poniedziałek, 13 listopada 2017

morwy i inne wyzwania...

zdj:flickr/Bob Leckridge/Lic CC
(Łk 17,1-6)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych. Uważajcie na siebie. Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu. I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwróciłby się do ciebie, mówiąc: żałuję tego, przebacz mu. Apostołowie prosili Pana: Przymnóż nam wiary. Pan rzekł: Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze, a byłaby wam posłuszna.

Mili Moi…
Bardzo pracowity weekend za mną. Spotkania Małżeńskie, czyli krótkie rekolekcje w West Hardford. Krótkie, ale niesłychanie intensywne. No i znów kontakt z ludźmi, którzy czegoś chcą, którzy w Bogu szukają pomocy, którym ksiądz jest zdecydowanie potrzebny. To takie momenty pociechy i radości. Wszyscy z obecnych chcieli tam być, chcieli uczestniczyć, włączać się. Stworzyliśmy cudowną wspólnotę na te dwa właściwie dni i miałem takie wrażenie, że znam tych ludzi od zawsze. Piękne świadectwa – jedna z żon spotkanych na korytarzu stwierdziła, że nie przypuszczała, że po dwudziestu siedmiu latach małżeństwa można jeszcze płakać… I to wcale nie nad swoim smutnym losem, wręcz przeciwnie – ze wzruszenia nad tajemnicą małżeństwa, nad pięknem tego, co małżonkowie mogą mieć jeszcze po tylu latach sobie do powiedzenia…

W naszej parafii trwają rekolekcje ewangelizacyjne, a jutro Nabożeństwo Uzdrowienia. Wierzę głęboko, że ten dotyk miłości Boga nikogo jutro nie ominie. Ale przygotowania trwają, a ja znów mogę w nich aktywnie uczestniczyć. Spowiadam, spowiadam, spowiadam…Wiele osób ma w sobie silne pragnienie przełomu, zamknięcia pewnego etapu w życiu. A ja mogę w tym uczestniczyć. To wielka łaska móc powiedzieć – Bóg o tym wszystkim wie i zawsze cię kochał, a dziś przebacza ci wszystko z ogromna radością…

Te przemiany szczególnie umacniają moją wiarę… Moja posługa jest takim nieustannym wołaniem – przymnóż nam wiary… Mam taki ciągły głód w sobie. Chcę mieć jej więcej i więcej, żeby się dzielić, bo widzę wyraźnie jak wiele osób dziś jej potrzebuję. Szukają, ale nie mogą znaleźć. A nawet jeśli znajdą, to zanurzeni w tym świecie szybko ją tracą. Przychodzą i chcą zaczerpnąć. Kto ma im dawać, jeśli nie duszpasterz? I nie z siebie rzecz jasna, ale z tego, co sam zaczerpnął od Pana. Dla mnie to taki absolutny fundament i wiem, że bez wiary całe moje kapłaństwo rozpłynęło by się w czysto ludzkiej powierzchowności. Bóg powołuje kapłanów na świadków wiary. Jeśli tego nie podejmę, to moje kapłaństwo nie „odniesie sukcesu”. Jedynym zaś wartym zainteresowania jest prowadzenie innych ku Miłującemu. Na ten „sukces” zawsze mam apetyt i chcę czynić z tego pokarm codzienny…


środa, 8 listopada 2017

fides et ratio... dwa skrzydła...

zdj:flickr/guimenga/Lic CC
(Łk 14,25-33)
Wielkie tłumy szły za Jezusem. On zwrócił się i rzekł do nich: Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć. Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestoma tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju. Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem.

Mili Moi…
Od soboty goście w domu. Przybył o. Jan i o. Leszek z Polski, nasz Prowincjał i Ekonom Prowincjalny. Mało tego, przybyli również o. Michal i o. Adam z Kanady. Tylu gości dawno nas nie nawiedzało. Ale to nas cieszy. Dom ożył, jest gwarno i wesoło. Klasztorna cisza na chwile została zastąpiona wspólnotowym charakterem naszego zakonu. I chyba wyraźnie dziś zobaczyłem, że mi tego mocno brakuje…

Trwają też rekolekcje ewangelizacyjne. Proponujemy uczestnikom, jak zwykle, spowiedź generalną. To często piękne i przełomowe doświadczenie dla wielu z nich. Ale oczywiście prowadzący ma dzięki temu nieco więcej pracy. Dziś policzyłem zapisanych do mnie ludzi i okazało się, że na najbliższe dni mam zaplanowane wysłuchanie dwudziestu spowiedzi generalnych. Oby Pan dal mi siłę do psychicznego zmierzenia się z tymi wszystkimi bolesnymi historiami. I Jemu chwała za to wszystko, czego dokona w sercach penitentów…

Zacząłem niedawno czytać „Ostatnie rozmowy” - „wywiad rzekę” z papieżem Benedyktem XVI. W pierwszych słowach opisujących zadania swojego pontyfikatu, które przewidywał u jego początków, papież emeryt powiada, że czuł się wezwany do dbałości o wiarę i rozum. Szczerze powiedziawszy, właśnie za to jestem mu najbardziej wdzięczny. Ale te jego słowa mocno korespondują z dzisiejszym Słowem. Potrzeba bowiem wielkiej wiary, aby postawić Boga na pierwszym miejscu w swoim życiu. Ponad relacjami rodzinnymi, przyjaźniami, czy więzami krwi. Ale przecież z definicji tylko takie miejsce Mu przysługuje, tylko na pierwsze Bóg, jako Bóg zasługuje. Aby móc Go jednak świadomie wybrać i intronizować w swoim życiu, potrzeba nieustannego namysłu nad życiem z Nim. Niczym budowniczy wieży, czy król udający się na bitwę, czynią z planowanych aktywności przedmiot wytężonego namysłu, tak dla każdego chrześcijanina jego życie z Bogiem winno być ustawicznym tematem do rozmyślań… Dziś uświadomiłem sobie z mocą, że to w żadnym wypadku nie jest nudne… Wręcz przeciwnie. Nie znam nic bardziej fascynującego…

niedziela, 5 listopada 2017

czym księżyc świeci???

zdj:flickr/Paul/Lic CC
(Mt 23,1-12) 
Jezus przemówił do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi. Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.


Mili Moi…
Wczorajszym popołudniem odebrałem z lotniska naszego prowincjała i ekonoma prowincjalnego, którzy przybyli do nas z braterską wizytą. Dom ożył, bo czterech to przecież nie dwóch. Tematów wiele, rozmowy dobre. Także o przyszłości… Mam nadzieje, że wola Boża z tych rozmów się wyłoni na najbliższe lata.

Dziś też wizyta na cmentarzu, procesja, modlitwy za zmarłych. Siąpiący deszcz i ziąb dały nam również zewnętrznie odczuć nieco „polskości”. Prowincjał poświęcił również nasza nową windę. Oby to błogosławieństwo zapewniło jej właściwe działanie na lata. No i pierwszy raz spotkały się nasze wszystkie Róże Różańcowe… To 120 osób. Było „jak w ulu”, ale to bardzo radosny widok…

A Słowo dziś potężną krytyką przewodników ludu. W naszych warunkach trzeba powiedzieć – księży… Smutne obserwacje Jezusa można by pewnie odnieść do niejednego z nas. Od zawsze nurtuje mnie pytanie skąd się biorą ci „źli księża” (jeśli wolno mi użyć takiego obiegowego sformułowania). Z seminarium tacy nie wychodzą. Z moich kontaktów z klerykami wynika, że większość z nich jednak wyrusza w ten świat z całą masą ideałów, które powinny uczynić z nich wspaniałych duszpasterzy. Rozbijają się o ten świat? Mówi się, że „wszystko się zdarza sługom ołtarza” … Słabi jesteśmy, to najprawdziwsza prawda… Nie chcę uprawiać taniej apologii, chodzi raczej o stwierdzenie faktu…

Krasicki pisał o niektórych z nas…
"Mnie to kadzą" - rzekł hardzie do swego rodzeństwa
Siedząc szczur na ołtarzu podczas nabożeństwa.
Wtem, gdy się dymem kadzidł zbytecznych zakrztusił,
Wpadł kot z boku na niego, porwał i udusił.

Pierwsze miejsca w synagogach i pozdrowienia na rynkach zamieniliśmy na błysk fleszy, liczbę odsłon na You Tube i statystyki na naszych blogach. Od maniery „księdza celebryty” chciałem być zawsze jak najdalej, stąd i moje rozważania o wycofaniu się ze sfery wirtualnej. Irytują mnie okrutnie księża, którzy mają coś do powiedzenia na każdy temat. A im mniej związany z Ewangelią, tym lepiej. Co więcej – każdy temat koniecznie muszą skomentować. Nigdy tego nie robiłem i robić nie zamierzam. Ewangelia i kapłańskie życie, to dwa interesujące mnie wątki…

Nie tak dawno Ktoś zamieścił pod jednym z moich wpisów komentarz - Zaglądam tu, żeby poczytać zdrową chrześcijańską treść i nieco pooddychać chrześcijańskim powietrzem. I przyznam, żal będzie troszkę jeśli Ojciec się stąd wycofa.

A ja przyznam, że nigdy niczego milszego nie przeczytałem… Póki co więc jestem… Bez fajerwerków, tatuowania Ewangelii na przedramieniu, kulturystycznych popisów… Próbuję służyć i nie rozbić się o obojętność tego świata… A Pan niech czyni resztę… On jest Słońcem, ja mogę próbować być zaledwie mikroksiężycem…

czwartek, 2 listopada 2017

siostra nasza, śmierć cielesna...

zdj:flickr/Evelina Ander/Lic CC
(J 14,1-6)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę. Odezwał się do Niego Tomasz: Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę? Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.

Mili Moi…
Oj brakuje polskiego klimatu w te świąteczne dni… Wizyty na cmentarzach, po których hula wiaterek i właściwie brak śladów ludzkiej obecności. Czasem poszczególne groby przypominają, że czas szczególny. Są to najczęściej groby Polaków, albo imigrantów z Ameryki Południowej. Częściej spotka się przy grobie hallowynową dynię, symbol "niewiadomoczego", niż światło, symbol nadziei i wiecznego życia. Ale mimo wszystko staramy się przeżyć te piękne dni „po polsku”. W najbliższą sobotę i niedziele udamy się z procesją na dwa różne cmentarze, rozpoczęliśmy nabożeństwa „wypominkowe”, praktykujemy nowennę dziewięciu Mszy ofiarowywanych za polecanych zmarłych. Piękny czas mierzenia się z tajemnicą, która nikogo z nas nie omija…

A dziś nawiedziłem moją „doktor od snu”. Przebadała „chipa” z maszyny – wszystko działa perfect. Pouśmiechaliśmy się nad moim stanem ogólnym, który jest znacznie lepszy. Pożaliłem się, że nie mogę wstać o czwartej rano, bo rzeczywiście mam z tym problem. Za to wieczorem mogę siedzieć znacznie dłużej, niż dotąd. Ale wcale mi się ten nowy stan nie podoba… :) Niestety chyba już tak pozostanie… :) Najważniejsze, że generalnie czuję się znacznie lepiej… Ktoś powiedział mi na początku, że maska do spania stanie się z czasem moim ulubionym gadżetem… I tak właśnie jest… :)

A nad Słowem dziś… Jezus drogą… Pomyślałem, że ciągle na nowo musze się przejmować tą prawdą, że ciągle na nowo musze pilnować tej drogi, że muszę korygować kurs. Co więcej, czuję że potrzeba w tym solidnego zaangażowania. Jezus nie może być po prostu „sposobem na życie”. Jedni idą do fabryki, inni do biura, a ja do kościoła. Bóg to nie „zajęcie, które pozwala mi żyć od pierwszego do pierwszego”. Bez rzeczywistego i prawdziwego zaangażowania łatwo zgubić najważniejszą drogę. A pod wieczór życia można się trochę zdziwić… Świętym bowiem nie zostaje się przypadkowo. Ale „przypadkiem” można przegrać życie…

wtorek, 31 października 2017

wyprostować...

zdj:flickr/Angie Muldowney/Lic CC
(Łk 13,10-17)
Jezus nauczał w szabat w jednej z synagog. A była tam kobieta, która od osiemnastu lat miała ducha niemocy: była pochylona i w żaden sposób nie mogła się wyprostować. Gdy Jezus ją zobaczył, przywołał ją i rzekł do niej: Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy. Włożył na nią ręce, a natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga. Lecz przełożony synagogi, oburzony tym, że Jezus w szabat uzdrowił, rzekł do ludu: Jest sześć dni, w których należy pracować. W te więc przychodźcie i leczcie się, a nie w dzień szabatu! Pan mu odpowiedział: Obłudnicy, czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi, by go napoić? A tej córki Abrahama, którą szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, nie należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu? Na te słowa wstyd ogarnął wszystkich Jego przeciwników, a lud cały cieszył się ze wszystkich wspaniałych czynów, dokonywanych przez Niego.

Mili Moi…
Wczoraj wróciłem z weekendowych rekolekcji, które prowadziłem w Veronie, NJ. Były one adresowane do kobiet, których czternaście wzięło w nich udział. Przyglądaliśmy się Maryi, a w Jej kontekście – tajemnicom kobiecości. Muszę przyznać, że za każdym razem, kiedy prowadzę rekolekcje, dostaje konkretny, duchowy sygnał, że właśnie tym powinienem się zajmować. Nie mówię oczywiście o kwestiach zewnętrznych. Najgłębiej w sercu czuję, że to jest właśnie moje „powołanie w powołaniu”. Niestety również z każdym dniem bardziej przekonuję się, że podjęcie tego powołania jest absolutnie niemożliwe w perspektywie pełnienia urzędu proboszcza. Coraz częściej dociera do mnie, że zbliżają się jakieś kolejne, ważne wybory w moim życiu, które przecież nie stoi w miejscu…

Doświadczenie podwójnie piękne. Bo oprócz radości z głoszenia, miałem również okazję spotkać grono kobiet, którym chce się szukać Pana Boga w codzienności i są skłonne włożyć w to całkiem sporo wysiłku. Niektóre z nich jechały sześć godzin, żeby być na tych rekolekcjach. To bardzo ciekawe, że dominowały osoby z daleka. Te z bliska nie znalazły czasu… Może w odległych stanach on płynie nieco inaczej. Tak, czy owak, piękne grono. Dobre rozmowy, dobre spowiedzi, nocna adoracja, a nade wszystko maryjny klimat domu i wspólnoty zjednoczonej wokół Jezusa.

A w Słowie dziś widzę Jezusa prawdziwego człowieka… Całe piękno człowieczeństwa z jego wrażliwością, łagodnością, czy wręcz czułością dziś w Nim objawione. Kobieta pochylona, wpatrzona w ziemię… A On przywraca jej perspektywę nieba! Ale nie odsyłając jej w duchowe rejony… On nie mówi – módl się do Boga i cierp w pokoju. On kładzie na nią ręce i przywraca zdrowie jej ciału. Bo człowiek to nie tylko duch. To również ciało. A On przyszedł zbawić CAŁEGO człowieka… Przyszedł go wyprostować…


czwartek, 26 października 2017

myśląc...

zdj:flickr/ePi.Longo/Lic CC
(Łk 12,49-53)
Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej.

Mili Moi…
Musze przyznać, że zastanawiam się ostatnio nad znaczącym wycofaniem się ze świata internetowego. Blog, portale społecznościowe… Moje zaangażowanie zawsze miało za fundament ewangelizację – nową w swoich formach docierania do człowieka. Ale coraz częściej nabieram przekonania o wątpliwej wartości tych internetowych starań. Spotykam ludzi, którzy owszem, czerpią sporo wiedzy z internetu, ale w żaden sposób nie potrafią jej zaaplikować do swojego życia. Bywa i tak, że nadmiar informacji związanych z wiarą sprawia ich potężne zagubienie i nieumiejętność odróżnienia rzeczy dobrych od wątpliwych. Co więcej, poszukiwanie internetowych przewodników sprawia często bezkrytyczne przejmowanie ich poglądów bez możliwości skonfrontowania ich w bezpośrednim kontakcie. Tymczasem realni duszpasterze jawią się tak blado wobec internetowych gwiazd… Nie warto więc ich pytać…

Może więc już czas mniej wirtualności, a więcej realności. Może trzeba się skupić na kontaktach bezpośrednich, których nikt i nic nie zastąpi. Może zamiast szukać nowych dróg, trzeba skupiać się na realnych problemach przychodzących ludzi. Widzę też bardzo jasno, że im mniej internetu, tym więcej choćby czytania książek, tym więcej czasu i ochoty na modlitwę… Dojrzewam więc… Zdaję sobie sprawę, że w moim przypadku decyzje muszą być radykalne. Tylko takie jestem w stanie w sobie podtrzymać… Na razie myślę, rozważam, szukam…

Ale pewnie i dlatego nie mam za bardzo chęci pisać na blogu. Nie mam niestety ostatnio nic pozytywnego do napisania, a smutnych wieści dość w przestrzeni publicznej. W każdym razie żyję i staram się cieszyć każdym dniem. Dziś na przykład wyruszam do Clifton, gdzie kończą się rekolekcje ewangelizacyjne. Poproszono mnie o poprowadzenie nabożeństwa odrodzenia w Duchu Świętym. To zawsze takie małe chwile radości. W naszej parafii skądinąd również trwają rekolekcje ewangelizacyjne. Biorą w nich udział 43 osoby, większość oczywiście spoza naszej parafii. To też solidne dni łaski…

W kościele zamontowano już nową windę, która działa sprawnie i cieszy oko. Trwają prace nad nowym nagłośnieniem, które też już działa. Wszystko się rozwija… No może poza frekwencją na mszach… Coroczne liczenie pokazało nam, że na wszystkich mszach niedzielnym mamy około 500 osób… Z każdym rokiem mniej…

A dziś Pan mówi o podziale, który wprowadza… Jest on nieunikniony. Wszak prawdziwe nawrócenie bardzo zmienia człowieka i nie sposób, żeby jego najbliżsi tego nie dostrzegli. Ale to, co dziś mnie uderzyło, to fakt, że Jezus nie zaleca wierzącym w niego – weźcie swoje walizki i porzućcie tych, którzy was nie rozumieją, którzy nie podzielają waszej wiary, opuśćcie swoje domy i rodziny, bo tylko tak zyskacie wolność niezbędną dla ewangelizacji. Nic z tych rzeczy – podział tak, konflikt, trudności… Ale trwaj w swoim domu, z tymi wobec których przede wszystkim masz być świadkiem. Bo żadna inna ewangelizacja nie może wyprzedzać Twojego podstawowego powołania do ewangelizacji „twoich”. Nawet jeśli to takie trudne…

niedziela, 8 października 2017

szczęśliwe oczy...

zdj:flickr/FrogStarB/Lic CC
Wróciło siedemdziesięciu dwóch z radością, mówiąc: «Panie, przez wzgląd na Twoje imię nawet złe duchy nam się poddają». Wtedy rzekł do nich: «Widziałem Szatana, który spadł z nieba jak błyskawica. Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi. Jednakże nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie». W tej to chwili rozradował się Jezus w Duchu Świętym i rzekł: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić». Potem zwrócił się do samych uczniów i rzekł: «Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli». Łk 10, 17-24

Mili Moi…
Al jest starszym człowiekiem, którego w każdą sobotę widywałem na niedzielnej mszy wigilijnej. Jego żona przyjmowała komunię świętą, a on zawsze prosił tylko o błogosławieństwo. Nie wiedziałem dlaczego, ale dyskretnie nie pytałem… Rok temu Al zgłosił się do pomocy przy katechezie dla dzieci. Zasugerował, że mógłby pilnować drzwi, witać i żegnać dzieciaki i ich rodziców. Spytał jednak, czy nie jest problemem to, że jest… metodystą? Wyjaśniło mi się dlaczego nie przyjmuje komunii…

Od tego czasu trochę już przegadaliśmy… Al opowiedział mi swoją historię. Dziadek miał jakiś konflikt z katolickim proboszczem i tak rodzina wylądowała u metodystów. Nigdy nie byli specjalnie zaangażowani. Al myślał o przystąpieniu do Kościoła Katolickiego już w chwili ślubu kościelnego ze swoją żona, ale wówczas jakoś nikt go do tego nie zachęcał. I zostało tak jak jest… A może byśmy to father jakoś uregulowali – powiedział do mnie niedawno Al. Przecież ja nie mam żadnych problemów z uznaniem tego, w co się wierzy w Kościele Katolickim… I tak zaczął się proces przygotowania Ala do przyjęcia przez niego sakramentów…

A piszę o tym, bo dziś, jak w każdą sobotę Al przyszedł do kościoła, jak zawsze podszedł do komunii prosząc – bless me father, a ja jak zawsze powiedziałem – the Body of Christ wykonując przed nim znak krzyża konsekrowanym chlebem. I wówczas Al z radością malująca się na twarzy szepnął do mnie – soon (wkrótce). Musze przyznać, że bardzo mnie to wzruszyło, bo w tym człowieku widzę wszystkich tych, którzy wracają z dalekiej podróży i czekają z niecierpliwością na spotkanie z Jezusem, na dotknięcie Go, na karmienie się Nim. A kiedy oni tęsknią, tak wielu katolików nie przywiązuje większej wagi do tego, co w Kościele najświętsze… Oby wśród nas takich Alów jak najwięcej… A jego polecam waszym modlitwom…

Al uzmysławia mi jak wielka radość płynie z faktu, że nasze imiona są zapisane w niebie. Chrzest to sprawia. I co najpiękniejsze – nikt ich stamtąd nie wymaże, podobnie jak nikt nie wymaże z naszego serca imienia „chrześcijanin”. Choćbyśmy usilnie się starali, możemy je tylko zamaskować, ale nie zdołamy go nigdy usunąć. Każdego roku około 200 dorosłych osób przygotowuje się w naszej diecezji do przyjęcia chrztu, lub do pełnego włączenia w Kościół Katolicki. Ich tęsknota za Chrystusem tchnie nadzieją… Przyszłość należy do dziedziców życia wiecznego, do chrześcijan, do ukochanych dzieci Jezusa… I szczęśliwe oczy nasze, że widzą… I jeszcze niejedno zobaczą…