Piotr wchodzi dziś dokładnie w ten schemat. Przecież łowiliśmy całą noc.
Przecież wiemy jak to się robi. Przecież wiemy, że teraz nie jest na to czas.
Ale na Twoje słowo… Jezus nie jest doświadczonym rybakiem. Jest doświadczonym
cieślą. Czy można Mu zaufać? Czy warto Go posłuchać?
Ano efekt przekroczył najśmielsze wyobrażenia. Być może nigdy wcześniej nie
mieli takiego połowu, choć warunki były sprzyjające, a oni zrobili wszystko
według swojej najlepszej wiedzy. Dziś to wszystko wymknęło się ludzkiej logice
i przewidywalności. Być może dla Piotra było to nawet dość przerażające. Bo
stracił kontrolę. I chyba dopiero tu zaczyna się wiara. Kiedy człek traci
kontrolę i zdaje sobie sprawę, że wszystko to, co wiedział… wie nadal, ale
jakby schodziło z niego powietrze. Nie ma zadęcia. Bo okazuje się, że „są na
tym świecie rzeczy, które się fizjologom nie śniły” (F. Kiepski 😊)
Wybaczcie znów długą przerwę, ale ostatni tydzień sierpnia spędziłem w
Szamotułach, prowadząc tydzień maryjny. Bardzo intensywna praca i dawno nie
czułem się już tak zmęczony. Głowa pracowała na najwyższych obrotach, bo i
zakres głoszenia był bardzo szeroki. Wiele różnych grup przetoczyło się przez
Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia w Szamotułach i do każdej trzeba było mówić
jakoś inaczej. Wyjechałem stamtąd zmęczony przeokrutnie. Ale nie miałem też sił
zaglądać tutaj.
We wtorek zaś rozpocząłem urlop. W moim ulubionym miejscu – parafii świętego
Michała Archanioła, w Bridgeport USA. Spędzę tu trzy tygodnie na czytaniu i
rozmyślaniu, spacerowaniu i spotykaniu dobrych ludzi. To miało miejsce niemal
na początku. Mariusz, mój parafianin, który zwykle podejmuje mnie z lotniska,
zna moje upodobania kulinarne, więc po drodze do domu zawsze zajeżdżamy do
jakiejś restauracji na steka. Tak było i tym razem. Kiedy oczekiwaliśmy na
obsługę, która nas posadzi przy właściwym stoliku, weszły za nami dwie
czarnoskóre średniolatki, z których jedna natychmiast zapytał mnie czy jestem
księdzem. Oczywiście latam w habicie, więc nie było trudności z rozpoznaniem.
Gdy potwierdziłem, wyznała, że ma dziś wielką trudność w sercu i prosiła Pana o
znak oraz o pociechę. I właśnie ten znak otrzymała. Wyściskała mnie z
wdzięcznością. Pogawędziliśmy chwilę. Pobłogosławiłem ją. To jest właśnie ta Ameryka,
którą znam. Oby więcej takich pocieszających sytuacji. A tymczasem do dzieła. U
mnie właśnie rozpoczyna się dzień, choć ja na nogach od 2.30. Nie ma spania
przez pierwszy tydzień. Sześciogodzinna zmiana czasu robi swoje.
