czwartek, 3 lipca 2014

uwierzyłeś, bo...

zdj:flickr/John Kroll/Lic CC
Mili Moi...
Błogość powtarzalnych czynności. Wczesne poranki. Arcysmaczne śniadanka. Lektura, tak, dużo lektury. Codzienne kijaszki - ładne siedem kilometrów w przepięknej scenerii. Wieczorne Eucharystie. A po nich jeszcze spacer różańcowy. Bez pośpiechu, bez napięcia, bez konieczności wykonywania czegokolwiek na już, teraz, natychmiast. Celebruję urlop. Dobrze mi. A dodatkowo nareszcie ruszyłem z robotą. Tą duchową. Dziś powstała pierwsza konferencja na sierpniowe rekolekcje dla sióstr. Pierwsza i nawet połowa drugiej. A jak wiadomo - najtrudniej zacząć. Pierwsza kobieta, którą chcę omówić, to Ewa, a temat z nią związany to - powołanie do kobiecości. Zobaczymy co z tego wyniknie, bo cóż franciszkanin może powiedzieć zakonnicom o kobiecości.. Nawet dobrze przygotowany, zawsze pozostaję trochę teoretykiem. Do praktyki bowiem tymczasem nie planuję się skłaniać :)

Didymos dziś przed nami... Nie chcę pisać o wierze i niewierze apostoła. Choć dziś pomyślałem sobie, że był pewien głupkowaty polityk, który wsławił się maksymą, że mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale po tym jak kończy. I gdyby nie było to wypowiedziane w głupkowatych okolicznościach, mogło by nawet zasłużyć na wdzięczną pamięć, bo jako żywo przypomina starożytną maksymę - finis coronat opus - sukces wieńczy dzieło... Myśląc dziś o Tomaszu, stwierdziłem, że koniec jego życia znakomicie dowiódł, że ta wiara, która zrodziła się w jego sercu w spotkaniu ze Zmartwychwstałym, dała mu moc do zaświadczenia własnym życiem o jej prawdziwości. Ten człowiek, jak zresztą większość Apostołów, zaświadczył krwią, że warto oddać życie dla Życia...

Ale dużo bardziej dziś skupił mnie Jezus na sobie. Wszak On wychodzi ku Tomaszowi, spełnia jego pragnienie, a właściwie nawet dość buńczucznie wypowiedziane żądanie. Nie uważa tego za zbyt upokarzające, ani nie oburza się na ucznia, który ośmiela się stawiać warunki. Nie złości się na ludzki tupet, a słów Tomasza wcale nie uważa za zuchwałość. Przychodzi i pozwala na wszystko. Jakby wiedział, że takich Tomaszów będą miliony, jakby wiedział, że zmysły muszą być włączone w poznawanie Boga, że nie da się o nich zapomnieć, wyeliminować ich... Wszak pozostali także widzieli, słyszeli, doświadczali. Tomasz nie żąda niczego więcej. On po prostu nie chce mieć mniej. Nie jest zmysłowym chciwcem. Jest raczej rozczarowanym bankrutem. A oni już nie, pozostali już nie, bo widzieli. On im się objawił... Tomasz tęskni... I pewnie ta tęsknota dyktuje mu mocne słowa, słowa, które zdają się podkreślać jego "niewierność". Ale może wszystko jest prostsze. Może pożera go wewnętrzny głód, żeby było jak dawniej...

A Jezus podając mu swoje dłonie, nie czyni tego z pogardą i rozczarowaniem. Raczej stwierdza fakt - uwierzyłeś, bo... Te słowa wybrzmią jeszcze nie jeden raz w historii. Do dziś wybrzmiewają... Uwierzyłeś, bo... Ale cieszę się, że wierzysz...

1 komentarz:

  1. Spacer różańcowy - jakie ładne określenie :-) ! I jakie to potrzebne, by sie nie zagubic... praktykuje, gdy mam okazje, bo skad czerpac siły do przezywania codziennosci jak nie z modlitwy :) ?

    OdpowiedzUsuń