niedziela, 22 czerwca 2014

ewangelizator zneutralizowany...


zdj:flickr/Imagens Cristãs/Lic CC
Mili Moi...
Chodzę sobie w ten weekend i szukam... natchnienia. Czas zabrać się do pracy, a ja poza ogólnym pomysłem, że chcę w sierpniu mówić o kobietach w Biblii, jeszcze niewiele wymyśliłem. Ale powoli, powoli... Ewa, Rahab, Zuzanna, Maria i Marta, Samarytanka, Maria Magdalena i Maryja będą prawdopodobnie stanowiły kanwę sierpniowych rozważań rekolekcyjnych dla sióstr nazaretanek. Każda z nich niesie co najmniej kila ważnych myśli do rozwinięcia, które staną się tematami poszczególnych konferencji. A potem już tylko usiąść i je wszystkie spisać... I jeśli komuś się wydaje, że to ot tak, godzina i zrobione, to... powinien kiedyś sam spróbować :) Czeka mnie wiele dni pracy... Ale to nic. Bo to taka praca, która po pierwsze cieszy, a po wtóre - raz zrobiona, nie przepada... Z moich rozważań wyrwała mnie dziś Joasia z Elbląga, która wyciągnęła mnie na spacer. Studiuje tu i okazjonalnie się pojawia. Miłe spotkanie. Dobry wieczór. Poważne tematy. A jutro w drogę... Niepokalanów czeka. I ostatnia już chyba wizyta w archiwum przed wylotem. Muszę zebrać tyle materiałów, ile tylko się da, bo przez najbliższy rok będę miał raczej utrudniony dostęp do tego składu bibliotecznego. Czeka mnie więc znów kilka dni pracy "grzebacza książkowego".

A Słowo? Ono dziś pokazuje taki wspólny mianownik ewangelizacyjny. Boża prawda, odważnie głoszona, zawsze napotka sprzeciw. Nie zabraknie ludzi, którzy będą się jej sprzeciwiali. Pokazuje to zarówno przykład proroka Jeremiasz, jak i zapowiedź Jezusa, którą kieruje do swoich uczniów. Wiedząc o tym, trzeba mieć naprawdę mocny motyw, żeby się za to głoszenie zabrać. I Pan go dziś wskazuje - zbawienie braci. Wszyscy zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej - napisze św. Paweł w Liście do Rzymian, a dziś słyszymy o innych konsekwencjach grzechu. Wielki brak - ta jest jednak największa. Brak tej chwały, którą Bóg dla nas zamierzył i którą chce przywrócić poprzez swego Syna. O tym mamy zapewniać świat, o tym opowiadać, to właśnie z mocą głosić. Bóg nic nie chce zabrać. On chce wszystko dać...

Dobro braci, miłość do ludzi, Jego dzieci - to musi być naczelny motyw wszelkiego głoszenia. I wówczas nie ma "życia zakonnego" i "życia osobistego" (ten podział rozśmiesza mnie do łez, kiedy bywa przywoływany w różnorakich życzeniach - a podwójnie śmieszny jest w ustach duchownych) - jest jedno życie, "życie głosiciela Ewangelii". I wówczas nie ma czasu do stracenia. I wówczas odpowiedzialność za własne i cudze zbawienie nie pozwala odpoczywać. Bo nie ma czasu. A On ma nas... Nas, którzy sami, z własnej i nieprzymuszonej woli, odpowiedzieliśmy na Jego wezwanie i daliśmy Mu siebie do dyspozycji... A ta decyzja o "byciu dla" domaga się potwierdzania każdego dnia. Podejmując ją nie można czekać "aż przyjdą", "aż się zainteresują", "aż będą chcieli słuchać". Trzeba iść z nadzieją, że to Słowo dotrze. Ale również ze świadomością, że może być odrzucone. Trzeba iść. Nie można czekać...

I nie wolno dać się zneutralizować. Świat nieustannie do tego dąży. Nie zawsze bardzo złymi metodami. Czasem zupełnie neutralnymi. Wprowadza nas w ślepe ulice, z których bardzo trudni się wydostać. Nauka, hobby, podróże, książki, relacje - wszystko może stać się pułapką, która zatrzyma nas w drodze. Kapłan zneutralizowany - zajęty wszystkim, tylko nie głoszeniem Ewangelii. Przykry widok. Smutny obraz.

Tymczasem potrzeba niejednokrotnie tak niewiele... Odrobinę konsekwencji. Wczoraj czytałem wywiad z jednym z założycieli wspólnoty Franciszkanów Odnowy w Nowym Jorku. W ich Konstytucjach mają zapis zobowiązujący ich do noszenia habitu. Mały znak - wielki znak. Często nieczytelny w USA - bywali brani za muzułmanów. Ale jednocześnie znak, dzięki któremu odbyli miliony rozmów, bo ktoś chciał z nimi rozmawiać. Znak, którego oddziaływanie sprawiło, że z ośmiu pierwszych założycieli, dziś ta wspólnota rozrosła się do 120 braci. I możemy oczywiście zaklinać rzeczywistość i bredzić nadal, że nie szata czyni zakonnika, ale faktów nie zmienimy. Dał Pan prosty znak do ewangelizacji i przez prostotę tego znaku działa. Mamy go... w szafie. A przecież to tylko jedna z wielu możliwości, które można uruchomić. Tak wiele możliwości. Ale najpierw musi być motyw... Najpierw trzeba pokochać ten świat miłością serca Jezusowego...

Niezależnie od tego, czy jesteś kapłanem, zakonnikiem, czy świeckim. Zadanie - wspólne - ewangelizacja. Niebezpieczeństwo - takie same - neutralizacja. Motyw - jeden jedyny - miłość wobec Jego dzieci. Metody? Tych tysiące... Nigdy Ci ich nie zabraknie... Spróbujesz???

3 komentarze:

  1. Z ciekawych biblijnych kobiet polecam Rut, nawróconą pogankę, biedną wdowę, która w zmowie ze swoją teściową zdobywa serce Booza chowając się w nocy w jego girach ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje serce rwie się. Mam nadzieję, że Pan Bóg poprowadzi... :)
    M.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest książka wydana przez łódzki ośrodek odnowy w Duchu Świętym: "Kobiety szalone dla Jezusa". Autorem jest Remigiusz Recław.
    Jest czasopismo "Biblia krok po kroku". Są w niej poruszane różne wątki z Biblii. Wiem że było tam coś o Zuzannie. Jakiś numer był chyba zatytułowany: "Jak kochali patriarchowie". Każdy numer dotyczy innego tematu. Jest to czasopismo trudno dostępne i mało znane, ale w bibliotece kulowskiej może będzie. Do tego czasopisma piszą różne osoby (może także z KUL).
    Sprawami zrozumienia różnych sytuacji opisanych w Biblii zajmują się chyba bibliści, więc może Ojciec spróbować poradzić się co do tych swoich rekolekcji jakiegoś biblistę z KUL.
    Odnośnie Rut - jest książka: "Rut Moabitka".
    Artur

    OdpowiedzUsuń