niedziela, 21 grudnia 2014

goście z nieba...


zdj:flickr/AlicePopkorn/Lic CC
(Łk 1,26-38)
Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł.

Mili Moi...
Dzień dość owocny w zajęcia... Jak w każdą sobotę Szkoła Polska. A dziś ostatnie zajęcia przed świętami, więc dzieciaki strasznie rozproszone. Mówiliśmy o aniołach, które przychodzą w trudnościach, ale i dla ogłoszenia ważnych rzeczy. Dzieciaki dostały zadanie na te dni - mają sie od aniołów uczyć... Pomagać, ale i pokrzepiać słowem. Zobaczymy jakie efekty to przyniesie :)

Lekkim popołudniem ochrzciłem mała Amelkę, a potem jeszcze spotkanie z gronem pedagogicznym przed świętami. No i praca nad jutrzejszą homilią... To już ostatnie dni Adwentu, więc zastanawiałem się jak tu oderwać moich braci i siostry choć na chwile od tej ryby po grecku, czy sernika, które przecież dominują w ludzkich wyobrażeniach... Nie wiem jak to zrobić skutecznie, ale opowiem im o moich marzeniach... Marzeniach o Kościele zrodzonych ze Słowa...

Jutrzejszy dzień przebogaty... Rano wizyta w naszym lokalnym, polonijnym radio, gdzie mamy w szerszym gronie opowiadać o najpiękniejszych świętach naszego życia. Potem niedzielna służba, a zakładam, że przy konfesjonałach jutro będzie bardzo ciekawie... A po południu wycieczka do Clifton, do naszego sąsiedniego klasztoru, aby i tam pomóc braciom w spowiedzi... To będzie dłuuuugi dzień...

Dziś natomiast pomyślałem sobie o Maryi, która jakoś tak spokojnie reaguje na wizytę anioła. Nie ucieka, nie mdleje, nie zamyka oczu ze strachu... A przecież nie mogła się spodziewać. Ani samej wizyty, ani tym bardziej propozycji. Nie mogła się spodziewać, ale była na nią przygotowana. Jak to możliwe? Ano wynika to z duchowej kultury Izraela, w którą każde dziecko było powoli wprowadzane.

Głównym fundamentem tej kultury był Jahwe - Ten Który Jest. Bóg jest bardziej, niż cokolwiek innego na tym świecie. Prawdziwość Jego istnienia była absolutnie niepodważalna i jej dowodzeniem nikt się w Izraelu nie zajmował. Próbowano Go zgłębiać, zrozumieć, ogarnąć, co, choć samo w sobie skazane na porażkę, wcale nie zniechęcało Żydów do badania Słowa. Wszyscy jednak czekali na Jego interwencję, opierając się na wcześniejszych doświadczeniach Narodu, które były wciąż żywe w jego świadomości.

Dlatego też śmiem twierdzić, że Maryja była gotowa na spotkanie tego typu. Dużo bardziej gotowa, niż my dzisiaj. Może właśnie to daje Jej odwagę do zadawania pytań i do ostatecznego udzielenia odpowiedzi. Chciałbym mieć taką wrażliwość wynikającą z powolnego dojrzewania, wzrastania w świadomości, że Bóg jest najbardziej realnym Istnieniem na tej ziemi. A co za tym idzie cały ten duchowy świat z Nim związany również jest na wyciągnięcie ręki... I mimo tego, że przecież do wiary jesteśmy wszyscy wychowywani, to jednak czuję, że to nie to... Bóg, którego jesteśmy uczeni, to zwykle Bóg daleki... Bardzo daleki...

A ja pragnę poczuć sie otoczony aniołami... Nie muszę ich widzieć (choć niektórzy mają taką zdolność), ja mam tylko pragnienie takiego wewnętrznego przekonania, że Pan, mój Pan, je do mnie nieustannie posyła. Chciałbym wejść w taką kulturę duchową, która się ich obecnością nie dziwi, bo przecież są dokładnie tak realne, jak On.



1 komentarz:

  1. A moze w dzisiejszym (matrix -sie) jest zebyt wiele gry ludzkimi emocjami. Aniolka mozemy sobie kupic i w Victoria ' Secret.

    OdpowiedzUsuń