Dziś zobaczyłem to wyraźnie… Znów na podstawie tego, co widzę (a przecież
to wcale nie musi być cała prawda), dokonuje osądu i bardzo surowy wyrok zapada
w moim sercu. Źle mi z tym, ale trudno mi czasem nad sobą zapanować. To
wszystko gdzieś w sercu, albo w rozmowach z innymi pracoholikami – staram się
nie rozdawać ciosów na prawo i na lewo, ale w sercu obijam niektórych do
nieprzytomności. Dziś stanąłem przed Panem z prośbą, żeby przede wszystkim tę
pogardę zamienił we mnie we współczucie (i żebym sam go nie pomylił z
politowaniem), a nade wszystko, żeby pomnożył we mnie radość z możliwości pracowania
dla Jego chwały. Przecież kiedy przyszedłem do Zakonu, to nigdy, na żadnym
etapie, nie uzależniałem własnego zaangażowania od zaangażowania innych, mówiąc
– jeśli wokół mnie będą pracowici bracia, to i ja będę się starał, a jeśli ich
zabraknie, to… Nie, nigdy!!! Na razie jednak radości z posługi mi nie brakuje –
dla niej przeżywam moje „teraz” – wierzę, że z woli Bożej. A kiedy Pan powie dość,
to chcę się zatrzymać…
Na razie dokonuje się reorientacja… Delikatna korekta kursu… Mogę już o tym
napisać, bo mam na to „papier”. Otóż z dniem 1 kwietnia przenoszę się z Ostródy
do klasztoru w Poznaniu, aby objąć tam obowiązki rektora kościoła i kustosza
sanktuarium. Oczywiście nie dzieje się to w uznaniu dla moich szczególnych
umiejętności, więc niech nikomu nie przyjdzie do głowy, że to awans. Jesteśmy w
połowie kadencji, więc jest to raczej ratowanie sytuacji, która wymagała
dokonania takich zmian. Co to oznacza dla mnie? Powrót do dużego miasta… I to
radość. Ale również troskę o powierzony mi kościół i Kościół. Zarówno budynek, jak
i wspólnota tam się modląca, jest już głęboko w moim sercu, wszak trzy lata tam
niegdyś pracowałem. Oczywiście nikt nie zwolnił mnie z dotychczasowych
obowiązków. Raczej podpięto mi kolejny wagonik. Niemniej musi się dokonać pewna
reorganizacja i na pewno będę mógł mniej terminów i zobowiązań zewnętrznych przyjmować.
Odczytuje to jako wyraz troski Bożej, bo rzeczywiście tempo było i jest
zawrotne. Pan podprowadzał mnie do tego poprzez swoje Słowo, więc nie byłem
zaskoczony faktem, choć pomysłem już tak. Ale nie miałem wątpliwości, że mam za
tym iść, bo na Bożym prowadzeniu jeszcze nigdy się nie zawiodłem. A zatem
Poznaniu… Witaj ponownie!
Ale na razie Holandia i rekolekcje w Eindhoven. Cały tydzień tu, a
natychmiast po ich zakończeniu, przejazd do Duisburga i kilka rekolekcyjnych
dni tam. Wszystko, rzecz jasna, dla Polaków. A jak już wrócę do kraju, to…
Przeprowadzka… Czyli coś, co tygryski lubią najbardziej ☹☹☹
.jpg)
Niech Cię Pan prowadzi a ja będę dalej wspierał modlitwą.
OdpowiedzUsuńPokój i Dobro
Niech wola Jezusa wypełnia się w Twoim kapłańskim życiu -wszedzie tam -gdzie jesteś poslany..
OdpowiedzUsuńMocą Bozego Slowa porywaj
innych dla Chrystusa , prowadz, pouczaj , zawsze badż zywem swiadkiem ewangelii,ktorą glosisz.
Dzialanie Boga jest nieodgadnione..
🙏🙏🙏🙏🙏
Dziekuję..