środa, 15 maja 2019

z Nim bezpiecznie...


(J 12,44-50) 
Jezus tak wołał: „Ten, kto we Mnie wierzy, wierzy nie we Mnie, lecz w Tego, który Mnie posłał. A kto Mnie widzi, widzi Tego, który Mnie posłał. Ja przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności. A jeżeli ktoś posłyszy słowa moje, ale ich nie zachowa, to Ja go nie sądzę. Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat sądzić, ale by świat zbawić. Kto gardzi Mną i nie przyjmuje słów moich, ten ma swego sędziego: słowo, które powiedziałem, ono to będzie go sądzić w dniu ostatecznym. Nie mówiłem bowiem sam od siebie, ale Ten, który Mnie posłał, Ojciec, On Mi nakazał, co mam powiedzieć i oznajmić. A wiem, że przykazanie Jego jest życiem wiecznym. To, co mówię, mówię tak, jak Mi Ojciec powiedział”.


Mili Moi…
Powoli finalizuję rekolekcje na najbliższy weekend. Spędzę go, jeśli Pan pozwoli, w Porszewicach, w tamtejszym domu rekolekcyjnym, ze wspólnotą Przyjaciele Oblubieńca z Brwinowa. Nie lubię, muszę przyznać, kończyć pracy „na ostatnią chwilę”, ale tempo chwilowo jest takie, że inaczej się nie da. Poranne wstawanie, myślenie, pisanie; a w międzyczasie Eucharystia, dyżury spowiednicze, spowiedzi indywidualne, kierownictwa duchowe. Czasem jeszcze trzeba coś jeść… Dni płyną nieubłaganie. Ale ufam, że zdążę ze wszystkim…

Pan troszczy się również o moje wakacje… Oczywiście już o te w 2020 roku, bo o najbliższe zatroszczył się dawno. Dziś znów przyjąłem kolejne dwie tury rekolekcji dla sióstr w przyszłym roku w sezonie wakacyjnym. Wolnych terminów coraz mniej. Dzięki Bogu spragnionych słuchaczy Ewangelii ciągle jest całkiem sporo.

Zacząłem dziś też robić porządki… Na półkach z książkami. Te, które nie zostały otwarte przez lata całe, lądują w bibliotece klasztornej. Nie wiecie nawet jakie to dla mnie dramatyczne chwile. To jak pożegnanie z serdecznymi przyjaciółmi. Bardzo trudno mi się z nimi rozstać. Ale nie ma rady. Półki muszą być gotowe na przyjęcie kolejnych przyjaciół. Od jakiegoś czasu bardzo świadomie ich wybieram. I rzeczywiście kupuję tylko to, o czym wiem, że z pewnością przeczytam… A bilans niemal półroczny nie jest najgorszy. Dwadzieścia przeczytanych pozycji mam już na koncie. Ale wciąż mi mało, i mało, i mało…

A Tydzień Dobrego Pasterza to serdeczne zwierzenia Jezusa… Jakie to dla mnie niezwykłe, że w poniedziałek powiedział mi, że przyszedł na ten świat po to, żebym miał życie i miał je w obfitości. Obfitość – to słowo brzmi takim wielkim poczuciem bezpieczeństwa. On troszczy się o wszystko. Wczoraj powiedział mi znów kim dla Niego jestem. Przyjaciel. To słowo zawsze brzmi dla mnie słodyczą. A dziś, że chce być dla mnie światłością i że daje mi Słowo, abym wierzył… A On nie przyszedł mnie sądzić… Przyszedł kochać. I tego odkrywania Jego miłości nieodmiennie sobie i Wam z całego serca życzę +

sobota, 11 maja 2019

trójkąt...


Photo by Apurv Das on Unsplash
(J 6,55.60-69) 
W synagodze w Kafarnaum Jezus powiedział: „Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojeni”. Wielu spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli mówiło: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?” Jezus jednak świadom tego, że uczniowie Jego na to szemrali, rzekł do nich: „To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i życiem. Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą”. Jezus bowiem od początku wiedział, którzy to są, co nie wierzą, i kto miał Go wydać. Rzekł więc: „Oto dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca”. Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: „Czyż i wy chcecie odejść?” Odpowiedział Mu Szymon Piotr: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga”.


Mili Moi…
Dziś wróciłem po rekolekcjach wygłoszonych dla sióstr klarysek. Jak to w klauzurowym klasztorze przystało, w sekcji dla gości internetu nie było, więc nieco odpocząłem od jego nadmiaru, ale tez niestety nic nie pisałem…

Siostry są wdzięcznymi słuchaczkami… Są zwykle złaknione Słowa, więc głosi się do nich pierwszorzędnie. I oczywiście ciekawa ciekawostka… Rekolekcje poprzedzały zawierzenie całej wspólnoty Niepokalanemu Sercu Maryi, które dokonało się dziś. Na dzień przed ich rozpoczęciem większość sióstr zapadła na… grypę. Biedaczki umordowane chorobą, niektóre wstawały z łoża boleści tylko na Eucharystie i konferencję. W kaplicy cieplutko, ale wysiłek z pewnością duży. Ich stan był tak nietęgi, że dziś zdecydowałem o udzieleniu im wszystkim sakramentu namaszczenia chorych.

Klasztor w Pniewach, nad pięknym jeziorem. Miałem więc nieco czasu na zebranie myśli… Wprawdzie zamierzałem je zbierać celowo, przygotowując się do kolejnych rekolekcji, ale… Cóż, nie udało się… Cała praca czeka mnie w nadchodzącym tygodniu. Jeśli oczywiście tym razem ja nie zaliczę spotkania z jakimś wirusem…

A po powrocie umówione spotkanie na spowiedź generalną… Jak za starych, dobrych czasów. Przyszedł człek i mówił przez… trzy i pół godziny. Piękna, dojrzała, męska dusza. Ja wprawdzie nie wiem za bardzo jak się nazywam, ale poczucie dobrze przeżytego popołudnia mi towarzyszy… Tym bardziej, że ta spowiedź także w ramach przygotowania do osobistego zawierzenia się Niepokalanemu Sercu Maryi…

A te piękne obrazy dziś na tle Ewangelii o odchodzących… Na porannej medytacji Pan dał mi obraz Kościoła jako wielkiego trójkąta… Na szczycie jest Chrystus Ukrzyżowany… Podstawa trójkąta to poziom „zero”. Tam jest bardzo wielu chrześcijan… „Zero” oznacza taki punkt, w którym się czerpie… Bóg jest dawcą i czyni życie łatwiejszym… Tam są łaski, cuda, uzdrowienia, rozmnożenie chleba… Im wyżej, im bliżej krzyża, tym mniej ludzi. Ostatecznie w chwili ukrzyżowania jest przy nim bardzo wąskie grono najwierniejszych. Reszta się wykrusza… Co więcej, odchodzą grupami w każdym momencie, w którym On do prawdy o krzyżu sięga, w którym pojawiają się odniesienia do tego, co trudne. Nawet, kiedy dokonuje się to nie wprost; nawet jeśli wymagania nie są wysokie – jak choćby w dzisiejszej Ewangelii – trwać mimo niezrozumienia, być z Nim także wtedy, gdy to przekracza zdolności naszego, ludzkiego rozumu.

Być z Nim wówczas, kiedy nie jest to dla nas łatwe, okazuje się dla wielu wysiłkiem ponad miarę… Co czuje On? Myślę o tym cały dzień. Ile bólu mieści się w sercu Jezusa wobec tych, którzy do dziś mówią Mu – mówisz takie trudne rzeczy, że my „się zmywamy”. I dopóki nie dostosujesz swoich nauk do naszej mentalności, dopóty nas nie zobaczysz…

Wielki trójkąt… O bardzo szerokiej podstawie…

sobota, 4 maja 2019

na przystanku...


