wtorek, 27 maja 2014

trąd obojętności...


zdj:flickr/Community Eye Health/Lic CC
Mili Moi...
No i kolejny dzień za mną... Uczyłem się... Chyba przez godzinę... Ale u nas dziś naprawdę było dramatycznie. Wielki termometr na KUL-u wskazywał 25 stopni, ale miało się wrażenie, że jest znacznie cieplej. Pot stróżkami ciekł mi po czole. I większość dnia spędziłem w zaciemnionym pokoju, w pozycji horyzontalnej, z zamkniętymi oczami. A sami przyznacie, że to nie ułatwia nauki... :) Dziś po prostu padłem i nie mam na to żadnego innego określenia. A po południu udałem się na uczelnię, aby zaprezentować moją mowę ewangelizacyjną. Profesor był litościwy, nie naniósł wiele poprawek, ale jednak. Kilka musze uwzględnić i na egzamin za tydzień przynieść ją jeszcze raz... Jacy my będziemy wykształceni po tych studiach... Żeby nam się tylko nie odechciało na ambonę wchodzić z przesytu nanoszonych poprawek...

A w Słowie "prześladuje" mnie temat wiary. Od kilku dni powraca. Dziś w perspektywie negatywnej - to znaczy, Jezus powiada, że Duch przekona świat o grzechu, którym jest grzech niewiary. Ten wydaje sie być największy. Grzech, każdy, ma kogoś, kto go popełnia. To nie jakieś abstrakcyjne, anonimowe zdarzenie. Ktoś za nim stoi, ktoś jest odpowiedzialny. Za grzech niewiary również. I to mi na nowo przywodzi przed oczy moją własną odpowiedzialność za moją wiarę. Wiarę mam taką, jaką w sobie buduję, o jaką się staram. Czyli jaką?

Dziś postawiłem sobie pytanie - kiedy ostatnio przeczytałem jakąś dobrą książkę, która naprawdę dotknęłaby tego tematu, która zbudowałaby moją wiarę? I muszę przyznać, że mimo nawału różnych lektur, które przewinęły się przez moje ręce w minionym roku, takich "do wiary" było bardzo mało. Oczywiście bywały różne, również nabożne książki, ale tak na poważnie traktujące o wierze, czy służące jej wzmocnieniu??? Z próżnego zaś i Salomon nie naleje... Jeśli mam coś dawać, jeśli mam innych prowadzić, to z pewnością wiara jest podstawową wartością, o którą muszę dbać. Zresztą, czy tylko ja???

Przecież cały Kościół jest zbudowany na fundamencie wiary w Jezusa. To jest to, co nas łączy. Nie byłoby żadnego zgromadzenia kościelnego bez wiary. A takie one są, jaka ta wiara uczestników. I to, sami wiecie, nieraz jest dość smutny obraz. Dziś w swojej mowie ewangelizacyjnej mówiłem o obojętności, z której Jezus wyrywa. On to naprawdę potrafi - widziałem to na własne oczy tyle razy. Potrzeba w sumie tak niewiele. Okazać odrobinę zainteresowania... Niczym trędowaty, który przychodzi do Jezusa ze swoim największym problemem, z tym, co mu naprawdę doskwiera... Ale na rozwój trądu czeka się czasem latami. Ta choroba potrafi się wykluwać do 20 lat. A przez ten czas??? Jeśli trąd możemy porównać do grzechu, to jego wstępny okres rozwoju do obojętności. W tym czasie wszystko wydaje się być w porządku... Jest kościółek, jest paciorek, jest wigilia, jest święconka, jest kolejka do konfesjonału... Aż nagle pojawiają się guzy. Właściwie nie boli, bo system nerwowy jest już sparaliżowany. Ale zaczyna być widać... i czuć... Smród mojego życia sprawia, że inni mijają mnie wielkim łukiem. I może zniknąć kościółek, i nie ma paciorka, i święconka jakoś mniej ważna, nie mówiąc już o kolejce do konfesjonału...

Dopóty to trwa, dopóki nie zmęczy mnie mój własny smród. Wtedy jest szansa na spotkanie z Lekarzem, który zna lekarstwo na każdą moją chorobę, także na obojętność i płynący z niej grzech. A jak wygląda życie po tej Jego terapii??? Wystarczy spytać tych, którzy ją przeszli... A potem zaczyna się nadrabianie straconego czasu. Każda chwila wydaje sie droga, każde światło cenne, każdy impuls duchowy jest skarbem... I otwierają się oczy. I chce się mówić, głosić, przemieniać świat... Ale nie da się tego zrobić bez walki. Z kim? Z czym?

Ze sobą... A może właściwie raczej z bakteriami trądu, które nieustannie krążą wokół nas, gotowe infekować... Powrót do obojętności? Nie, dziękuję... Może więc warto sięgnąć po jakąś ważną dla wiary książkę - szczepionkę, żeby poczuć się bezpieczniej... Niech Duch podsunie swoje propozycje. I mnie, i Wam :)

1 komentarz:

  1. Drogi Ojcze Michale, czytający Twojego bloga mają trochę łatwiej z czytaniem lektury religijnej.
    Pozdrawiam Szczęść Boże Tomek

    OdpowiedzUsuń