W dzisiejszym Słowie jest chyba jeszcze gorzej. Bo niewrażliwość ma
motywacje religijne. Uczeni w Piśmie bez żadnych wątpliwości wewnętrznych
orzekają, że Jezus bluźni. On nie ma prawa! W ich horyzontach nie mieści się ów
chory człowiek. Jemu współczuć? Grzesznikowi, którego paraliż jest z pewnością
karą za jakieś poważne grzechy? I teraz, ot tak, z tych grzechów ktoś go chce
uwolnić? Proste widzenie spraw tak wówczas, jak i dzisiaj ma się dobrze. Nie ma
niuansów. Musimy bronić Boga, Jego chwały, świętości… Nawet przed Nim samym. Bo
nie powinien być zbyt hojny. No i należy przestrzegać zasad. Zasady ponad
wszystko.
A Jezus? Czy przyszedł łamać prawa, niszczyć zasady? Sam mówi, że nie znosi
ich, ale wypełnia. Może więc pokazuje po prostu jak należy nimi żyć i czemu one
służą. I choć nie dał nam pozwolenia na ich dowolne i uznaniowe stosowanie, to
jednak niewątpliwie poleca poszukiwanie ich najgłębszego sensu, który, bywa,
wykracza poza zwyczajowe rozumienie spraw. A zatem nie indywidualizm i wyjątki
od reguły, ile raczej spojrzenie miłości i namysł co jest lepsze dla ocalenia
człowieka, dla okazania mu miłości – tej prawdziwej, wiodącej do zbawienia.
Ja zdążyłem wrócić z Sandomierza. W moim pokoju pod blaszanym dachem żar w
dniach minionych był nie do zniesienia. Klimatyzacja jeszcze nie działa,
czekamy na jej podłączenie. Może nastąpi to w najbliższych dniach. Na szczęście
początek tygodnia to nagrania w Niepokalanowie. W piwnicy radiowej, bo tylko
tam dało się jakoś wytrzymać…
A od środy jestem w Szamotułach, gdzie głoszę dobrym siostrom
Franciszkankom Rodziny Maryi. Byłem tu wiele lat temu. Spokojny czas. Trochę
pisania przede mną. Za pasem Nowenna do św. Kingi, którą prowadzę w Starym
Sączu, więc czas się za nią zabierać. Bo gdyby jednak świat się do 17 lipca nie
skończył, to spróbuję ją wygłosić…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz