niedziela, 16 lutego 2014

u studni prawa...


zdj:flickr/ indiawaterportal.org/Lic CC
Mili Moi...
No cudowny weekend za mną... Gdyby ktoś kiedyś chciał mnie uśmiercić ze szczególnym okrucieństwem, to powinien mnie zamknąć w... archiwum. W tydzień skonałbym w męczarniach. Zrealizowałem zaledwie jedną trzecią planu, mimo że pracowałem bardzo uczciwie przez dwa dni. To oznacza, że będę musiał tam jeszcze wrócić. I to mnie nie napawa radością. Jedyną osłodą jest siostra Annamaria, która tam pracuje i jest naprawdę niesłychanie pomocna i arcyserdeczna :)
Kiedy już zakończyłem pracę w archiwum, udałem sie do Warszawki na spotkanie z Kasią, Rafałem i Klarą, ich dzieciątkiem. To spotkanie z przyjaciółmi stało się dla mnie źródłem pokoju. Wizyta w zoo, gry planszowe, mnóstwo śmiechu i radości... Tego mi było trzeba. Bo od wtorku wracamy do gry, a gra już na pierwszy rzut oka niełatwa. Twórcy naszego studenckiego planu zajęć przyznałbym tytuł... A, może się jednak powstrzymam... W każdym razie plan robi wrażenie :)

A kiedy medytuję dzisiejsze Słowo to trudno było nie zmierzyć się ze swoim własnym, osobistym stosunkiem do prawa. Od dawien dawna rozumiem jego wartość. Jest ono z pewnością formatorem życia społecznego. Wprowadza porządek i daje pewne, wspólne wszystkim zasady. I dobrze. Moim zdaniem warto to cenić i bezmyślnie prawa nie łamać. I myślę tu zarówno o najdrobniejszych dobrych obyczajach (jak ten, żeby nie chodzić po trawnikach), jak i o największych zasadach regulujących ludzkie życie (jak choćby zasada jego świętości). Mam też rzecz jasna na myśli prawa związane z życiem wiary. Bo ono przecież nie stoi ponad prawem...

 Zdałem sobie wyraźniej sprawę, że ja jako duchowny również ponad nim nie stoję, ale mu podlegam. To jest rzecz zupełnie oczywista, niemniej niesie ze sobą co najmniej dwie konsekwencje. Po pierwsze - ja nie jestem twórcą tego prawa. Podlegając mu mogę odważnie je głosić i odważnie o nim przypominać. To w kontekście coraz częstszych zarzutów, że Kościół pełen grzesznych księży nie powinien zabierać głosu i nikogo nie upominać. Może! I wolno Mu! Choćby dlatego, że przypominając innym, przypomina sobie. Bóg Prawodawca stawia dokładnie takie same wymagania wobec wszystkich. Tymczasem gdybyśmy pozwalali tylko doskonałym na upominanie, to nikt, nigdy, nikogo by nie upomniał. Niedoskonali upominają niedoskonałych. Nie na doskonałości zachowywania prawa opiera się bowiem jego wartość, podobnie jak nie opiera się na danych statystycznych (słynne - wszyscy tak robią)... Ale druga konsekwencja, o której chcę wspomnieć jest równie ważna. W pozytywnym sensie z cała pewnością wierność owemu prawu pomaga w jego głoszeniu i w zachęcaniu innych do jego zachowywania. I to chyba najbardziej mnie skupiło dzisiaj. Na ile mogę powiedzieć, że miłuje prawo (innymi słowy - na ile nim żyję?). Wierność prawu Bożemu (zwłaszcza) wpływa niewątpliwie na wiarygodność głoszenia. Wiemy doskonale, że łatwiej nam uwierzyć świadkom, niż tylko nauczycielom. A świadek jest osobiście zaangażowany w to, co innym przekazuje. Świadczyć dziś o wartości prawa swoim życiem... Wielkie zadanie... Zwłaszcza o jego fundamentach, o pryncypiach, o zasadach nie podlegających żadnym zmianom... W Belgii mamy już realną wizję eutanazji dzieci. W Stanach zrównanie praw między małżeństwami a związkami jednopłciowymi. I można mnożyć i mnożyć... Cały szereg szaleństw współczesnego człowieka. Być może wkrótce staniemy wobec "paradoksu króla", w którego królestwie wszyscy oszaleli po zatruciu wody we wszystkich studniach przez złego czarnoksiężnika. Tylko jedna studnia, królewska była poza jego zasięgiem. Króla i jego rodzinę, jako że zachowywali się odmiennie uznano więc za wariatów. Dylemat? Albo pozostać sobą i to odcierpieć. Albo napić się zatrutej wody i dołączyć do reszty szaleńców...

Wobec tego szaleństwa, które zewsząd nadchodzi, studnia prawa (zwłaszcza Bożego) jawi się jako jedyna "odtrutka". Niewykluczone jednak, że picie zdrowej wody pośród szaleńców będzie niedługo związane z konkretnymi cierpieniami... A może już jest... Odwagi więc...

1 komentarz:

  1. picie zdrowej wody pośród szaleńców już wiąże się z cierpieniami, choć może w naszym kraju nie są one tak drastyczne jak gdzieś indziej.. ale ostracyzm i temu podobne też do przyjemności nie należy... ;) na szczęście mamy kierowników z prawdziwego zdarzenia tu na Ziemi i pomoc od Pana, damy radę..

    OdpowiedzUsuń