i nie wymagało ani chwili „nie działania”. Tymczasem „wtyczka” tylko podłączana do Jezusa okazjonalnie nie daje tego życia, które On dla nas ma. Daje pewnie jakąś cząstkę, namiastkę – nie umieramy. Ale czy żyjemy? W pełni?

A któż to może wiedzieć? – powiecie. Ale czy rzeczywiście nie mamy żadnych elementów weryfikacyjnych? A owoc obfity, o którym wspomina dziś Pan? A wypełnienie wszystkich naszych modlitw, o czym nas dziś zapewnia? Czy to nie konkrety? Sprawdzaliście? Badacie czy Wasze modlitwy zostały wysłuchane? Interesuje Was to? Proste elementy wskazujące na poziom trwania w Nim. Nie na poziom „naładowania baterii” po to, żeby za chwile się odłączyć i hulać w swoim świecie po swojemu. Dlatego chyba wierzę klaryskom… Bo one trwają w Nim… Życzę Wam spotkania z takimi ludźmi i stania się jednym z nich…

poniedziałek, 20 maja 2019

rozpocznij...


Photo by chris liu on Unsplash
(J 14,21-26) 
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie”. Rzekł do Niego Juda, ale nie Iskariota: „Panie, cóż się stało, że nam się masz objawić, a nie światu?” W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy w nim przebywać. Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca. To wam powiedziałem przebywając wśród was. A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem”.


Mili Moi…
Wczoraj wróciłem z rekolekcji dla „Przyjaciół Oblubieńca” z Brwinowa. Skupialiśmy się w przepięknym ośrodku rekolekcyjnym Archidiecezji Łódzkiej w Porszewicach. No i znów piękni ludzie… Tak sobie pomyślałem, że jestem naprawdę błogosławiony przez Pana, bo co chwilę pozwala mi się spotkać z gronem osób prawdziwie Jemu oddanych, szukających Go, zainteresowanych Jego Słowem. Mnóstwo dobrych rozmów, wiele chwil wspólnej radości, a do tego piękne otoczenie, pełne zieleni i śpiewających ptaków. Zasłuchani ludzie i historie króla Dawida, które wspólnie zgłębialiśmy. Bardzo dobry czas…

A od dziś zaczynam walkę z następnymi tematami… Tym razem rekolekcje „W imię Ojca…”. Odbędą się za dwa tygodnie w Gdańsku. Ale to tylko pozornie dużo czasu. Kiedy zaglądam w kalendarz i widzę ludzi pozapisywanych na spowiedź, a takich ciągle przybywa, to za głowę się łapię, jak uda mi się z tym wszystkim zdążyć. Tym bardziej, że pół przyszłego tygodnia „urwą” mi nagrania radiowe, do których zresztą też trzeba się przygotować. Nie mówiąc już o „drobiazgach” takich jak kazania nowennowe o świętym Antonim, które głoszę w każdy wtorek, czy dyżury w konfesjonale, które też urywają jakiś solidny kawał czasu… Pozostaje mi tylko prosić Ducha Świętego o Jego szczególne tchnienie, żebym mógł jakoś temu wszystkiemu zaradzić. W czerwcu już będzie odrobinkę luźniej…

Dziś Pan nam Go obiecuje. Przyjdzie, nauczy, przypomni… Aż chciałoby się zawołać – nie zwlekaj! Przyjdź już! Dziś! Teraz! Tylu rzeczy jeszcze nie umiem, tak wielu chciałbym się dowiedzieć… A nade wszystko – tak łatwo zapominam o słowach Jezusa. Czy są wyznacznikiem każdej mojej ważnej decyzji? Czy rzeczywiście kieruję się nimi w codzienności? Czy wystarczająco często je sobie przypominam? Być może Jezus nie wypowiedział się na każdy temat, ale na wiele sytuacji z pewnością przewidziane jest Jego Słowo. A gdyby tak nauczyć się go na pamięć… Przynajmniej jednej Ewangelii… Najkrótszej… Markowej… Może to pomogłoby sobie samemu cytować Słowo, dokonywać z nim swoistego ruminatio – przeżuwania, sycić się nim ciągle na nowo. Smakować…

No to pomarzyliśmy… A teraz do Księgi… Może warto zacząć od regularnego czytania i krótkiej medytacji. Tak, zdecydowanie od tego warto zacząć…

środa, 15 maja 2019

z Nim bezpiecznie...


