środa, 12 marca 2014

przeżywalny - prrzemyśliwalny

zdj:flickr/Foreign Imagery/Lic CC
Mili Moi...
Dziś mam opuścić gościnny Słupsk. A szkoda, bo naprawdę mi tu dobrze... Rekolekcje szkolne kończymy Eucharystią w południe. Ciekaw jestem frekwencji, bo to spotkanie poza szkoła... A słoneczko silną pokusą... Wczoraj nawiedziły mnie znów moje duchowe dzieci... Niby do mnie przyszli, ale tak naprawdę przyszli do kaplicy sióstr... Nie mogą się "namodlić". Mówiłem im, że tak będzie, żeby potem mi nie zarzucali, że coś było małym drukiem... I kolejny raz potwierdza się to doświadczenie - Pan, który zawładnął ich sercami, nie pozwala im spocząć... A ile dobrych rozmów z nimi w te dni. O rozpoznawaniu powołania, o życiu, o Panu Jezusie... Jestem tym głęboko poruszony... Oni są moim cudem...

Dziś bowiem Słowo napełniło mnie wielkim wzruszeniem i radością. Czasem jest i tak. Nie tylko pouczenie i korekta, ale również rozradowanie ducha. Pomyślałem sobie o chwili sprzed kilku laty, kiedy Pan pokazał mi, że zamiast Nim, jestem raczej pochłonięty pracą dla Niego. Dziś zobaczyłem, jak bardzo się to zmieniło przez ten czas. Jak bardzo skupił mnie na samym sobie... Jak wielu rzeczy mnie nauczył... Chcesz zrobić coś dla siebie - zajmij się Jezusem... Taki slogan przyszedł mi dziś do głowy. I w moim życiu on się realizuje...

Przede wszystkim dzięki kontaktowi ze Słowem, bo w tym jest źródło mojego nawrócenia, zacząłem doświadczać niezwykłego pokoju. Coraz mniej mnie irytuje, że czegoś nie mogę. Nie złoszczę się, że nie jestem w stanie podjąć wszystkich wyzwań. Nie martwię się, kiedy ktoś pozbawia mnie owoców mojej pracy. A co za tym odzie - uczę się odmawiać... Mozolnie, ale jak wspominałem w poprzednim wpisie - jakoś to idzie...

Po wtóre straciłem zainteresowanie wobec niektórych rzeczywistości, które odbierały mi skupienie. Na przykład telewizja. Dla mnie ona może nie istnieć. Nie odczuwam najmniejszej potrzeby, żeby ją oglądać i nie zabiera mi ona czasu, który mogę spędzić na czymś znacznie mądrzejszym. Nie zajmuję się też innymi zabawkami związanymi z tym światem. Dla wielu z nich straciłem całkowicie zainteresowanie i ich nie szukam. Mam czasem takie wrażenie, jakby Pan Bóg mnie przeniósł w jakiś inny wymiar, jakby mną zawładnął. A wciąż czuję, że to dopiero początek drogi...

Doświadczam też przeogromnej radości, której nic nie może (przynajmniej jak dotąd) naruszyć. Doświadczam tego, że kiedy zajmuję się Nim, wówczas strzały nieprzyjaciela tracą swoją śmiercionośną moc. I nawet od tych, którzy nienawidzą, niczego złego doświadczyć nie mogę... Nie chcę rzecz jasna malować obrazu całkowitej sielanki, ani czynić z siebie jakiegoś wzoru do naśladowania. Nie. Staję tu tylko jako świadek, który sam doznał przemiany i możliwość tejże każdemu głosi. To jest możliwe, żeby Jezus nas uszczęśliwił, żeby wszedł w nasze życie z cała mocą, żeby działał.

Doświadczam jednego, wielkiego smutku... Smutku właśnie, nie złości, czy innych jeszcze emocji, ale smutku. Z tego powodu, że nie umiem wciąż przekonać do tego innych, że tak mało o tym mówię, że to moje mówienie nie jest wystarczająco przekonujące. Martwię się o wielu księży i osoby konsekrowane, które znam, a które patrzą na mnie z dużą dozą niedowierzania, jeśli nie sceptycyzmu. O czym ja do nich mówię? Przecież oni wierzą... Ale nie doświadczają... A Bóg jest "przeżywalny", a nie tylko "przemyśliwalny"... Modlę się o dar ewangelizacji... Jak wielu moich młodszych przyjaciół. O ten charyzmat proszę Ducha Świętego. Żeby nauczył mnie świadczyć o tym, co dzieje się w moim sercu. Jak bardzo jestem szczęśliwy w Nim i z Nim....

Nie tęsknie za jakimiś innymi cudami... Ja ich co dzień widzę tak wiele... Świat jest pełen cudów... Moje słupskie dzieci są jednym z nich...

4 komentarze:

  1. Ten Bog przemysliwalny jest bezpieczniejsz od przezywalnego. Bo kiedy czlowiek doswiadcza Tego przezywalnego to On wywraca zycie do gory nogami i kompletnie zmienia podejscie do wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale czy to bezpieczeństwo nie jest tylko pozorne?

      Usuń
  2. Jeśli chce się mieć pod kontrolą swoje życie i samemu podejmować decyzje to Przemysliwalny ma w takiej sytuacji rację bytu. Jeśli natomiast zacznie się Nim żyć, to o własnym "widzi mi sie" trzeba zapomnieć bo Przeżywalny wszystko układa jak sam chce. Więc istnieje niebezpieczeństwo utraty kontroli ale czy ono jest prawdziwe czy pozorne to jak na dziś dzień nie wiem....

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja tylko chciałbym dodać, że doskonale rozumiem te słowa: "strzały nieprzyjaciela tracą swoją śmiercionośną moc" - maiłem szczęście kilka dni temu doświadczyć tego i aż się zdziwiłem że to prawda, i że ON działa, także przez innych , zupełnie nieoczekiwanych ludzi.. chwałą Panu

    OdpowiedzUsuń