Jezus powiedział do swoich uczniów: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a
Ojciec mój jest tym, który uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi
owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc
obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was.
Trwajcie we Mnie, a Ja w was trwać będę. Podobnie jak latorośl nie może
przynosić owocu sama z siebie, o ile nie trwa w winnym krzewie, tak samo i wy,
jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami.
Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic
nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony, jak winna
latorośl i uschnie. I zbiera się ją i wrzuca do ognia i płonie. Jeżeli we Mnie
trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam
się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i
staniecie się moimi uczniami”.
Mili Moi…
W pewnym sensie, w bardzo określonym wymiarze, obserwuję trwanie w Jezusie
od kilku dni bardzo konkretnie. Jestem gościem starosądeckiego klasztoru sióstr
klarysek. Od trzynastego wieku żyją tu za murami córki świętej Klary, a siostry
świętej Kingi. Przygotowuję lud sądecki do przeżycia odpustu Matki Ubogich, jak
tu nazywa się Kingę, której doczesne szczątki są złożone w tutejszym kościele.
Siostry, wiadomo, nie zażywają swobody życia towarzyskiego. Ich kontakty są
ograniczone, czasami (w szczególnych okresach roku) nawet bardzo. Zjednoczone
wokół krzyża naszego Pana codziennie podejmują na nowo trud życia Ewangelią we
wspólnocie, która nie bardzo się zmienia, a jeśli, to bardzo wolno. Nie ma
przysłowiowego „wietrzenia głowy”, nie ma zmian personalnych po pewnym czasie.
Jak w rodzinie – może ktoś umrzeć, może się nowe powołanie „urodzić”, tyle że
wspólnota nie składa się z trzech czy pięciu osób, ale z ponad dwudziestu.
Każda z nich inna, grzeszna i święta zarazem, zraniona i spragniona miłości,
poszukująca Boga i spotykająca człowieka – każdego dnia tego samego człowieka.
Jest to wielkie wyzwanie. Powtarzalność. Ciężka i wytrwała praca (klasztor jest
wielki i jest wiecznym „placem budowy” z racji na jego historyczny charakter i
ustawiczne remonty w poszczególnych jego częściach). Ale nade wszystko kontemplacja
Chrystusa, która daje siłę do bycia przed Nim razem. Także wówczas, a może
zwłaszcza wówczas, kiedy po ludzku nic do tego nie motywuje. Liczne latorośle w
jednym krzewie. Czerpiące te same, życiodajne soki z Pana, który kocha je w tej
wspólnocie, takiej, jaka ona jest.
Z nami bywa różnie. Każdy ma swoją, niepowtarzalną drogę, po której idzie.
Trwanie nie polega na bierności, ile na związku – tak ścisłym, że
nierozerwalnym. Krzew wprawdzie nie wędruje, ale wino uczynione z jego winogron
czasem krąży po całym świecie i cieszy serca w odległych miejscach. Żyj krzewem,
wydaj owoc i pozwól go użyć – dla innych. To tajemnica szczęścia. Kochać i
służyć innym aż do zapomnienia o samym sobie.
Dziś siódmy dzień Nowenny. Dużo się tu dzieje. Kręcą się pielgrzymi. Dwie
Msze święte dziennie z naukami i modlitwami nowennowymi. Dużo spowiedzi,
rozmów, spotkań, także z okolicznymi kapłanami. Jestem zmęczony, mogę
powiedzieć to zupełnie szczerze. Właściwie poza klasztorem byłem może raz, może
dwa razy. Nie ma na to po prostu czasu. Ale też jest poczucie, że dzieje się
coś ważnego, a ja mogę w tym uczestniczyć. Ta łaska dzielenia się Słowem, nad
którą sam staję codziennie z zachwytem – mogę wyjść na ambonę, mogę otwierać
usta, mogę głosić Jezusa. I tak będzie aż do niedzieli. Jutro uroczystości z
udziałem biskupa miejscowego, w niedzielę zakończenie z udziałem naszego
prowincjała. W poniedziałek ruszamy do domu. Kilka dni przerwy, oddechu, a
potem… Przygotowanie do uroczystości świętego Maksymiliana w Toruniu… Ale nie wybiegajmy
tak daleko naprzód. Jest tu i teraz. Święta Kingo, módl się za nami…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz