sobota, 28 czerwca 2014

zgubiłeś???


zdj:flickr/horizontal.integration/Lic CC
Mili Moi...
Właśnie zakończyłem modlitwę wstawienniczą nad sześcioma młodymi kandydatkami do życia zakonnego, nad postulantkami betańskimi i nad nowicjuszką. Modliliśmy się dziś o nowe napełnienie ich Duchem Świętym i było to zwieńczenie naszych rocznych, ewangelizacyjnych dni skupienia. Jestem niezwykle szczęśliwy, że mogłem im posłużyć również w ten sposób. Prosiłem Jezusa, jak czynię to zawsze, aby przez moje kapłańskie ręce i moją kapłańską modlitwę posyłał Ducha do serc tych, którzy Go proszą. Jaki to niezwykły dar. Kapłaństwo. Najcenniejszy jaki mam i mogę nim posługiwać. Dziewczyny prosiły o dary, które znakomicie korespondowały z ich życiową sytuacją, co oznacza, że przyłożyły się do modlitwy wcześniej i dobrze rozeznawały wolę Bożą - o co prosić... To mocno cieszy. I wierzę, że żadna dziś nie wyszła z kaplicy uboższa. A ważny to wieczór również z tej przyczyny, że jutro pięć z nich rozpocznie roczny nowicjat, w który również ja będę miał tę radość je wprowadzić. Otrzymają nowy strój, niektóre również nowe imiona. Piękny poranek się zapowiada...

Ja natomiast ucieszyłem się dziś z jeszcze jednej nowiny. Otóż z USA otrzymałem dokumenty, które pozwalają mi już zwrócić się do ambasady w Warszawie z prośbą o wydanie wizy. Nie opisuję tu całych skomplikowanych procedur, ale są naprawdę mocno zagmatwane, a wydaje sie, że powoli lądujemy z tym tematem. Kiedy będę miał już wizę w ręku, będę się czuł znacznie spokojniej :)

A Słowo dzisiejsze to swoisty instruktaż - co robić, kiedy zginie ci Jezus. A że Go czasem gubimy? No skoro nawet Maryi się to zdarzyło, to, nie oszukujmy się, i nam się zdarza. Być może był na tyle dojrzałym dzieckiem, że rodzice okazywali Mu duże zaufanie i dlatego nie rzucili się do poszukiwań od razu. Choć i potem, te ich poszukiwania były takie klasyczne, ludzkie (ale też i jakie miały być?). To znaczy - zaczęli od miejsc według nich najbardziej prawdopodobnych. I tak stracili trzy dni... Znajomi, rodzina, pielgrzymi, Jerozolima i dopiero na końcu świątynia. Tam dopiero doznali ulgi... On nie rozumie. Jak to możliwe, że nie wiedzieliście, że powinienem być w sprawach Ojca? Oni nie rozumieją. Jak to możliwe, że nie pomyślałeś o naszym lęku, niepokoju? Faryzeusze i uczeni nie rozumieją. Jak to możliwe, że ten dzieciak jest taki mądry? Dużo zdziwienia, ale tylko o jednej osobie jest mowa, że zachowywała te sprawy i rozważała je. Być może wszyscy o sprawie szybko zapomnieli. A może przez następnych osiemnaście lat, do których nie mamy wglądu, Jezus wytłumaczył Maryi dlaczego tak, co wówczas oznaczało Jego zachowanie... Tak, czy owak, doświadczyła pierwszy raz miecza, który miał przeniknąć Jej serce według słów Symeona...

Mam wrażenie, że Maryja chce nam dziś powiedzieć jedną szalenie ważną rzecz. Jeśli zgubisz Jezusa, nie trać czasu na szukanie Go tam, gdzie może być. Idź od razu tam, gdzie jest na pewno. Idź do domu Ojca. Tam Go zawsze znajdziesz. Nie wahaj się patrzeć na Jezusa, obserwować Jego relacji z Ojcem. Ucz się jej. Żebyś Go więcej nie zgubił. A jeśli zgubisz, żebyś natychmiast potrafił znaleźć. Nie trać czasu, energii, nerwów. Nie szukaj wśród ludzi. Idź do Ojca. I powiedz - Tatusiu, zgubiłem Jezusa. Tylko Ty możesz mi pomóc Go znaleźć. Zobaczysz Go u boku Ojca. On bowiem pozwala się znaleźć tym, którzy Go szukają. Nie ukrywa się.

Bądź jednak przygotowany na jeszcze jedno ważne pytanie - czemu mnie szukasz? Pamiętaj - to musisz wiedzieć...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz