środa, 14 stycznia 2026

Radna Góra...


(Mk 1, 29-39)
Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę, a opuściła ją gorączka. I usługiwała im. Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto zebrało się u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały. Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: "Wszyscy Cię szukają". Lecz On rzekł do nich: "Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem". I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.

 

Mili Moi…
Bardzo mnie dziś zatrzymała modlitwa Jezusa… Mimo zmęczenia – ludźmi, ich troskami, swoją całodzienną aktywnością – zrywa się jeszcze w nocy, żeby iść w miejsce odosobnione i być tylko z Ojcem. To tak odmiennie od nas… Nie wiem jak wy, ale ja, kiedy odłożę modlitwę „na później”, to najłatwiej mi z niej zrezygnować. No bo już jestem zmęczony Panie, bo może jutro, bo Ty przecież zrozumiesz… Ale gdyby mi ktoś puścił film o śmiesznych zwierzątkach, to przypływ energii byłby natychmiastowy. Tak to już te ludzkie emocje lubią być poruszane. A modlitwa nijak się do nich nie odnosi…

A Pan za wszelką cenę. Za cenę okradzenia samego siebie ze snu i wypoczynku – bo modlitwa jest oddechem. Nie może jej zabraknąć. Przed chwilą wyszedłem do auta, aby je nieco przygotować przed jutrzejszą podróżą. W myśl wcześniejszych zapowiedzi, pada deszcz i natychmiast zamarza. Auto jest pokryte warstwą lodu. Spędziłem w nim pół godziny, bo pomyślałem, że to świetnie miejsce na odmówienie Różańca. I rzeczywiście… Obserwowanie jak kawałki lodu powoli odrywają się, topnieją i spływają po przedniej szybie, sprawiło, że pomyślałem – z modlitwą jest podobnie. Jej rozgrzewające właściwości sprawiają, że nawet najbardziej zziębnięte, zamrożone serca, topnieją. Zanim same zaczną grzać, trzeba je „dogrzewać” z zewnątrz… Moja modlitwa ma znaczenie również dla tych, którzy się nie modlą. Dlatego im bardziej zaangażowana, tym szerzej oddziałuje, topi lód, zmienia oblicze tej ziemi. A zwłaszcza modlitwa nocna – czasem udaje mi się ją praktykować. W tym czasie, kiedy ludzie grzeszą być może najgorzej, kiedy giną duchowo, ale i fizycznie, kiedy piekło otwiera swoje podwoje – wtedy modlić się, wynagradzać, błagać o miłosierdzie… Na wzór Jezusa, Pana i Mistrza…

Powoli kończę rekolekcje dla sióstr Józefitek w Radnej Górze, niedaleko Stalowej Woli. Wielki i piękny dom rekolekcyjny w szczerym polu. Przed nim polna droga – można iść w prawo, albo w lewo. Nie ma to większego znaczenia, bo i w jedną i drugą stronę droga wiedzie w pola. Wszystko spowite śniegiem. Przejmująca cisza. Dla wielu byłby to z pewnością raj… Ale jak się domyślacie – nie dla mnie 😊 Choć przyznam szczerze, że czas upłynął mi niezwykle szybko. Trochę zajmowały mi go uczestniczki, których jest niemal pięćdziesiąt. A oprócz tego tworzyłem wykłady na sobotnie zajęcia w Niepokalanowie. Pięć godzin mam mówić o walce duchowej i roli Maryi w tejże. Wymagający temat. Ale dziś skończyłem i wydaje mi się, że jestem gotów.

Jutro lądujemy… Msza Jubileuszowa… Czternaście sióstr świętuje jubileusz swoich ślubów zakonnych. Najstarsza 75 lat od ich złożenia. Patrzę na nie z dużym podziwem. Ja sam mam ich dopiero 25. Jutro więc w drogę do Niepokalanowa. W piątek Radio, w sobotę wspomniane wykłady, no i znów na chwilę do domu. Czas powoli myśleć o Wielkim Poście…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz