piątek, 9 stycznia 2015

usłysz to...


zdj:flickr/kim77_au/Lic CC
(Łk 4,14-22a)
Jezus powrócił w mocy Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich. Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane: Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana. Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli. A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: Czy nie jest to syn Józefa?

Mili Moi....
Przeraża mnie trochę ten proces zdrowienia rozciągnięty w czasie. Bo rzeczywiście zmiany są prawie niezauważalne. Niby juz mi lepiej, ale widzę, że jeszcze długa droga do rzeczywistego stanięcia na nogi. Ale wróciłem juz do odprawiania Mszy w kościele, no i kolęda... Zaczęło się :)

W Polsce nie bardzo ją lubiłem, bo wielokrotnie miałem poczucie, że ludzie się w obecności księdza strasznie napinają, męczą i właściwie nikt nie ma przyjemności. Ja, czego nie muszę chyba dowodzić, też nie czułem się w takich warunkach komfortowo. Ale tu, to co innego. Kolęda na zaproszenie. A zatem idzie się do tych, którzy przede wszystkim rzeczywiście chcą się spotkać. Co więcej, najczęściej są to ludzie, którzy się "księdza nie boją", potrafią rozmawiac i chętnie to czynią. Takie wizyty więc zwykle są bardzo przyjemne. U tych, których nie znam - bo mogę się do nich zbliżyć; u tych, których znam - bo człek się czuje jak w domu.

A poza tym? Czytam sobie... O tematach związanych z rekolekcyjnymi zamierzeniami w Chicago, ale przyznam, że idzie mi słabo. Pewnie dlatego, że moja kondycja nie pozwala jeszcze zanadto się skupić i czasem jedno zdanie czytam po cztery razy. A w przyszłym tygodniu będę musiał coś napisać. Bo dni płyną nieubłagalnie.

Jezus dziś inauguruje swoją działalność publiczną. Wygłasza pierwsze kazanie. Słowa są tak pełne wdzięku, że ludzie są oszołomieni. Nie mogą wyjść z podziwu skąd On to ma. Ten fragment jest jednym z częściej omawianych podczas studiów homiletycznych. Bo to taka wzorcowa homilia - z różnych względów. To jednak, co mi się dziś rzuciło w oczy, to prostota Jezusowych słów. On mówi rzeczy szalenie proste, a jednocześnie niezwykle potrzebne. Odpowiada na najżywsze oczekiwania i potrzeby słuchaczy, choć nie polega to na tym, że mówi to, co oni chcieliby usłyszeć. Nie pozwala sobą manipulować, ani nie daje się sprowokować do powiedzenia tego, czy owego, nie staje się zakładnikiem tekstu, który tradycja nakazuje widzieć w taki, a nie inny sposób...

Jezus... przywraca nadzieję. Odwołuje się do najgłębiej ukrytych ludzkich pragnień - do tej wolności od skutków grzechu, do tego nowego porządku świata, który może kiedyś nadejdzie. A Jezus mówi im - DZISIAJ! To już dzisiaj wchodzimy w realizację waszych tęsknot, waszych oczekiwań, waszych najgłębszych pragnień. Czujecie to? Dzisiaj...

Kiedy o tym myślę, oczami wyobraźni widzę wielu zasmuconych chrześcijan, którzy ustami wprawdzie wypowiadają prośbę - przyjdź Królestwo Twoje, ale nie ma w  nich cienia wiary, że ono kiedykolwiek nadejdzie... I to właśnie do nich, to właśnie do nas Jezus kieruje to głośne - DZISIAJ! Nie musisz czekać. Nadzieja jest tuż...

Te słowa były dziś dla mnie ważne jeszcze z innej przyczyny. Właśnie dlatego, że sam pracując nad kazaniami częstokroć wysilam się, żeby coś powiedzieć twórczo, inaczej, z jakimś nowym żarem. A rzecz jest znacznie prostsza - przywracać nadzieję. Słowem prostym, ale pełnym przekonania. Słowem, które zawiera w sobie mocne DZISIAJ...

2 komentarze:

  1. Na pytanie Ojca: Czujecie to? Odpowiadam: Czujemy to, a przynajmniej ja to czuję, a właściwie chyba czuję, a tak naprawdę mam nadzieję że czuję, a tak dokładnie to mam nadzieję, że to co czuję wreszcie się stało, że to co czuję wreszcie jest prawdą. Że wreszcie nastąpiło to "dzisiaj", że wreszcie naprawdę ono nastąpiło. Bo ja na to dzisiaj czekałem bardzo, bardzo długo.
    Zdaję sobie sprawę że z tego powyższego Ojciec niewiele rozumie, ale najważniejsze jest to że dzisiejszy Ojca wpis utwierdził mnie w czymś co zaczęło się dziać wczoraj i dzisiaj ma kontynuację i mam nadzieję że będzie miało swoją kontynuację nadal. Mam nadzieję że tym razem się "uda", mam nadzieję że po raz kolejny nie spotka mnie przykry zawód.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie to szczęście być sześćdziesiąt jedno tysięcznym czytelnikiem Twojego bloga ojcze Michale.
    Szczęść Boże i szybkiego (w pełni) powrotu do zdrowia
    Tomek

    OdpowiedzUsuń