(J 6,16-21) 
Po rozmnożeniu chlebów, o zmierzchu uczniowie Jezusa zeszli nad jezioro i wsiadłszy do łodzi przeprawili się przez nie do Kafarnaum. Nastały już ciemności, a Jezus jeszcze do nich nie przyszedł; jezioro burzyło się od silnego wiatru. Gdy upłynęli około dwudziestu pięciu lub trzydziestu stadiów, ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się do łodzi. I przestraszyli się. On zaś rzekł do nich: To Ja jestem, nie bójcie się! Chcieli Go zabrać do łodzi, ale łódź znalazła się natychmiast przy brzegu, do którego zdążali.


Mili Moi…
Wybaczcie, że długo tu nie zaglądałem, ale dopiero dziś skończyłem tworzyć rekolekcje dla sióstr, które rozpoczynam pojutrze… Wspominałem o nich kilkakrotnie. To była duża robota i wyznam Wam najszczerzej – kiedy kończyłem dzień, myśl o kolejnym pisaniu wzbudzała we mnie już tylko agresję. Nie miałem po prostu siły. Wierzcie, albo nie, ale tworzenie rekolekcji to naprawdę ciężka praca. Zawsze uśmiechałem się do tych, którzy mówili – ojcu to tak „z rękawa”. Niestety nie do końca… Samo głoszenie jest już oczywiście „wisienką na torcie” – pod warunkiem, że wszystko jest wcześniej przemyślane i przygotowane. Maryjne rekolekcje stworzone. Piętnaście nauk leży wydrukowanych obok mnie i czeka na wygłoszenie. Dla mnie to wielka rzecz i intelektualnie czuję się zmęczony.

W związku z tymi pracami mój ostatni czas był dość nudny. Udawało mi się wyskoczyć na jakiś spacer i to chyba w zasadzie wszystko. No z atrakcji to może tylko atak pewnej szacownej w latach damy, która reprezentuje pewne specyficzne środowisko duchowe skupione wokół pewnego kapłana z południa, który od dawna jest zawieszony w sprawowaniu funkcji kapłańskich. Dama owa poczuła się w obowiązku nawrzeszczeć na mnie, bo model posłuszeństwa Kościołowi, który raczyłem zaprezentować w jednym z kazań, okazał się całkowicie sprzeczny z wyznawanym przez owo środowisko. Pani więc podeszła do konfesjonału i wydzierała się na mnie przez dobre piętnaście minut… Cóż było robić? Oswojony z demonicznymi manifestacjami rozpocząłem głośną modlitwę o uwolnienie. Po dłuższym czasie dama zaczęła tracić wątek, rozpoczynała zdanie i go nie kończyła – wyraźnie było widać, że ten, który nią kieruje stracił zainteresowanie całą sprawą. Skłon głową i wycofanie się szybkim krokiem – tak zakończyła się ta bardzo niemiła scenka… A właściwie nie do końca… Musielibyście widzieć przerażenie młodego człowieka, który w tym czasie oczekiwał na spowiedź… Biedak, kiedy do niej przystąpił, nie wiedział za bardzo jak zacząć… Czego ja byłem świadkiem, ojcze? – zapytał… A to taka kapłańska codzienność – odpowiedziałem.

A dzisiejsze Słowo nieco mną wstrząsnęło, właściwie już przy pierwszej lekturze. Poczułem, że ono jest bardzo o mnie… Ciemności spowijające Apostołów, fale miotające łodzią – tak, z całą pewnością to jest o mnie po dziewięciu miesiącach mojego pobytu w Polsce. Przyznam szczerze, że to nagłe pojawienie się Jezusa i łódź, która natychmiast znalazła się przy brzegu przyniosły mi jakąś wielką nadzieję, że Pan przyjdzie i wyjaśni mi wszystko… A zwłaszcza to, dlaczego od dziewięciu miesięcy czuję się w tym kraju jak na przystanku autobusowym, ale z całą pewnością nie jak w domu… Mój kraj, a jakby nie mój… Apostołowie znali jezioro, a ono ich ciągle zaskakiwało… Aż do lęku, do przerażenia… Ale nadszedł Jezus… Więc o nic więcej nie wołam, tylko – przyjdź Panie Jezu…

czwartek, 25 kwietnia 2019

beczka miodu i łyżka octu...


Photo by Anthony DELANOIX on Unsplash
(Łk 24, 35-48) 
Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba. A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: "Pokój wam!" Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: "Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i przekonajcie się: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam". Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: "Macie tu coś do jedzenia?" Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i spożył przy nich. Potem rzekł do nich: "To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach». Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma. I rzekł do nich: "Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jeruzalem. Wy jesteście świadkami tego".


Mili Moi…
Muszę przyznać, że święta minęły mi nader spokojnie. Oczywiście pracowicie, ale spokojnie. Bez cienia napięć w klasztorze, a jednocześnie przy liturgii przeżywanej na najwyższym poziomie. Dużo radości i satysfakcji…

Zasadniczo najwięcej czasu pochłania mi ostatnio praca nad rekolekcjami. Obliczyłem, że w maju musze stworzyć „od zera” dwadzieścia siedem nauk. To sporo… Siedzę więc, obmyślam, piszę… Jutro rozpoczynamy weekend powołaniowy u sióstr franciszkanek, a potem jeszcze tydzień na pracę, której przede mną naprawdę dużo.

Wczoraj i dziś nagrania w Niepokalanowie… Strasznie dużo frajdy w związku z tymi działaniami… Raz, że dobre spotkania i dobre rozmowy. Poza tym, wieczorne spacery po Warszawie… Jak ja je lubię… Kocham duże miasta… Nawet dziś, po powrocie do domu, musiałem jeszcze wyjść na mały spacer, zobaczyć „czy wszystko jest na swoim miejscu”.

Wy jesteście świadkami tego… Coraz więcej świadków potrzeba… Świadectwo coraz trudniejsze… W Niedzielę Wielkanocną poszedłem na spacer do największego chyba poznańskiego parku… Piękna pogoda, mnóstwo ludzi… Zmęczyłem się wcale nie chodzeniem, ale zadawanymi konspiracyjnym szeptem przez dzieci pytaniami – mamo, a ten pan, to kto? Pomyślałem sobie – Jezu, my tu dziś radosne Alleluja światu ogłaszamy, a coraz więcej rodzin, w których dzieci nigdy nie widziały księdza… To tylko zwiastun tego, co nadciąga. Za chwilę może się okazać, że najbardziej fundamentalne prawdy nie są już zrozumiałe dla większości. Być może krąg kultury europejskiej, tej, która wyrosła z chrześcijaństwa lada moment zawęzi się do niewyobrażalnych dziś rozmiarów… Kościół nie zniknie, bo Pan nam to obiecał, ale… Smutno mi się robi, kiedy pomyślę, że za chwilę będzie trudno odnosić się do oczywistych i ciągle wspólnych wartości. Smutno mi się robi, kiedy coraz częściej wobec aksjomatów słyszę pytania – a dlaczego? A kto tak powiedział? Smutno mi, kiedy ludzie coraz częściej ubóstwiają swoje subiektywne przekonania, albo w ogóle nie decydują się używać rozumu…

Jedynie prawda o zmartwychwstaniu może przełamać ten smutek… Ona daje nadzieję… Skoro Pan pokonał śmierć, trwogę, lęk uczniów, ich zatwardziałość i otępienie umysłów, to w Nim możemy spodziewać się wszystkiego, co najlepsze… On żyje! A zatem z cierpliwością, wobec wszystkich dzieci, które tego nie wiedzą (a może i dorosłych, którzy tej dziecięcej niewiedzy nie pokonali) – jestem księdzem, zakonnikiem, franciszkaninem… W razie innych pytań – śmiało…

sobota, 20 kwietnia 2019

czekając...


Photo by Anaya Katlego on Unsplash
(Łk 24,1-12) 
W pierwszy dzień tygodnia niewiasty poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień od grobu zastały odsunięty. A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. Gdy wobec tego były bezradne, nagle stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach. Przestraszone, pochyliły twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: "Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał. Przypomnijcie sobie, jak wam mówił, będąc jeszcze w Galilei: "Syn Człowieczy musi być wydany w ręce grzeszników i ukrzyżowany, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie". Wtedy przypomniały sobie Jego słowa i wróciły od grobu, oznajmiły to wszystko Jedenastu i wszystkim pozostałym. A były to: Maria Magdalena, Joanna i Maria, matka Jakuba; i inne z nimi opowiadały to Apostołom. Lecz słowa te wydały im się czczą gadaniną i nie dali im wiary. Jednakże Piotr wybrał się i pobiegł do grobu; schyliwszy się, ujrzał same tylko płótna. I wrócił do siebie, dziwiąc się temu, co się stało.


Mili Moi…
Triduum Paschalne… Centrum roku liturgicznego… A ja przypominam sobie jak się je celebruje w Polsce. Minione lata to czas, w którym miałem świadomość pełnej odpowiedzialności – było tak, jak ja przygotowałem. Pomoc w przygotowaniu liturgii była bardzo ograniczona, co było niesłychanie obciążające. Tu przypomniałem sobie wartość wspólnoty. Wielu braci, wiele funkcji, podzielona odpowiedzialność. A dzięki pasjonatom świeckim wszystko przygotowane na najwyższym poziomie.

Bardzo spokojnie przeżywam ten czas… Dzielę go między dyżury w konfesjonale, święcenie pokarmów na stół wielkanocny, osobistą adorację i modlitwę oraz tworzenie nauk rekolekcyjnych. Bardzo konsekwentnie realizuje plan wykreowania przynajmniej jednej dziennie. I jak na razie trzymam się tego. Dziś powstała więc piąta… Z piętnastu… A to nie jedyne zadanie kaznodziejskie… Następny weekend to spotkanie powołaniowe u sióstr franciszkanek z tematem miłosierdzia, a wcześniej, we wtorek, pierwsze kazanie nowennowe dziewięciu wtorków przed uroczystością świętego Antoniego. To znaczy pierwsze moje, bo chronologicznie będzie to już drugi wtorek (w miniony trwały u nas rekolekcje wielkopostne). W tym roku bracia zlecili mi tę misję kaznodziejska, co pewnie przyczyni się do zawarcia bliższej przyjaźni z Cudotwórcą z Padwy.

A dziś jakoś szczególnie uderza mnie zwrot „czcza gadanina”. Myślę sobie jak wielu wokół mnie ludzi, dla których Ewangelia nie jest niczym więcej… Wczoraj, tuż przed celebracją Liturgii Męki Pańskiej, przez otwarte okna dobiegały mnie radosne dźwięki świętującego świata (przypomnę, że nasz klasztor jest przy samym poznańskim Rynku). Co świętował? Bynajmniej nie mękę Pana… Mam w sobie w związku z tym sporo żalu… Ale nie do tych rozbawionych ludzie, nie. Właściwie trudno mi go konkretnie zaadresować. Może do siebie samego… Może do ludzi Kościoła… Może…

Nie ma sensu obwiniać, oskarżać, dociekać… Prawdą jest, że całe rzesze wczoraj, w ciepły wieczór Wielkiego Piątku balowały na zewnątrz, nic nie robiąc sobie z cierpiącego Jezusa. Czy można spocząć? Czy można zająć się sobą, swoim życiem, swoimi sprawami, kiedy tylu ludzi nie zna Chrystusa? Bo przecież to wszystko z nieznajomości… Cóż z tego, że nazywają się katolikami? Cóż z tego, że większość dziś pobiegła z koszykiem do kościoła? Cóż z tego, że może niektórzy odwiedzili dziś wiele świątyń oglądając z zainteresowaniem Groby Pańskie?

Dziś, na chwilę przed celebracją Jego cudownego zmartwychwstania, przepraszam Jezusa za swoja bezradność, opieszałość, zmarnowane przeze mnie szanse na ewangelizację. I błagam Go, żeby objawił się światu… Jeśli my, ludzie Kościoła nie potrafimy, to niech kamienie zawołają o Jego miłości… Niech rozlegnie się głośne świadectwo pustego grobu. Niech świat zrozumie i powróci do Pana…

środa, 17 kwietnia 2019

niespodzianka?



(Mt 26,14-25) 
Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i rzekł: Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam. A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać. W pierwszy dzień Przaśników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali Paschę do spożycia? On odrzekł: Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka, i powiedzcie mu: Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie chcę urządzić Paschę z moimi uczniami. Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę. Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu . A gdy jedli, rzekł: Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was mnie zdradzi. Bardzo tym zasmuceni zaczęli pytać jeden przez drugiego: Chyba nie ja, Panie? On zaś odpowiedział: Ten, który ze Mną rękę zanurza w misie, on Mnie zdradzi. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził. Wtedy Judasz, który Go miał zdradzić, rzekł: Czy nie ja, Rabbi? Odpowiedział mu: Tak jest, ty.


Mili Moi…
I tak właśnie zrobiła nam się Wielka Środa… Zupełnie nieoczekiwanie… Spowiadamy na cztery ręce i nogi, co oznacza, że zmieniamy się co godzinę słuchając w trzech, czterech konfesjonałach. Rzecz jasna wczoraj i dziś nawiedziłem jeszcze spowiedniczo moje siostry, które jak zawsze niezawodne… Nie w grzeszeniu rzecz jasna, bo tu wszyscy jesteśmy ekspertami, ale w wałówkach świątecznych. Ciasta, inne słodycze, wszystko pięknie popakowane, ozdobione… Tego poziomu kultury mogę im tylko zazdrościć…

Wśród tych wszystkich zadań udało mi się dziś napisać pierwszą konferencję maryjną na rekolekcje u sióstr klarysek. Pierwszą z piętnastu… przeraża mnie ta liczba. Ale Duch Święty pracuje… Gdyby jeszcze doba miała kilka dodatkowych godzin – jest tyle do zrobienia… Dziś po Mszy podszedł do mnie elegancki młody człowiek z zapytaniem… Jestem tu dziś wyjątkowo – powiada – i po odprawionej przez ojca Mszy chcę wyrazić mała prośbę… Reprezentuję oazę rodzin, mamy krąg, ale ksiądz nam poważnie zachorował… Nie chciałby ojciec nam pomóc, to tylko raz w miesiącu..

Uśmiechnąłem się szeroko… I powiedziałem – zgodnie z prawdą – że bardzo bym chciał… Ale naprawdę już nie jestem w stanie… I Pan Bóg mi świadkiem, że to było najtrudniejsze wydarzenie tego dnia – odmówić temu sympatycznemu człowiekowi. Mam nadzieję, że siedem lat czyśćca będę miał darowane – odmawianie jest dla mnie najtrudniejszą czynnością. Zwłaszcza jeśli dotyczy posługi… Ale wyraźnie czuję, że jeśli cokolwiek jeszcze na siebie wezmę, to albo zejdę na zawał, albo cos mnie przerośnie… Robota szuka człowieka…A  robotników mało…

A jeszcze niektórym przydarzają się tak poważne wpadki jak bohaterowi dzisiejszej Ewangelii. Gdyby wziąć pod uwagę ostatnie dni Jezusa, to Jego Apostołowie nie bardzo mają się czym pochwalić. Dominują wzniosłe słowa i całkiem nieliche przekonanie o własnych możliwościach. Ich serca jakby schłodzone – dużo wolniej odczytują Jego stany emocjonalne. Ale o ile u większości nieco chłodniej, o tyle u Judasza prawdziwe zlodowacenie. Kalkulacje, coraz więcej zniecierpliwienia i wreszcie decyzja, dzięki której stał się już na zawsze symbolem zakłamanej nieprawości…

Żal mi Judasza. Żal mi pozostałych. Żal mi siebie. Wszak tak niewiele mnie od nich różni… Życie nam przecieka przez palce. Ocieramy się o Najważniejszego. Nie potrafimy docenić Prawdy. Nie potrafimy wyjść ze skupienia na sobie. Nie potrafimy… A tu znów Wielka Środa… Niespodzianka?

piątek, 12 kwietnia 2019

słuchając...


Photo by karthick raja on Unsplash
J 10,31-42) 
Żydzi porwali kamienie, aby Jezusa ukamienować. Odpowiedział im Jezus: Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować? Odpowiedzieli Mu żydzi: Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga. Odpowiedział im Jezus: Czyż nie napisano w waszym Prawie: Ja rzekłem: Bogami jesteście? Jeżeli /Pismo/ nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże - a Pisma nie można odrzucić to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: Bluźnisz, dlatego że powiedziałem: Jestem Synem Bożym? Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie. Jeżeli jednak dokonuję, to choćbyście Mnie nie wierzyli, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu. I znowu starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk. I powtórnie udał się za Jordan, na miejsce, gdzie Jan poprzednio udzielał chrztu, i tam przebywał. Wielu przybyło do Niego, mówiąc, iż Jan wprawdzie nie uczynił żadnego znaku, ale że wszystko, co Jan o Nim powiedział, było prawdą. I wielu tam w Niego uwierzyło.


Mili Moi…
Ostatnie rekolekcje tego wielkopostnego sezonu za nami… Niepokalanów. Bazylika. Kiedy byłem w seminarium marzyłem, żeby tam przemówić. Nie jest łatwo zapełnić ten kościół. Ale słuchaczy nie brakowało. Mam nadzieję, że skorzystali… Ja zmęczony, ale szczęśliwy, wróciłem wczoraj do domu…

… po to, aby zakończyć również Wieczory dla Zakochanych. Sprawowaliśmy Eucharystię, a potem już sporo radości z przebywania razem. Kolejna młoda ekipa posłana w świat z zadaniem budowania pięknego przymierza małżeńskiego. O tych jakoś jestem spokojny. Ułożeni ludzie. Wierzący. Niech im dialog w codzienności pomaga.

Jutro ruszam na całodzienna spowiedź do Tarnowa Podgórnego. W niedzielę kolejne spotkanie przygotowawcze przed czerwcowymi rekolekcjami dla małżeństw w Szwecji, no i pół Wielkiego Tygodnia naprawdę intensywnej spowiedzi u nas. W powielkanocnym tygodniu nagrania audycji w Niepokalanowie i weekend powołaniowy u sióstr franciszkanek… Odpoczniemy w… grobie (w niebie)…

Dziś stanęła mi przed oczami cnota powściągliwości… Często mam ja przed oczami medytując Słowo. Kamienie w rękach Żydów nie mogą oznaczać niczego dobrego. A tak szybko po nie chwytali. Tak łatwo szafowali wyrokami śmierci. A wszystko przecież dla większego dobra, dla czystości religii, dla wyplenienia nieprawości… Idei jednak nie da się zabić – prawdy nie da się uciszyć. Naiwne to złudzenia, że wystarczy wyeliminować głos, żeby zamilkło Słowo… Ale prawdziwa ekwilibrystyka filozoficzna jest niezbędna dla uzasadnienia prymitywnych rozwiązań.

A Jezus w tym wszystkim spokojny i pełen godności. On panuje nad sytuacją. On wie, że Jego godzina jeszcze nie nadeszła. On z uporem powtarza – nie znacie Ojca, nie znacie mnie, nie widzieliście, nie słyszeliście, nie rozumiecie… Od wielu dni to samo… Ale kto jest gotów słyszeć tak trudne słowo? Dużo łatwiejszych mówców mamy na You Tubie… Pochwalą, docenią, podziękują, połechcą, poklepią po ramieniu… A słuchacz z poczuciem sytości położy się spać. I nawet do głowy mu nie przyjdzie szukać jakichkolwiek kamieni. Przecież my jesteśmy cywilizowanym ludem. My szanujemy prelegentów. Mówca miodopłynny też może spać spokojnie. A w tym czasie Jezus będzie powoli zmierzał ku krzyżowi. Kto Go tam zawiedzie? Nie wiem… Jacyś bliżej nieokreśleni „oni”… Bo przecież nie my…