czwartek, 23 lipca 2026

owocuj...


(J 15, 1-8)
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Trwajcie we Mnie, a Ja w was trwać będę. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie, o ile nie trwa w winnym krzewie, tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony, jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją i wrzuca do ognia i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami”.

 

Mili Moi…
W pewnym sensie, w bardzo określonym wymiarze, obserwuję trwanie w Jezusie od kilku dni bardzo konkretnie. Jestem gościem starosądeckiego klasztoru sióstr klarysek. Od trzynastego wieku żyją tu za murami córki świętej Klary, a siostry świętej Kingi. Przygotowuję lud sądecki do przeżycia odpustu Matki Ubogich, jak tu nazywa się Kingę, której doczesne szczątki są złożone w tutejszym kościele. Siostry, wiadomo, nie zażywają swobody życia towarzyskiego. Ich kontakty są ograniczone, czasami (w szczególnych okresach roku) nawet bardzo. Zjednoczone wokół krzyża naszego Pana codziennie podejmują na nowo trud życia Ewangelią we wspólnocie, która nie bardzo się zmienia, a jeśli, to bardzo wolno. Nie ma przysłowiowego „wietrzenia głowy”, nie ma zmian personalnych po pewnym czasie. Jak w rodzinie – może ktoś umrzeć, może się nowe powołanie „urodzić”, tyle że wspólnota nie składa się z trzech czy pięciu osób, ale z ponad dwudziestu. Każda z nich inna, grzeszna i święta zarazem, zraniona i spragniona miłości, poszukująca Boga i spotykająca człowieka – każdego dnia tego samego człowieka. Jest to wielkie wyzwanie. Powtarzalność. Ciężka i wytrwała praca (klasztor jest wielki i jest wiecznym „placem budowy” z racji na jego historyczny charakter i ustawiczne remonty w poszczególnych jego częściach). Ale nade wszystko kontemplacja Chrystusa, która daje siłę do bycia przed Nim razem. Także wówczas, a może zwłaszcza wówczas, kiedy po ludzku nic do tego nie motywuje. Liczne latorośle w jednym krzewie. Czerpiące te same, życiodajne soki z Pana, który kocha je w tej wspólnocie, takiej, jaka ona jest.

Z nami bywa różnie. Każdy ma swoją, niepowtarzalną drogę, po której idzie. Trwanie nie polega na bierności, ile na związku – tak ścisłym, że nierozerwalnym. Krzew wprawdzie nie wędruje, ale wino uczynione z jego winogron czasem krąży po całym świecie i cieszy serca w odległych miejscach. Żyj krzewem, wydaj owoc i pozwól go użyć – dla innych. To tajemnica szczęścia. Kochać i służyć innym aż do zapomnienia o samym sobie.

Dziś siódmy dzień Nowenny. Dużo się tu dzieje. Kręcą się pielgrzymi. Dwie Msze święte dziennie z naukami i modlitwami nowennowymi. Dużo spowiedzi, rozmów, spotkań, także z okolicznymi kapłanami. Jestem zmęczony, mogę powiedzieć to zupełnie szczerze. Właściwie poza klasztorem byłem może raz, może dwa razy. Nie ma na to po prostu czasu. Ale też jest poczucie, że dzieje się coś ważnego, a ja mogę w tym uczestniczyć. Ta łaska dzielenia się Słowem, nad którą sam staję codziennie z zachwytem – mogę wyjść na ambonę, mogę otwierać usta, mogę głosić Jezusa. I tak będzie aż do niedzieli. Jutro uroczystości z udziałem biskupa miejscowego, w niedzielę zakończenie z udziałem naszego prowincjała. W poniedziałek ruszamy do domu. Kilka dni przerwy, oddechu, a potem… Przygotowanie do uroczystości świętego Maksymiliana w Toruniu… Ale nie wybiegajmy tak daleko naprzód. Jest tu i teraz. Święta Kingo, módl się za nami…

czwartek, 9 lipca 2026

ludzie...


(Mt 10,7-15)
Jezus powiedział do swoich apostołów: Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie! Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski! Wart jest bowiem robotnik swej strawy. A gdy przyjdziecie do jakiegoś miasta albo wsi, wywiedzcie się, kto tam jest godny, i u niego zatrzymajcie się, dopóki nie wyjdziecie. Wchodząc do domu, przywitajcie go pozdrowieniem. Jeśli dom na to zasługuje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli zaś nie zasługuje, niech pokój wasz powróci do was! Gdyby was gdzie nie chciano przyjąć i nie chciano słuchać słów waszych, wychodząc z takiego domu albo miasta, strząśnijcie proch z nóg waszych! Zaprawdę, powiadam wam: Ziemi sodomskiej i gomorejskiej lżej będzie w dzień sądu niż temu miastu.

 

Mili Moi…
Zwróciłem dziś uwagę na jedną rzecz… Uczniowie mają poszukać kogoś, kto jest godny. Nie zamożny, nie znany, nie mocny i potężny, ale właśnie godny. Jakby Jezus chciał zasugerować, że Ewangelia nie jest „byle czym”, co powinno być pchane wszędzie i na wszelkie sposoby. Wydaje się, że w połączeniu ze słowami o perłach rzucanych przed wieprze, trzeba dobrze zadbać o warunki „wyjściowe”. Środowisko, z którego nieznani przecież nikomu uczniowie, będą wychodzić na głoszenie, może bowiem pomóc w jego skuteczności. Odpowiedź na pytanie – u kogo się zatrzymaliście? – może wzbudzić większe zaufanie do przybyszów. A zatem nie ma to być kwestia większej wygody głosicieli, ale ma sprawić, że ich słowo lepiej zostanie przyjęte.

