poniedziałek, 25 listopada 2013

odpoczniemy :)


zdj:flickr/JPod/Lic CC
Mili Moi...
Właśnie wróciłem do domu, po niesłychanie intensywnym weekendzie. Dawno już nie byłem taki zmęczony. Ale owoców sporo :) Przede wszystkim przybyła mi jedenasta Margaretka. Czyli kolejne siedem osób podjęło stała modlitwę za mnie. Niesamowity dar. Zawsze, kiedy jest mi z czymkolwiek ciężko, uświadamiam sobie, że są na świecie ludzie, którzy NA PEWNO za mnie się modlą. To daje ogromne poczucie bezpieczeństwa i mocy w działaniu... Tym gdańskim śmiałkom więc z serca dziękuję...

Zaczęliśmy w czwartkowy wieczór, konferencją dla sióstr franciszkanek. Piątek niby wolny, ale to był dla mnie dzień spowiedzi. Niezwykłej, generalnej... Spowiedzi połączonej z modlitwą o uwolnienie od wszelkich wpływów złego ducha w moim życiu. W przeszłości i teraźniejszości. Mocne doświadczenie Bożej obecności i miłości. Dość wyczerpujące i dla mnie i pewnie dla spowiednika. Zaczęliśmy o 9 rano... Skończyliśmy o... 14.30 :) Ale to tylko tak strasznie wygląda :) To była taka spowiedź z instruktarzem, żebym sam mógł nią później posługiwać... Bo tej formy akurat trzeba się trochę nauczyć. W każdym razie - Panu Bogu chwała za to niezwykłe doświadczenie... Sobota to skupienie dla dziewcząt. Przybyło ich aż piętnaście... Bardzo dużo... Mówiliśmy o mądrej, wychowującej nas miłości Pana Boga. Przyznam szczerze, że myślałem już w zeszłym tygodniu, że nic więcej nie uda mi się "wycisnąć" z tematu "miłość Boża". Tak wiele o niej już mówiłem, tyle różnych konferencji... Nie chcę powiedzieć, że juz wszystko o niej powiedziałem. Raczej, że nic nie przychodziło mi do głowy, czego bym już nie mówił... Ale Duch Święty jest niezawodny i przyszło mi do głowy powiedzieć nieco o miłości Boga i jej przejawach w jakiś czas po pierwszym nawróceniu. Bo zwykle poznajemy z czasem tę miłość na nowo. Kończy się "miodowy miesiąc", a zaczyna ciężka praca, do której Pan nas zaprasza i którą chce prowadzić w nas. Ale o tym może kiedy indziej...
 A niedziela to już skupienie dla moich dorosłych przyjaciół... Za każdym razem przychodzi ich więcej, a dom sióstr jakby się rozrastał i wszystkich przyjmuje. Tym razem niemal trzydzieści osób... Mówiliśmy o kryzysie i o kierownictwie duchowym... Proste (choć nie łatwe) sposoby radzenia sobie z trudnymi sytuacjami zostały omówione i ufam, że ci piękni ludzie zdołają je podjąć w swojej codzienności... Wiele razy już o tym pisałem, ale napiszę jeszcze raz... Jestem z nich taki dumny. To dla mnie wielka łaska patrzeć jak rozkwitają. A teraz pojawia sie powoli nowy obraz - walki... Wielu z nich musi walczyć. Pojawiają się pierwsze kryzysy, zniechęcenia, pokusy odejścia... Wielkie rzeczy się ciągle w ich życiu dokonują. Ale Pan zaczyna też na nich liczyć... Trochę się jeszcze boją... Ufam jednak, że pokonają i to... Pójdą do przodu...

A dziś od rana jadę... Trochę śniegu, duży ruch, roboty (pod Lublinem korek na 40 minut). Ale już jestem w domku i próbuję jakoś zaplanować ten tydzień... Chociaż, jak zawsze, sam się planuje... Przed chwilą telefon - a dzień skupienia u nazaretanek w Ząbkach by ojciec poprowadził? A kiedy? No w tym tygodniu... No i weź człowieku odmów temu wwiercającemu się w mózg, cichemu, konsekrowanemu głosowi słyszanemu w słuchawce :) Odpoczniemy w... grobie :) Chociaż kto wie...

Chciałbym, jak ta uboga wdowa z dzisiejszej Ewangelii, umieć oddać wszystko i nie pytać skąd wezmę jutro... Niech więc się "samo planuje".

1 komentarz:

  1. Też lubię tę świadomość, że ktoś się za mnie modli. A wiem, że nie aż tak dużo osób jak za Ojca, ale jest kilka osób, które o mnie pamiętają przed Bogiem. Bardzo mi to pomaga zmagać się w codzienności.
    Kierownictwo duchowe - jak bardzo mi tego brakuje. I stałego spowiednika. Śmiesznie może zabrzmi, ale nie umiem spowiadać się przy konfesjonale. Po prostu nie umiem, a tak bardzo tęsknię za spowiedzią. I byłam już w archikatedrze, i u kapucynów na Krakowskim, i u dominikanów, i w kilku różnych kościołach przed Mszą i CHCIAŁAM się wyspowiadać. Ale ja chyba nie potrafię podejść do konfesjonału. Ech, no życie jest ciężkie, ale za to takie piękne :)
    Pozdrawiam, pax :)

    OdpowiedzUsuń