Moja wizyta w Japonii (Akita) stałą się dla mnie ważnym punktem nawrócenia.
Odkrywam powoli to, co Maryja tam dla mnie przygotowała. Ale już dziś mogę z
radością przyznać, że udało mi się wprowadzić w budowanie relacji z Jezusem
kilka rzeczy, których nie zdołałem wprowadzić przez lata. Bardzo mnie to
cieszy, bo rozpoznałem, że moje życie duchowe domaga się większego
zdyscyplinowania, które nie wiąże się z żądnym usztywnieniem, ile raczej z
lepszym gospodarowaniem czasem. Co więcej, zdałem sobie sprawę, że dopiero
teraz, grubo po czterdziestce, ja zaczynam powoli przeczuwać o co chodzi w
życiu zakonnym, jak bardzo jest ono pochłaniające i uszczęśliwiające. Wyraźnie
wyczuwam jakiś nowy etap, na którym się znalazłem. A tęsknota za Bogiem nie
maleje. Jest dokładnie przeciwnie – rośnie ona i ogarnia mnie w coraz
silniejszy sposób.
Spędzam kilka dni w domu. Styczeń jest chyba najlżejszym miesiącem w tym
roku, jeśli chodzi o moje obowiązki. Zbieram siły, bo kiedy wyruszę w przyszły
piątek, to wrócę… w Wielki Czwartek. Dawno nie było u mnie tak pracowitego
Wielkiego Postu. A rozstrzał zadań jest ogromny… Rekolekcje parafialne, dla dorosłych
i dla dzieci, siostry zakonne, Holandia, Niemcy… No i frajda poznawania nowych
miejsc i ludzi, służby, która wydaje się wciąż być potrzebna.
W tym roku ulegam pokusie Apokalipsy… Księga dla „dorosłego Kościoła”,
zwłaszcza listy do siedmiu wspólnot mnie zatrzymują i o nich zamierzam w tym
roku mówić. Na razie sam poczytuję sporo różnych komentarzy i przygotowuję się
do zmierzenia z tematem.
A poza tym? Badania, lekarze, wizyty, banki, urzędy – czyli wszystko to, co
próbuję zmieścić w moich krótkich pobytach w Ostródzie…