(J 12,44-50) 
Jezus tak wołał: „Ten, kto we Mnie wierzy, wierzy nie we Mnie, lecz w Tego, który Mnie posłał. A kto Mnie widzi, widzi Tego, który Mnie posłał. Ja przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności. A jeżeli ktoś posłyszy słowa moje, ale ich nie zachowa, to Ja go nie sądzę. Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat sądzić, ale by świat zbawić. Kto gardzi Mną i nie przyjmuje słów moich, ten ma swego sędziego: słowo, które powiedziałem, ono to będzie go sądzić w dniu ostatecznym. Nie mówiłem bowiem sam od siebie, ale Ten, który Mnie posłał, Ojciec, On Mi nakazał, co mam powiedzieć i oznajmić. A wiem, że przykazanie Jego jest życiem wiecznym. To, co mówię, mówię tak, jak Mi Ojciec powiedział”.


Mili Moi…
Powoli finalizuję rekolekcje na najbliższy weekend. Spędzę go, jeśli Pan pozwoli, w Porszewicach, w tamtejszym domu rekolekcyjnym, ze wspólnotą Przyjaciele Oblubieńca z Brwinowa. Nie lubię, muszę przyznać, kończyć pracy „na ostatnią chwilę”, ale tempo chwilowo jest takie, że inaczej się nie da. Poranne wstawanie, myślenie, pisanie; a w międzyczasie Eucharystia, dyżury spowiednicze, spowiedzi indywidualne, kierownictwa duchowe. Czasem jeszcze trzeba coś jeść… Dni płyną nieubłaganie. Ale ufam, że zdążę ze wszystkim…

Pan troszczy się również o moje wakacje… Oczywiście już o te w 2020 roku, bo o najbliższe zatroszczył się dawno. Dziś znów przyjąłem kolejne dwie tury rekolekcji dla sióstr w przyszłym roku w sezonie wakacyjnym. Wolnych terminów coraz mniej. Dzięki Bogu spragnionych słuchaczy Ewangelii ciągle jest całkiem sporo.

Zacząłem dziś też robić porządki… Na półkach z książkami. Te, które nie zostały otwarte przez lata całe, lądują w bibliotece klasztornej. Nie wiecie nawet jakie to dla mnie dramatyczne chwile. To jak pożegnanie z serdecznymi przyjaciółmi. Bardzo trudno mi się z nimi rozstać. Ale nie ma rady. Półki muszą być gotowe na przyjęcie kolejnych przyjaciół. Od jakiegoś czasu bardzo świadomie ich wybieram. I rzeczywiście kupuję tylko to, o czym wiem, że z pewnością przeczytam… A bilans niemal półroczny nie jest najgorszy. Dwadzieścia przeczytanych pozycji mam już na koncie. Ale wciąż mi mało, i mało, i mało…

A Tydzień Dobrego Pasterza to serdeczne zwierzenia Jezusa… Jakie to dla mnie niezwykłe, że w poniedziałek powiedział mi, że przyszedł na ten świat po to, żebym miał życie i miał je w obfitości. Obfitość – to słowo brzmi takim wielkim poczuciem bezpieczeństwa. On troszczy się o wszystko. Wczoraj powiedział mi znów kim dla Niego jestem. Przyjaciel. To słowo zawsze brzmi dla mnie słodyczą. A dziś, że chce być dla mnie światłością i że daje mi Słowo, abym wierzył… A On nie przyszedł mnie sądzić… Przyszedł kochać. I tego odkrywania Jego miłości nieodmiennie sobie i Wam z całego serca życzę +