Druga rzecz, to wolność. O niej nie raz już pisałem. Jezus chce jej dla swoich głosicieli, stąd Jego wskazania wobec ich ubóstwa. Ale dziś mówi również o uszanowaniu wolności słuchaczy. Jeśli ktoś mówi „nie”, to trzeba mu na to pozwolić i nie wymuszać na nim innej odpowiedzi. A sąd w tej sprawie należy do Boga. Nie wiem czy kiedykolwiek byliście na ulicach nagabywani przez różnych „naganiaczy”. Ja wielokrotnie. Niesłychanie irytujące, prawda? Zwykle pytam – którego mojego „nie” pan/pani nie usłyszał/a? W głoszeniu Chrystusa jest miejsce na pełną szacunku zachętę, ale chyba nic ponad to.

A ja wczoraj wróciłem z Szamotuł i… oddycham miastem. No co ja poradzę, że jestem ześwirowany na tym punkcie? Naprawdę lubię ten ruch, gwar, zamieszanie. Patrzę na ludzi… Dziś zastanawiałem się na medytacji czy nadal ich lubię? Bo to kiedyś była moja duma – lubię ludzi. Musze jednak wyznać, że w sensie „globalnym” lubię ich chyba coraz mniej. I choć staram się nad tym pracować, poskramiając emocje, które czasem różnym spotkaniom towarzyszą i starając się na każdego spojrzeć dobrym okiem, to staje się to dla mnie coraz trudniejsze…

A dziś, zabieram się za nowennę do świętej Kingi… Dziewięć kazań, to nie mało. A tam już w Sączu ktoś na nie czeka…

czwartek, 2 lipca 2026

komu zawsze źle?


(Mt 9,1-8)
Jezus wsiadł do łodzi, przeprawił się z powrotem i przyszedł do swego miasta. I oto przynieśli Mu paralityka, leżącego na łożu. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: Ufaj, synu! Odpuszczają ci się twoje grzechy. Na to pomyśleli sobie niektórzy z uczonych w Piśmie: On bluźni. A Jezus, znając ich myśli, rzekł: Dlaczego złe myśli nurtują w waszych sercach? Cóż bowiem jest łatwiej powiedzieć: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań i chodź! Otóż żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów - rzekł do paralityka: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu! On wstał i poszedł do domu. A tłumy ogarnął lęk na ten widok, i wielbiły Boga, który takiej mocy udzielił ludziom.

 

Mili Moi…
Niewrażliwość… Wczoraj, wobec opętanego Gadareńczyka, miała motywacje pogańskie – materialne. Odejdź od nas, bo narażasz nas na straty. Nie jesteśmy gotowi poświęcić czegokolwiek dla uwolnienia człowieka od jego zniewolenia. Jest on nam zupełnie obojętny. Ot, taki element lokalnego kolorytu. Na cmentarne drogi po prostu chodziliśmy w grupach i tak sobie radziliśmy z zagrożeniem. Był sobie człowiek – już nikt chyba nie pamięta go jako wolnego. Ale tyle świń… Ich właściciel mógł głośno pytać – dlaczego ja? Dlaczego ja mam płacić za wolność tego człowieka? Kto mi zwróci poniesione koszty? I co mnie to w zadzie obchodzi? Dlaczego padło akurat na mnie???

W dzisiejszym Słowie jest chyba jeszcze gorzej. Bo niewrażliwość ma motywacje religijne. Uczeni w Piśmie bez żadnych wątpliwości wewnętrznych orzekają, że Jezus bluźni. On nie ma prawa! W ich horyzontach nie mieści się ów chory człowiek. Jemu współczuć? Grzesznikowi, którego paraliż jest z pewnością karą za jakieś poważne grzechy? I teraz, ot tak, z tych grzechów ktoś go chce uwolnić? Proste widzenie spraw tak wówczas, jak i dzisiaj ma się dobrze. Nie ma niuansów. Musimy bronić Boga, Jego chwały, świętości… Nawet przed Nim samym. Bo nie powinien być zbyt hojny. No i należy przestrzegać zasad. Zasady ponad wszystko.

A Jezus? Czy przyszedł łamać prawa, niszczyć zasady? Sam mówi, że nie znosi ich, ale wypełnia. Może więc pokazuje po prostu jak należy nimi żyć i czemu one służą. I choć nie dał nam pozwolenia na ich dowolne i uznaniowe stosowanie, to jednak niewątpliwie poleca poszukiwanie ich najgłębszego sensu, który, bywa, wykracza poza zwyczajowe rozumienie spraw. A zatem nie indywidualizm i wyjątki od reguły, ile raczej spojrzenie miłości i namysł co jest lepsze dla ocalenia człowieka, dla okazania mu miłości – tej prawdziwej, wiodącej do zbawienia.

Ja zdążyłem wrócić z Sandomierza. W moim pokoju pod blaszanym dachem żar w dniach minionych był nie do zniesienia. Klimatyzacja jeszcze nie działa, czekamy na jej podłączenie. Może nastąpi to w najbliższych dniach. Na szczęście początek tygodnia to nagrania w Niepokalanowie. W piwnicy radiowej, bo tylko tam dało się jakoś wytrzymać…

A od środy jestem w Szamotułach, gdzie głoszę dobrym siostrom Franciszkankom Rodziny Maryi. Byłem tu wiele lat temu. Spokojny czas. Trochę pisania przede mną. Za pasem Nowenna do św. Kingi, którą prowadzę w Starym Sączu, więc czas się za nią zabierać. Bo gdyby jednak świat się do 17 lipca nie skończył, to spróbuję ją wygłosić…