środa, 20 listopada 2013

przeciętniactwo? nie, dziękuję...


zdj:flickr/Mathew Knott/Lic CC
Mili Moi...
Nie ukrywam, że ta dzisiejsza Ewangelia o minach (czy podobna jej o talenach) jakoś mało w moim życiu do mnie przemawiały. Może dlatego, że wydawało mi się, że jestem bardzo mocno zaangażowany w sprawy Boże, a poza tym generalnie jakoś aktywny, więc nie bardzo potrafiłem na ich podstawie stworzyć sobie jakiegoś planu działania. Zawsze wydawało mi sie, że chodzi o podtrzymanie w sobie tej aktywności, o której niektórzy mówili wręcz, że jest nadaktywnościa i że należy ją raczej powściągać. Ale tak było dawniej... Kiedy byłem młody :)

Dziś zobaczyłem tę swoją aktywność w nowym świetle... W świetle przeszłości właśnie... Trochę żartuję z tym starzeniem się, o którym czasem tu piszę, ale nie jest to takie zupełnie nieprawdziwe. Dziś zobaczyłem, że ta moja aktywność, również w sprawach Bożych, jest inna od tej sprzed kilku lat. Nie wiem czy jest dojrzalsza i bardziej wyważona. Ale mam takie przekonanie, że jest dużo słabsza... I nawet nie chodzi do końca o to, co robię... Może chodzi o to, co gotów jestem zrobić :)

Bo każdy rok życia przynosi ze sobą coraz częściej pomysły na "święty spokój". W jakim sensie? Ano właśnie... Żeby pomnożyć minę otrzymaną od Pana, trzeba wyjść z domu. To znaczy ruszyć się z miejsca i poszukać innego, w którym ten "pieniądz" się pomnaża. Trzeba się spotkać z człowiekiem, z ludźmi. Nie ma co wiele myśleć o nadzwyczajnym wypoczynku, bo prawdziwy inwestor nie ma czasu na wakacje. Trzeba być zdolnym do ryzyka, może nawet do realizacji pomysłów szalonych, takich, które siedzącym w domu nie przychodzą do głowy. Trzeba szukać nowych rozwiązań, przecierać nowe szlaki, zdzierać buty... Trzeba się uczyć, nieustannie rozwijać, być "na bieżąco"...

No i właśnie taki byłem dawniej... Była szansa na dziesięć min. A dziś? Pomyślałem z obawą, że może już jednak tylko na pięć... Bo niby niewiele się zmieniło, ale... Każdy pomysł rozważam trzy razy, zastanawiam się nad swoimi siłami i możliwościami, staram sie przewidzieć wszystkie możliwe warianty... No i tych szaleństw jakoś mniej. I ta skłonność do ryzyka nie taka pewna. I szybkość reagowania zdecydowanie nie maklersko-giełdowa. No chyba starość mi zagląda przez ramię... :)

Jedna moja pociecha w tym, że nie ma we mnie na to zgody. I jeszcze ciągle walczę. Chcę słuchać poleceń Pana, chcę wchodzić w Jego szalone pomysły, chcę zachować świeżość, chcę nieustannie iść do przodu, nie zatrzymywać się w drodze... Ciepłe kapcie i bujany fotel jeszcze nie dla mnie. Pięć min to nie szczyt marzeń. Przeciętniactwo? Nie, dziękuję. Mina w dłoń i ruszamy... Gdzie? To Ty Panie mi powiedz...

1 komentarz:

  1. Bardzo bliskie jest mi to co Ksiądz pisze. Mam 47 lat i doskonale pamiętam swoją nadaktywność :) Teraz jest ona inna, dojrzalsza, delikatniejsza, rozważna, ale jest :) I myślę, że wciąż mam szansę na 10 min. Może to już są inne miny, może inaczej jestem Panu potrzebna, na inny sposób, może mniej szalony. Życie jest bardzo dynamiczne. Wszystko się zmienia. Moja wiara się zmienia, moja miłość i moja aktywność też... :)

    OdpowiedzUsuń