sobota, 22 lutego 2014

mój... twój... nasz...


zdj:flickr/Catholic Church (England and Wales)/Lic CC
Mili Moi...
Kończę dzień z wielką satysfakcją, bo jakoś ostatnio udaje mi się zrealizować założenia... Najtrudniej rozpocząć, a potem to już jakoś idzie. W ten weekend miałem zamiar spreparować plan mojej rozprawy doktorskiej. I rzeczywiście dwa rozdziały już dziś rozplanowałem. Jutro zrobię trzeci i to mnie naprawdę cieszy. Niezależnie od tego, czy zyska on aprobatę profesora, czy też nie - po prostu mam radość z tego, że się za to wziąłem i coś drgnęło. Kiedy jest plan, wówczas lekturę prowadzi się już pod określonym kontem, co sprawia, że wszystko idzie nieco szybciej. Więc ufam, że do wakacji uda mi się jeszcze sporo przeczytać, a po nich po prostu zacznę pisać.

A Słowo mnie dziś sprowokowało do refleksji na ile ja żyję sprawami Kościoła? Bo to mój Kościół. A jeśli tak, to również moje sprawy. Niestety nie wygląda to za dobrze, bo... No właśnie, zdaję sobie sprawę, że nie ma tu tak naprawdę wiarygodnego wytłumaczenia. Przecież chociaż te wiadomości Radia Watykańskiego mogłyby posłużyć za konkretną nić łączności z tak wieloma miejscami na ziemi, w których chrześcijanie żyją, walczą, uświęcają się, tudzież umierają za wiarę. Ileż stamtąd można zaczerpnąć intencji do modlitwy. Ileż świadomości, jak żywy jest nasz Kościół. Mój. Nasz.

Tak bardzo chciałbym pogłębić moją własną świadomość bycia częścią tego Kościoła. Dla mnie, franciszkanina, to szczególnie ważne. Próbowałem sobie wyobrazić moich braci w historii, którzy czasem stawali wobec dramatycznych wyborów... Do naszego charyzmatu bowiem należy szczególna wierność Kościołowi i Ojcu Świętemu. Ale któremu??? Bo bywały takie czasy, że na Stolicy Piotrowej zasiadało ich dwóch. I nie był to papież i papież - emeryt, ale papież i anty - papież. Jak trudno pewnie wówczas było określić swoją tożsamość franciszkanom. Jak trudno było dokonać wyboru. Komu być wiernym?

Dziś takiego dylematu nie ma, ale widzę, że prosta rzecz czasem staje się źródłem mojego wewnętrznego poruszenia. Ludzkie sympatie. Bardzo byłem przywiązany do papieża Benedykta. Bardzo mu ufałem. Z obecnym, z czysto ludzkiego punktu widzenia, nie umiem sie wciąż oswoić. Może to minie... Każdy jest inny, to oczywiste. Jestem franciszkaninem i murem stoję przy nim. Dziś się za niego szczególnie modlę. Ale i myślę o tej mojej wierności. W jaki sposób mógłbym ją pogłębić? Jak mógłbym żyć bardziej sprawami Kościoła?

Pamiętam, że kiedy wróciłem z Irlandii po rocznej posłudze tam, miałem długo takie poczucie, że Kościół to coś więcej, niż "polski Kościół". Poza granicami naszego kraju też żyją bracia w wierze, którą czasem wyrażają nieco inaczej, przeżywają na swój sposób. Ale dla wielu z nich ona jest również niesłychanie ważna. Dziś ta pamięć we mnie nieco osłabła. A szkoda... Dłuższy pobyt za granicą w tej materii naprawdę poszerza horyzont i pokazuje, że nasz Kościół jest prawdziwie powszechny... Nasz. Mój.

Jesteśmy częścią. Ty i ja... Częścią tego Piotrowego wyznania i tej Jezusowej deklaracji. Ty jesteś Mesjasz... Na tej skale zbuduje mój Kościół... Ja się dziś z tego naprawdę cieszę... Z mojego Kościoła. Z naszego...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz