piątek, 28 marca 2014

iluzją osaczeni...


zdj:flickr/marsmet463/Lic CC
Mili Moi...
Bardzo intensywny dzień za nami... Nasz współbrat obronił doktorat. Dzieło prawdziwe. Z historii sztuki. Pewnie z 900 stron. W trzech tomach (dwa tomy aneksów obrazujących malarskie prace opisywanego franciszkańskiego malarza). Praca zgłoszona do nagrody rektora i nagrody premiera. Recenzent stwierdził, że najlepsza w tej dziedzinie od 1945 roku. No laury nieprawdopodobne. Nie ukrywam, że bardzo miło słyszeć takie piękne pochwały pod adresem współbrata. Jest coś w tym naszym braterstwie, co przewidywał i planował już sam święty Franciszek pisząc w Regule - Gdziekolwiek bracia przebywają lub się spotkają, niech się odnoszą do siebie nawzajem jak domownicy. I niech szczerze jeden drugiemu przedstawia swoje potrzeby, bo jeśli matka żywi i miłuje swego syna cielesnego, to o ileż bardziej każdy powinien żywić i miłować swego brata duchowego. Dziś nie odczuwałem nawet cienia zazdrości. Czystą dumę, że ten brat, jego trud i wysiłek został dostrzeżony, doceniony, nagrodzony. A nasz Zakon zyskał jednego mędrca, którego mądrość została poświadczona urzędowo :)

Pomyślałem o tym w kontekście dzisiejszej Ewangelii. Miłować Boga nie da się w oderwaniu od bliźnich. Już św. Jan pisał, że nie możesz kochać Boga, którego nie widzisz, nie kochając bliźniego, którego masz przed swoimi oczami. Nie da się tych dwóch miłości oddzielić. I z jednej strony to jest bardzo piękne i takie konkretne. Bo jeśli miłość do Boga wzrasta, tak samo winno być z miłością do bliźniego. I to jest dobry weryfikator. Po miłości wobec bliźnich poznajemy prawdziwy poziom miłości do Boga. Ale z drugiej strony to szalenie trudne. Z dokładnie tych samych przyczyn. Tak na co dzień bowiem łatwiej żyć w iluzji. Łudzić się, że moja miłość do Boga zawładnęła całkowicie moim sercem. Może tak bardzo, że nie ma w nim miejsca dla ludzi...

Iluzje są zawsze groźne. Tym groźniejsze, że szkodzą nie tylko innym, ale mnie samemu. Dla przykładu - jeśli moja ocena odległości od słupa będzie iluzoryczna, nieprawdziwa, to komu to zaszkodzi? Pewnie właścicielowi słupa, który będzie musiał go naprawić. Ale przecież moja rozbita głowa będzie wymierną stratą dla mnie samego. To ja ucierpię... Podobnie z iluzjami miłości. Jeśli będę je w sobie budował, to będę traktował innych jak wrogów, dziwiąc się serdecznie - dlaczego ludzie mnie tak nienawidzą... Skoro ja ich tak kocham... Myślę sobie, że czasem właśnie z takimi sytuacjami mam do czynienia, kiedy słucham o wrogach, którzy są wrogami z czystej złośliwości, nie wiedzieć zupełnie dlaczego... Iluzja... Która nie pozwala dostrzec problemu w sobie... Ja kocham wszystkich, a wszyscy mnie nienawidzą...

Dziś Pan nie musiał szczególnie kruszyć iluzji, bo Jego rozmówca zdawał się rozumieć ich niebezpieczeństwo. Wiedział, że nie da się oddzielić miłości Boga od miłości bliźniego, bo jedna do drugiej zawsze odsyła. Wiedział, że trzeba wejść w miłość całym sobą, z pełnym zaangażowaniem. Wiedział, że to kosztuje... Wiedział... Ale co z tymi, którzy nie wiedzą? Czy koniecznie muszą rozbić sobie głowę o słup, żeby zrozumieli? Czy musi zaboleć, żeby wychwycić niebezpieczeństwo iluzji? A może są tacy, którzy nie zrozumieją nigdy? Odmawiają zrozumienia chroniąc się w iluzji... Na przekór światu, na przekór Bogu, na przekór sobie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz