środa, 21 maja 2014

o pożytecznych krukach...


zdj:flickr/Douglas Brown/Lic CC
Mili Moi...
Ostatni dzień zajęć tego roku akademickiego mogę uznać powoli za zakończony. Cieszę się, bo zmęczenie materiału jest już całkiem duże i powoli zaczynałem tracić cierpliwość do uniwersyteckiej rzeczywistości. Teraz tylko bój egzaminacyjny przed nami. A w tym roku wyjątkowo trudny. Ale o tym nie dziś... Ciii... Zakończyliśmy wykłady i to się liczy...

Gorąco straszliwie... I dookoła mnóstwo biadolenia... W zeszłym tygodniu było podobnie, tylko bohaterem był deszcz. Dziś wszyscy mówią o słońcu. Zawsze źle. Polak ma wyrazistą ocenę sytuacji. A że negatywną z reguły? Cóż czynić???

A Bóg wziął coś bardzo małego, takie nic, kilka listków... Wszczepił w krzew winny i nie tylko pozwolił żyć, trwać, ale jeszcze rozwijać się i rozrastać, rodzić nowe pędy i owocować. Czy te kilka listków na samym początku mogło przewidzieć dokąd je Pan poprowadzi? Czy te kilka listków odważyłoby się planować i mieć marzenia? Czy te kilka listków ogarniało całość planu, w który zostały włączone? Nie... Z całą pewnością nie... Owszem, ta mała, nic nie znacząca gałązka odnajdywała w sobie nieco nadziei. Owszem, bardzo szybko poczuła w sobie moc życiodajnych soków, które zaczerpnęła z winnego krzewu. Owszem, ta słabiutka roślinka z czasem zaczęła wierzyć, że nie zginie. Z trudem i niedowierzaniem patrzyła w przeszłość, pytając samą siebie - czy to możliwe, żeby Pan doprowadził mnie aż dotąd???

Ale ta maleńka roślinka któregoś dnia doznała wstrząsu. Czując się nadal bardzo słabą i delikatną usłyszała pogłoskę, że wkrótce przyjdzie ogrodnik i ma przycinać... Pogłoska stawała się coraz bardziej prawdopodobna, aż pewnego dnia kilka listków usłyszało złowieszczy szczęk nożyczek. Przyszedł. I odciął. Bezlitośnie. Pewnym cięciem. Zdecydowanie... I odszedł...

Mała gałązka podniosła lament - przecież on chyba się nie zastanowił, przecież jestem za mała, za delikatna, przecież jeszcze nie czas, przecież to boli, przecież teraz na pewno umrę, przecież... Lamentowała i lamentowała, aż przysiadł niedaleko niej czarny kruk. Wsłuchał się w te lamenty i przemówił do wciąż maleńkiej, a teraz dodatkowo okaleczonej, jak się wydawało, roślinki tymi słowami...

A Bóg wziął coś bardzo małego, takie nic, kilka listków... Wszczepił w krzew winny i nie tylko pozwolił żyć, trwać, ale jeszcze rozwijać się i rozrastać, rodzić nowe pędy i owocować. Czy te kilka listków na samym początku mogło przewidzieć dokąd je Pan poprowadzi? Czy te kilka listków odważyłoby się planować i mieć marzenia? Czy te kilka listków ogarniało całość planu, w który zostały włączone? Nie... Z całą pewnością nie...

Bóg trwa... Historia zbawienia trwa... Lament się nieustannie powtarza... Ale i kruki wciąż latają...

Pamiętaj o tym, Gdańsku! Pamiętaj...

PS. Dzisiejszy wpis sponsorowany przez pragnącego zachować anonimowość Anioła Stróża...

1 komentarz: