piątek, 27 czerwca 2014

ukryty w sercu Jezusa...


zdj:flickr/Lawrence OP/Lic CC
Mili Moi...
Jezus zrobił mi dziś wielki prezent... Zaprosił mnie na godzinną adorację. Już dawno mi się nie zdarzało wystawiać Najświętszego Sakramentu tylko dla siebie. Kiedyś bywało tak częściej. Zwłaszcza u początku mojego kapłaństwa. A dziś znów, na bazie tego zaproszenia, które od kilku już ładnych dni odczuwam, pozwoliłem sobie patrzeć na Jezusa, i Jego prosiłem, aby patrzył na mnie. Jakie to jest niezwykłe uczucie, kiedy jesteśmy sami w kaplicy - ja i On. Za oknem głośny świat, jakiś koncert, którego dźwięki ranią uszy i cisza Jego obecności. Czas się zatrzymał. Godzina minęła w mgnieniu oka. Pan mi dziś przypomniał tak bardzo realnie jak wiele czerpałem z adoracji i jak wiele mogę zaczerpnąć. Dziś zanurzyłem się w Jego sercu. Tak, jak potrafiłem...

Nieprzespana noc... Ból i gorączka pozwoliły zaledwie na krótkie drzemki, przerywane długimi okresami czuwania. Bez złości - z intencją... Dla ratowania grzeszników. I poranne spotkanie ze Słowem - przyjdźcie do mnie wszyscy utrudzeni i obciążeni... Dawno już nie byłem tak utrudzony jak po dzisiejszej nocy. A On tak delikatnie przywołuje i zapewnia, że nie będzie szczędził pociechy. Dobry mój Jezus...

Stawiałem Mu dziś pytanie - co w moim życiu oznacza być cichym i pokornego serca? Bo nie do końca chyba rozumiem. Temperamentalnie jestem raczej gwałtownikiem. Pewnie wszędzie mnie pełno. Grozi mi raczej nadaktywność. Emocje mają dla mnie duże znaczenie. Głośno, gwarno, ruchliwie... Jak w tym wszystkim być cichym i pokornego serca? I bardzo mocno Pan dziś zwrócił moje spojrzenie na nadprzyrodzoność. Pokazał mi, że intensywność przeżywania wielu spraw w moim życiu byłaby mniejsza, gdybym nie zapominał o nadprzyrodzonym spojrzeniu. Innymi słowy - mniej energii traciłbym na zmaganie się z różnymi trudnościami, gdybym pamiętał, że Bóg panuje nad wszystkim. A jeśli On panuje i o wszystkim wie, to po co ja miałbym się złościć, gniewać, niepokoić, czy zadręczać? Jaka oszczędność energii, a, co ważniejsze, mądre oddanie steru Jemu... Uczcie się ode mnie - mówi Pan. A On jest cały w Ojcu, w Jego sprawach. Zna Ojca i objawia Go innym. Dziś pomyślałem, że to nadprzyrodzone spojrzenie na świat ma wymiar głęboko ewangelizacyjny. Jest bowiem prawdziwym świadectwem przynależności do Jezusa. I rodzi pytania - dlaczego tak? Nie nerwowo, nie gwałtownie, nie agresywnie, ale z najgłębszym zaufaniem do Pana nieba i ziemi, który objawia swoją mądrość tym, których świat uznaje za głupców; który przychodzi do najmniejszych, prostaczków...

Bo sam jest prosty. Przypomniał mi o tym dziś swoją kruchością i białością. Kiedy wpatrywałem się w Niego, widziałem Prostego, który niczego nie chce utrudniać, który chce objawiać, tłumaczyć, uczyć. Potrzeba tylko tych, którzy będą gotowi Mu zaufać i oddać swoje serce do tej szkoły, która z hardego uczyni je cichym, a z pysznego - pokornym. Trudna to szkoła, ale edukacja najwyższej klasy. Dziś, u progu wakacji, uświadamiam sobie, że od tych lekcji - pokornego (nadprzyrodzonego) obcowania z rzeczywistością, wolnego nie chce sobie robić... Za dużo jeszcze nieodrobionych lekcji...

1 komentarz:

  1. Gdybym i ja mogła należeć do "tej szkoły" i pozbyć się swojej gwałtowności i bycia pyszną :(
    Dlaczego nie potrafię?!
    Dlaczego pragnę tego,ale mimo wszystko wiecznie robię po swojemu?! :(
    Nie wiem... :(

    OdpowiedzUsuń