wtorek, 24 marca 2015

kamień...


zdj:flickr/K0P/Lic CC
(J 8,1-11)
Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz? Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił? A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz.

Mili Moi...
No jak ja lubię poniedziałki... Dziś dzień odpoczynku na całego. Nie oznacza to całkowitego nieróbstwa, bo to zwykle dzień zakupów, które zajmują całkiem sporo czasu. A dziś wśród zakupów znalazł się również bilet lotniczy... Kiedy przylatywałem do USA zakupiłem również bilet powrotny. Więc 3 czerwca wracam do Polski przez Berlin. Ale wygląda na to, że po wakacjach wrócę do Bridgeport, zatem należało zakupić jakiś bilet. Okazało się, że w dwie strony to nie bardzo jest możliwe, więc tymczasem w jedną. Piękne, upatrzone w piątek połączenie za rozsądną cenę dziś okazało się już nieaktualne. Cóż było robić... Trzeba było znaleźć inne. Mniej komfortowe jeśli idzie o termin, ale za to odkryję nowe lotnisko, bo wracam z Krakowa przez Oslo :)

A spacer z kijaszkami dzisiaj jaki cudowny... Zimny wiatr, ale słońce wysoko... Aż chce się dziękować Panu za ten piękny świat i za to, że wciąż pozwala mi go oglądać.

Lęk przed śmiercią dziś stanął mi przed oczami... Tak wiele osób go odczuwa, niepokojąc się o to, że umrą, kiedy umrą, w jakich okolicznościach się to dokona. Martwimy się czasem o to, co zupełnie od nas nie zależy i na co nie mamy najmniejszego wpływu. Tymczasem dziś Słowo pokazuje, że prawdziwym źródłem śmierci jest grzech. I to jest śmierć, którą sami sobie fundujemy. Ale zwykle nikomu nie przychodzi do głowy w jakikolwiek sposób się jej obawiać...

To spotkanie kobiety z Jezusem, kobiety, która sprzedała prawdziwą radość za kilka chwil przyjemności i jak każdy grzesznik zakładała pewnie, że jeszcze tym razem się uda jest wstrząsające, bo tu rzeczywiście chodzi o życie. Ona wie, że za chwilę umrze i właściwie nie ma już dla niej nadziei. Może ewentualnie sposób tej egzekucji podlega dyskusji (mężatki czasem duszono zamiast je kamienować), ale z pewnością nie to, że ona umrze. I co więcej - zasługuje na śmierć. Świadomy wybór człowieka - nikt jej nie zmusił, nikt nie groził. Wybrała coś, o czym wiedziała, że jest obrzydliwością w oczach Bożych. Wiedziała też jaką sankcją karną jest to obwarowane (co dla współczesnych liberałów i demokratów musi być potężnym wstrząsem). A przecież wybrała... Nie może więc liczyć na współczucie. Nie ze strony człowieka...

Ale Bóg współczuje ludzkiej biedzie zwanej głupotą. Bóg się lituje. Nigdy i nigdzie Jezus w takich sytuacjach nie mówił, że to nie jest problem i nie stało się właściwie nic strasznego. On nie zdejmuje z grzesznika odpowiedzialności i nie tłumaczy go. Ale usprawiedliwia przyjmując śmierć na siebie. Bo każdy grzech jest śmiercionośny i prędzej, czy później ta śmierć zastępuje życie... Na własne życzenie...

Odsyłając ją wskrzeszoną daje jej wskazówkę, która z pewnością mogłaby ją uchronić przed powtórzeniem sie takiej sytuacji. Ale czy kobieta skorzystała z Jezusowej rady? A ja korzystam? A ty...?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz