Jezus powiedział do swoich apostołów: Idźcie i głoście: Bliskie już jest
królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych,
oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Darmo otrzymaliście, darmo
dawajcie! Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie
bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski! Wart jest
bowiem robotnik swej strawy. A gdy przyjdziecie do jakiegoś miasta albo wsi,
wywiedzcie się, kto tam jest godny, i u niego zatrzymajcie się, dopóki nie
wyjdziecie. Wchodząc do domu, przywitajcie go pozdrowieniem. Jeśli dom na to
zasługuje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli zaś nie zasługuje, niech
pokój wasz powróci do was! Gdyby was gdzie nie chciano przyjąć i nie chciano
słuchać słów waszych, wychodząc z takiego domu albo miasta, strząśnijcie proch
z nóg waszych! Zaprawdę, powiadam wam: Ziemi sodomskiej i gomorejskiej lżej
będzie w dzień sądu niż temu miastu.
Mili Moi…
Zwróciłem dziś uwagę na jedną rzecz… Uczniowie mają poszukać kogoś, kto
jest godny. Nie zamożny, nie znany, nie mocny i potężny, ale właśnie godny.
Jakby Jezus chciał zasugerować, że Ewangelia nie jest „byle czym”, co powinno
być pchane wszędzie i na wszelkie sposoby. Wydaje się, że w połączeniu ze
słowami o perłach rzucanych przed wieprze, trzeba dobrze zadbać o warunki „wyjściowe”.
Środowisko, z którego nieznani przecież nikomu uczniowie, będą wychodzić na
głoszenie, może bowiem pomóc w jego skuteczności. Odpowiedź na pytanie – u kogo
się zatrzymaliście? – może wzbudzić większe zaufanie do przybyszów. A zatem nie
ma to być kwestia większej wygody głosicieli, ale ma sprawić, że ich słowo lepiej
zostanie przyjęte.
Druga rzecz, to wolność. O niej nie raz już pisałem. Jezus chce jej dla
swoich głosicieli, stąd Jego wskazania wobec ich ubóstwa. Ale dziś mówi również
o uszanowaniu wolności słuchaczy. Jeśli ktoś mówi „nie”, to trzeba mu na to
pozwolić i nie wymuszać na nim innej odpowiedzi. A sąd w tej sprawie należy do
Boga. Nie wiem czy kiedykolwiek byliście na ulicach nagabywani przez różnych „naganiaczy”.
Ja wielokrotnie. Niesłychanie irytujące, prawda? Zwykle pytam – którego mojego „nie”
pan/pani nie usłyszał/a? W głoszeniu Chrystusa jest miejsce na pełną szacunku
zachętę, ale chyba nic ponad to.
A ja wczoraj wróciłem z Szamotuł i… oddycham miastem. No co ja poradzę, że
jestem ześwirowany na tym punkcie? Naprawdę lubię ten ruch, gwar, zamieszanie.
Patrzę na ludzi… Dziś zastanawiałem się na medytacji czy nadal ich lubię? Bo to
kiedyś była moja duma – lubię ludzi. Musze jednak wyznać, że w sensie „globalnym”
lubię ich chyba coraz mniej. I choć staram się nad tym pracować, poskramiając emocje,
które czasem różnym spotkaniom towarzyszą i starając się na każdego spojrzeć
dobrym okiem, to staje się to dla mnie coraz trudniejsze…
A dziś, zabieram się za nowennę do świętej Kingi… Dziewięć kazań, to nie
mało. A tam już w Sączu ktoś na nie czeka…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz