niedziela, 16 marca 2014

lekcje Taboru...


zdj:flickr/davidyuweb/Lic CC
Mili Moi...
Kiedy otworzyłem dziś oczy, dostrzegłem za oknem wirujące płatki śniegu... Naprawdę nie chciało mi się wstawać... Najchętniej spałbym do wiosny... Ale że moje życie, zwłaszcza duchowe, nie może zależeć od pory roku, poderwałem się i oto jestem... Pokrzepiony kazaniem na temat transcendowania ludzkiej rzeczywistości (dziś filozof głosił Słowo) :) przygotowuję się do wyjścia na Gorzkie Żale, które bardzo kocham w tym wielkopostnym okresie. Dawno już nie miałem tak "pozytywnie leniwego" weekendu.

A w Słowie Pan mówi dziś do mnie dwie rzeczy... Po pierwsze osoba Piotra. Panie, zbudujemy trzy namioty... Miotła, która zawsze chce zamiatać, narzędzie, które zawsze chce pracować. Nie daje spocząć sobie i Użytkownikowi. Piotr się ocknął i chce działać. W działaniu czuje się najbezpieczniej. Nie musi sobie stawiać pytań, ani na nie odpowiadać. Nie musi mierzyć się ze swoimi wątpliwościami. Aktywista, który rusza do boju, zanim pomyśli, czy jego działanie jest komukolwiek do czegokolwiek potrzebne. Zawsze gotów pomagać. Samemu Bogu również. Ma poczucie misji... Dobrze, że tu jesteśmy... Innymi słowy - gdyby nas tu nie było, byłoby znacznie trudniej, a tak, po prostu bierzemy się do dzieła... Możesz na nas liczyć... Mówi (niekoniecznie zastanawiając się co) i chce działać (niekoniecznie pytając po co). Kocham Piotra, bo bardzo często odnajduję w nim samego siebie. Moja postawa też niejednokrotnie domaga się korekty. Owładnięty przekonaniem, że nie można stać z założonymi rękoma, nie umiem korzystać... Ta wizja, którą przeżywali była dla nich. Jezus ich zabrał na górę, aby ją przeżyli, aby się w niej zanurzyli, aby doświadczyli, aby spędzili chwile czerpiąc, a nie dając. Trudna szkoła. W moim życiu i wobec mnie tak samo trudna...

A po drugie dyskrecja... Jezus, który im nakazuje, aby nikomu nie mówili. Wyobrażacie sobie jak musi to być dla nich trudne. Każdy, kto zobaczył coś takiego chciałby się podzielić z innymi, opowiedzieć, ucieszyć się we wspólnocie. A oni mają milczeć... Jest to pewnie tym trudniejsze, że pozostali uczniowie są wciąż obarczeni tą nową prawdą, w którą wprowadził ich Jezus, prawdą o swoim odejściu. Czy im nie należy się pociecha? Czy Piotr nie mógłby im opowiedzieć, żeby i oni doznali uspokojenia? Nie wiem dlaczego tak. Może Pan przygotowywał ich do trudnej roli bycia filarami w Kościele, co z pewnością domaga się wielkiej powściągliwości i dyskrecji. A może pokazał im, że jest pewna sfera wnętrza człowieka, do której nie należy dawać dostępu nikomu, przynajmniej przez jakiś czas. Może ten czas jest potrzebny, żeby samemu uporać się z przeżytą tajemnicą. Może trzeba ją ułożyć w sobie. To dla mnie również wielka lekcja, bo pewnie gadam za dużo. I choć oczywiście, jak każdy, mam Boże tajemnice, które dotyczą najgłębszych sfer mojego serca, którymi z nikim się nie dzielę, to dziś odkrywam w tym Słowie taką delikatną zachętę - uważaj... Uważaj na to co mówisz, do kogo mówisz, po co mówisz. Taka powinna być zasada, od której istnieje właściwie tylko jeden wyjątek. To Jezus... Przed Nim z cała pewnością nie musisz uważać... I to jest dobra nowina...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz