wtorek, 20 maja 2014

pokoju szukać...


zdj:flickr/EVO GT/Lic CC
Mili Moi...
No to dwa pierwsze egzaminy zdane... Noty nienajgorsze :) Ale im dalszy etap studiowania, tym stają się one mniej ważne. Kiedyś w duchu perfekcjonizmu zależało mi na tych notach bardzo. Dziś zależy mi znacznie mniej. Cieszy mnie raczej zdobywana wiedza, a oceny, to rzeczywistość mocno drugorzędna. Jedyna myśl, która motywuje do starania się, to myśl o tym, że wszyscy jesteśmy dorośli i po prostu nie wypada się nie przygotować :) Ale dzisiejsze egzaminy były łatwe. Jeden z historii kaznodziejstwa, drugi z etyki naukowca :) Oba przedmioty fascynujące...

A Pan dziś obiecuje pokój... I kiedy tak wróciłem dziś z uczelni, przed chwilą właściwie, to doszedłem do przekonania, że to jedna z większych potrzeb - tego świata, tego miasta, tego uniwersytetu, tego konkretnego człowieka. Również moja potrzeba. Właściwie od rana trochę się Jezusowi żalę... Żalę Mu się na Niego samego... Przecież obiecałeś ten pokój. Inny pokój od tego, który daje świat. Pokój, który stanie się źródłem pociechy, wyzwoli z lęku, utwierdzi nadzieję... A ja od miesięcy o ten pokój wołam i nic... Nie przychodzi. W kluczowych sprawach dla mojego życia wcale nie czuję się bardzo spokojny. Moje serce nie jeden raz przypomina bardziej wzburzony ocean, niż cichy sad, w którym sobie bzyczą zadowolone pszczoły.

Człowiek jest tajemnicą. Sam dla siebie również. Bardzo często głoszę Słowo wobec tej tajemnicy. A ja jestem Jego pierwszym słuchaczem. Także wówczas, kiedy mówię o tym, jak historia ludzkiego życia może oddziaływać na teraźniejszość i przyszłość i wcale nie musi to być oddziaływanie pozytywne. I ja mam swoją historię. A ona idzie za mną krok w krok. I choć tak wiele już udało mi sie przepracować, to wciąż są we mnie tematy, które skutecznie odbierają mi pokój. Mam swoje lęki, których nie umiem przeskoczyć, swoje własne biedy, ograniczenia i bezradności. Staram się z tym godzić. Staram się nie wyolbrzymiać (a i do tego naturalnych tendencji mi nie brakuje), staram się ufać. I wołam o pokój. A jego wciąż nie ma...

Dziś pomyślałem, że to też może taki plan. Że brak pokoju również może być darem. Taką okazją do złożenia małej ofiary Jezusowi. Tak mało okazji w moim życiu, żeby jednoczyć się z Jego męką. Może to jest jedna z nich... A być może ów pokój czeka gdzieś za rogiem. Być może Jezus zaprasza do uczynienia jeszcze jednego, małego kroku w ciemności, aby obdarzyć mnie tym wewnętrznym doświadczeniem, że wszystko jest na właściwym miejscu (ze mną włącznie) i dzieje się prawidłowo...

Co ciekawe mimo braku tego doświadczenia pokoju mam jasne poznanie co należy czynić. Klarownie i precyzyjnie wyczuwam kierunek, w którym prowadzi mnie Duch, a kierownicy duchowi mi to potwierdzają. I może to rodzi jeszcze większe napięcie. Bo pokój byłby najlepszym potwierdzeniem. Ale przecież nie jest jedynym. Są inne. Może nawet ważniejsze... Ale tęsknota nie słabnie... I gdyby się tak dało łatwo nakazać sercu, żeby się nie bało... I taka to mała - wielka bezradność...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz