niedziela, 13 kwietnia 2014

Tydzień Wielki...


zdj:flickr/[xinita]/Lic CC
Mili Moi...
Wczoraj po północy wróciłem z Grudziądza po warsztatach powołaniowych dla sióstr elżbietanek. Muszę orzec, że pełen sukces. Przynajmniej z mojej perspektywy. Siostry zaangażowane mocno, chętnie słuchające, zapisujące skwapliwie... Ale najfajniejsza oczywiście była praca w grupach nad postaciami, które dla nich przygotowałem. Każda grupa musiała przygotować rozmowę powołaniową z kandydatką, o której nieco informacji zawierało się w przygotowanym przeze mnie profilu (a te były bardzo, ale to bardzo skomplikowane). Reszta zależała od twórczości sióstr. Mało tego, musiały ten dialog przedstawić na forum, co oczywiście było fantastyczne, bo talentów aktorskich im nie brakuje, więc mieliśmy wspaniałe teatralne przedstawienia. Oczywiście nie tylko zabawie to służyło. Chodziło o zmierzenie się z trudnymi przypadkami, empatyczne spotkanie z młodą dziewczyną, umiejętne stawianie pytań, unikanie zwrotów, które zamykają drugiego człowieka. One same poczyniły sporo obserwacji, ponieważ każdy taki dialog omówiliśmy wspólnie...

Z ciekawostek? Była z nami siostra pracująca w Norwegii (tam też elżbietanki mają prowincję). Jak się okazuje sporo powołań. Mają 14 postulantek... Wietnamek. Nie pomyliłem się :)
A w drodze powrotnej napadł mnie znienacka... fotoradar :) To już drugi w tym miesiącu. Zrobiły się ostatnio niezwykle napastliwe i agresywne. Czarna seria po prostu...

A dziś, po krótkiej nocy, udałem się do Kazimierza, aby poprowadzić skupienie dla sióstr betanek. Ważne było, bo podczas adoracji młodzież zakonna miała wyznać Jezusa Panem swojego życia. Dziewczyny czyniły to z wielkim wzruszeniem i przejęciem, co mnie bardzo cieszy, ponieważ kolejna grupa osób doświadcza Jego bliskości, czułości, a w tym kontekście również przebudzenia świadomej wiary. Dodatkowo mocno poruszające było, kiedy po młodzieży podeszła do monstrancji matka generalna tego zgromadzenia i sama również wyznała w Jezusie Pana. To tak szczególnie ważne, że ona, ta, która wszystkim zarządza, kieruje, decyduje, również klęknęła w gronie tych, które dopiero rozpoczynają i ponowiła swoje oddanie Jezusowi. A za nią skwapliwie niemal wszystkie siostry z tej wspólnoty. Potęga przykładu... Bardzo, ale to bardzo mnie to ucieszyło... Tym bardziej, że wyznanie matki było bardzo szczere.

Trudno dziś komentować Słowo. Ja wobec opisów męki Pańskiej zawsze doznaję niemego zdumienia. Staję przed Bogiem - człowiekiem, który się boi, który wyczuwa tę ludzką agresję, nienawiść, gniew skierowane przeciwko Niemu i nie reaguje. Ani ucieczką, ani walką, ani choćby słowną obroną. Wobec tych obrazów, jak zawsze nabieram przekonania, że ja nie dałbym rady zmierzyć się nawet z procentem takiego lęku, bólu, smutku. Znam siebie, a dzięki Jezusowej męce poznaję się jeszcze dokładniej. Dziękuję Mu dziś z całego serca, że uczynił to dla mnie i za mnie, że ja sam nie musze przez to przechodzić, że Jego miłość mnie uchroniła... Składam przed Nim wszelkie odmiany mojego tchórzostwa, mojej słabości i proszę, żebym choć w te święte dni Wielkiego Tygodnia mógł z Nim nieść ten Jego krzyż... Tak choć przez chwilę...

Od jutra zaczynam... 6.25 pociąg do Gniezna. Bilet już kupiony. A po południu pierwszy dyżur w konfesjonale... Małe krzyżowanie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz