Ja powoli kończę rekolekcje dla siedemnastu kapucynów w Krynicy Morskiej.
Dobry czas modlitwy, lektury i służby właśnie. Jutro kurs do Gdyni –
konsultacje, bo moje auto coś szwankuje. Zakupy, bo w sobotę Bieg Małych
Rycerzy Niepokalanej w Ostródzie – dzień, który pochłonie połowę mojej
całorocznej energii. A wieczorem może uda mi się wreszcie dotrzeć do domu. Nie
pomieszkam długo. W sobotę wspomniany Bieg, a wieczorem nagrania kolejnych
sześciu odcinków internetowych katechez Szkoły Maryi na kolejne pół roku. W
niedzielę pożegnanie w Ostródzie – tak, to pierwsza wolna niedziela po mojej
wyprowadzce stamtąd na Wielkanoc. W poniedziałek i wtorek Radio. A w środę lecę…
Na Tydzień Maryjny do Doncaster w Wielkiej Brytanii. I to by było na tyle na
razie… Oby samochód był sprawny, żebym ze wszystkim zdążył…
Być dla... wnętrzem także...
Życie Słowem - Słowo Życiem
poniedziałek, 25 maja 2026
służba...
czwartek, 14 maja 2026
zaciśnięta pięść?
To chyba naprawdę możliwe jest tylko we współpracy z łaską, z tą ogromną
łaską „uchrystusowienia”, która okazał nam Pan. Paweł pisze - Jako więc
wybrańcy Boży - święci i umiłowani - obleczcie się w serdeczne miłosierdzie,
dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie
nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak
i wy! Na to zaś wszystko [przyobleczcie] miłość, która jest więzią
doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też
zostaliście wezwani w jednym Ciele. (Kol 3, 12-15). Może to jest dobry początek
– znosić siebie nawzajem i przebaczać – że inni są… inni. Nie są tacy, jak ja.
Bo, jak pisał Mickiewicz – ten może deptać węże, głaskać lwy i tury, kto wyrwał
z siebie żądło, rogi i pazury. To nie oni muszą się zmienić, żebym mógł ich
kochać. To ja potrzebuję przemiany…
I znów, zupełnie niezauważalnie, minęło ponad dwa tygodnie. Zdążyłem
nawiedzić Holandię z nauczaniem maryjnym. Mam wrażenie, że powoli zaprzyjaźniam
się z tamtejszymi ludźmi. Wielu z nich to piękne dusze. Czuję się tam jak wśród
przyjaciół. Z niektórymi spędziłem więcej czasu, bo towarzyszyli mi w misyjnej,
niedzielnej drodze od kościoła do kościoła. Dobre rozmowy, wspólna modlitwa.
Chwała Niepokalanej!
Pomieszkałem tez w Poznaniu. Mogę wreszcie powiedzieć, że proces
przeprowadzki dobiegł końca. Wszystko rozpakowane i na swoim miejscu. No, może
jeszcze okna nieumyte. Ale to drobiazg. Chodzę sobie po naszym, franciszkańskim
kościele i rozmyślam, co moglibyśmy dać ludziom w Poznaniu, w jaki sposób
moglibyśmy im posłużyć, jak przypomnieć im o Matce w Cudy Wielmożnej? Pomysły się
rodzą. Niektórym sprostam sam, inne zaproponuję braciom. Zobaczymy jakie są
plany Opatrzności.
Od soboty zaś jestem w Miedniewicach. Ja „losuję” te „końce świata” i
usycham w wioseczkach o dwóch ulicach na krzyż. Tym razem to klasztor sióstr
klarysek, przy naszym, franciszkańskim sanktuarium Matki Bożej Świętorodzinnej.
Koniec świata, choć na Mazowszu. Bardzo blisko Niepokalanowa. Głoszę siostrom,
czytam, chodzę na spacery. Ale jak długo można? 😊
Liczę więc, że w poniedziałek wrócę do Poznania, wymienię walizkę i ruszę
do Krynicy Morskiej (kolejne centrum świata 😊) wygłosić rekolekcje braciom
kapucynom.
poniedziałek, 27 kwietnia 2026
powrócon...
Wybaczcie, że długo mnie tu nie było… Postaram się poprawić. Ale spędziłem
niemal trzy tygodnie w USA, gdzie było intensywnie. Mnóstwo spotkań i trochę
pracy. Ale nade wszystko schodziło trochę ze mnie wielkopostne napięcie. Nie
mogę powiedzieć, że wypocząłem. Ale miałem wstręt do wszelkiego tworzenia, do
jakiegokolwiek łączenia myśli, do pisania. Więc odciąłem wszystko, co nie było
absolutnie niezbędne. I choć nadal czuję się zmęczony, to jednak ten tydzień i następny
dają mi szansę na złapanie oddechu.
W USA najpierw tydzień z siostrami zakonnymi. Piękne miejsce, dobry czas i
słuchaczki uczciwie podchodzące do szansy, którą stanowią rekolekcje zakonne.
Kilka dni później wybraliśmy się już z Bridgeport (bo rekolekcje dla sióstr
były w Cherry Hill w stanie New Jersey) do Chicago (samolotem) a ostatecznie do
stanu Wisconsin (autem), do urokliwego ośrodka Camp Vista, gdzie prowadziłem rekolekcje
weekendowe dla Wojowników Maryi. Niemal 6o mężczyzn i znakomita atmosfera gorliwości
i zasłuchania. Jedyny mankament z mojej strony to… sam ośrodek. Urokliwy, a
jakże, ale wiecie co lubię ja… Na pewno nie campingi!!! Więc powiedziałem
chłopakom nieco anegdotycznie, kiedy chwalili wybór miejsca, że dla mnie najwspanialszym
momentem całej tej wyprawy było… lotnisko w Chicago 😊
W tak zwanym międzyczasie poprowadziłem jeszcze skupienie dla małżeństw w
Bridgeport poświęcone zagadnieniu miłości ofiarnej, no i w miniony czwartek
wylądowałem na lotnisku w Warszawie.
Lot zakończył się o godzinie 13.05, a o godzinie 16.15 rozpoczęliśmy
nagrania w Radio Niepokalanów. Sił wystarczyło w czwartek na dwie audycje.
Resztę dograliśmy przed południem w piątek. A po południu… rozpocząłem w
Niepokalanowie rekolekcje maryjne, na które zgłosiło się niemal dwadzieścia
osób. W dobrym towarzystwie spędziłem więc weekend, ale, przyznam, dość pracowicie.
Wczoraj w południe zakończyliśmy. A wieczorem… miałem jeszcze konferencję w Poznaniu na
temat przeszkód w dobrej medytacji nad Słowem Bożym. Słuchaczy było… ośmioro.
A dziś już odpoczywam… Tylko Eucharystia, Różaniec z ludźmi, dwie godziny dyżuru
w konfesjonale i skręcanie pozostałych mebli i zakładanie rolet zewnętrznych na
okna (nie mój pomysł – szerszy projekt wieloletniego remontu naszego
klasztoru). Także powiem wam… Jest radość z powrotu do domu, cisza, spokój. Nic
tylko zasiąść w fotelu i oddać się lekturze 😊 Może nieco ironicznie o tym
piszę, ale bez pretensji. Kocham moją robotę i nie zastąpiłbym jej żadną inną. Wciąż
mam trochę sił, więc… Do boju!
czwartek, 2 kwietnia 2026
o Nim w te dni...
Dziś sam klęknę przed moimi braćmi i reprezentantami wspólnoty, aby umyć im
nogi. Myślę od rana o Jezusie, bo tylko On może pozwolić mi uczynić ten gest
autentycznym wyrazem miłości, życzliwości, pragnienia prawdziwego dobra. Chcę,
żeby się tak stało.
To wyjątkowe święta dla mnie… Na walizkach i kartonach. Wczoraj przybyłem do Poznania. Dziś dopiero mają się pojawić jakieś meble. Podejmę próbę rozpakowania się. Ile zdołam, tyle zrobię. Reszta będzie musiała poczekać na mój powrót z USA. To dla mnie trudne doświadczenie, bo mało jest rzeczy w moim życiu, których nie lubię równie mocno, jak bałagan. Nie potrafię pracować i żyć, gdy wokół mnie jest mnóstwo rzeczy nie na swoim miejscu. Nie wiem czy to wada czy zaleta, ale tak już mam. Więc trochę cierpię. Ale nie przesadzajmy… nie moje cierpienie w tych dniach jest centralne, ale mojego Pana. I na Nim chce się skupić I Wam tego z serca życzę… Niech On będzie w centrum tych dni +
poniedziałek, 23 marca 2026
droga, droga, droga...
A u mnie? W piątek zakończyłem rekolekcje w Eindhoven, w tamtejszej
Polskiej Misji Katolickiej. Frekwencja była duża, spowiedzi dużo, czasem powroty
po latach. Wszystko to bardzo umacnia serce i motywuje do jeszcze większego
wysiłku. Od soboty jestem w Duisburgu. Tym razem Polska Misja Katolicka w tej części
kraju niemieckiego. Zupełnie inny ludzie. Sporo starszych, mieszkających tu od
lat. Mam wrażenie, że patrzą na mnie na razie nieufnie. Jakby już wszystko w
życiu widzieli i słyszeli. Zobaczymy czy „podejmą rękawicę” i zaryzykują
słuchanie w tych dniach.
Kończę w środę. Nocą spróbuję dostać się do Polski, żeby w Ostródzie podjąć
jakieś pierwsze próby pakowania. W piątek jeszcze dzień skupienia dla dobrych
sióstr klarysek w Słupsku, a w sobotę wycieczka do Poznania, żeby przywitać się
z „moimi” ludźmi w kościele, któremu od 1 kwietnia mam służyć. Potem powrót do
Ostródy i dopinanie przeprowadzki… Nie ma nudy…
sobota, 14 marca 2026
Holandia
Dziś zobaczyłem to wyraźnie… Znów na podstawie tego, co widzę (a przecież
to wcale nie musi być cała prawda), dokonuje osądu i bardzo surowy wyrok zapada
w moim sercu. Źle mi z tym, ale trudno mi czasem nad sobą zapanować. To
wszystko gdzieś w sercu, albo w rozmowach z innymi pracoholikami – staram się
nie rozdawać ciosów na prawo i na lewo, ale w sercu obijam niektórych do
nieprzytomności. Dziś stanąłem przed Panem z prośbą, żeby przede wszystkim tę
pogardę zamienił we mnie we współczucie (i żebym sam go nie pomylił z
politowaniem), a nade wszystko, żeby pomnożył we mnie radość z możliwości pracowania
dla Jego chwały. Przecież kiedy przyszedłem do Zakonu, to nigdy, na żadnym
etapie, nie uzależniałem własnego zaangażowania od zaangażowania innych, mówiąc
– jeśli wokół mnie będą pracowici bracia, to i ja będę się starał, a jeśli ich
zabraknie, to… Nie, nigdy!!! Na razie jednak radości z posługi mi nie brakuje –
dla niej przeżywam moje „teraz” – wierzę, że z woli Bożej. A kiedy Pan powie dość,
to chcę się zatrzymać…
Na razie dokonuje się reorientacja… Delikatna korekta kursu… Mogę już o tym
napisać, bo mam na to „papier”. Otóż z dniem 1 kwietnia przenoszę się z Ostródy
do klasztoru w Poznaniu, aby objąć tam obowiązki rektora kościoła i kustosza
sanktuarium. Oczywiście nie dzieje się to w uznaniu dla moich szczególnych
umiejętności, więc niech nikomu nie przyjdzie do głowy, że to awans. Jesteśmy w
połowie kadencji, więc jest to raczej ratowanie sytuacji, która wymagała
dokonania takich zmian. Co to oznacza dla mnie? Powrót do dużego miasta… I to
radość. Ale również troskę o powierzony mi kościół i Kościół. Zarówno budynek, jak
i wspólnota tam się modląca, jest już głęboko w moim sercu, wszak trzy lata tam
niegdyś pracowałem. Oczywiście nikt nie zwolnił mnie z dotychczasowych
obowiązków. Raczej podpięto mi kolejny wagonik. Niemniej musi się dokonać pewna
reorganizacja i na pewno będę mógł mniej terminów i zobowiązań zewnętrznych przyjmować.
Odczytuje to jako wyraz troski Bożej, bo rzeczywiście tempo było i jest
zawrotne. Pan podprowadzał mnie do tego poprzez swoje Słowo, więc nie byłem
zaskoczony faktem, choć pomysłem już tak. Ale nie miałem wątpliwości, że mam za
tym iść, bo na Bożym prowadzeniu jeszcze nigdy się nie zawiodłem. A zatem
Poznaniu… Witaj ponownie!
Ale na razie Holandia i rekolekcje w Eindhoven. Cały tydzień tu, a
natychmiast po ich zakończeniu, przejazd do Duisburga i kilka rekolekcyjnych
dni tam. Wszystko, rzecz jasna, dla Polaków. A jak już wrócę do kraju, to…
Przeprowadzka… Czyli coś, co tygryski lubią najbardziej ☹☹☹
piątek, 6 marca 2026
little Brazil???
No właśnie… To „moim zdaniem” często dominuje. A dlaczego to moje zdanie
jest takie ważne? Ba, najważniejsze czasami… A dlaczego mój ogląd
rzeczywistości musi być najlepszy i najpełniejszy? A dlaczego to ja tak
doskonale wiem co, kiedy i komu się należy? No bo przecież widzę… Maleńki
wycinek rzeczywistości widzę. I na tej podstawie buduję sobie cały obraz. Może
już czas uwierzyć, że Bóg wie lepiej…
Przychodzi mi do głowy inna przypowieść – o chwaście. Pozwólcie rosnąć –
mówi Pan – przyjdzie czas i ja osądzę. To nie anarchia. To szersze spojrzenie,
to właściwy pryzmat, to dobra pamięć o swojej biedzie. Łagodność jest ich
owocem. I o nią dziś się modlę…
Wczoraj ukończyłem czterdziesty szósty rok życia. Cudownego życia, które
może wciąż stawać się darem i z którego mam nieodmiennie dużo radości. I wciąż
jestem głodny tego życia, które przede mną. Zmieniają się konteksty, miejsca,
ludzie wokół mnie. Ale ja nie mam ani chwili, do której chciałbym wrócić, bo
wierzę, że teraz jest najlepszy okres. Nie tęsknię za młodością. Nie tęsknię za
możliwościami sprzed lat. Nie rozważam niewykorzystanych szans. Myślę tylko o
tym w czym jeszcze mógłbym być Bogu przydatnym. Słucham z otwartością Jego wskazań
i próbuję na nie odpowiadać. Czasem sam coś proponuję, ale bez narzucania
swojej woli. Czy marzę? Tak… Mam jeszcze małe-wielkie marzenie. O misjach.
Takich prawdziwych ad gentes. Tego chciałbym jeszcze posmakować zanim umrę. Ale
nie naciskam. Czekam na dzień, w którym usłyszę – ruszaj. A jeśli nie usłyszę? Sądzę,
że wcale nie będę mniej szczęśliwy…
Wszystkim za dobre słowa z serca dziękuję…
Jutro już ruszam do Poznania. Parafia św. Moniki czeka na swoje rekolekcje.
A ja… na dobrze mi już znany teren, ludzi i… Poznań.





.jpg)
