poniedziałek, 23 marca 2026

droga, droga, droga...


(J 8,12-20)
Jezus przemówił do faryzeuszów tymi słowami: "Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia". Rzekli do Niego faryzeusze: "Ty sam o sobie wydajesz świadectwo. Świadectwo Twoje nie jest prawdziwe". W odpowiedzi rzekł do nich Jezus: "Nawet jeżeli Ja sam o sobie wydaję świadectwo, świadectwo moje jest prawdziwe, bo wiem, skąd przyszedłem i dokąd idę. Wy zaś nie wiecie, ani skąd przychodzę, ani dokąd idę. Wy wydajecie sąd według zasad tylko ludzkich. Ja nie sądzę nikogo. A jeśli nawet będę sądził, to sąd mój jest prawdziwy, ponieważ Ja nie jestem sam, lecz Ja i Ten, który Mnie posłał. Także w waszym Prawie jest napisane, że świadectwo dwóch ludzi jest prawdziwe. Oto Ja sam wydaję świadectwo o sobie samym oraz świadczy o Mnie Ojciec, który Mnie posłał". Na to Mu powiedzieli: "Gdzie jest Twój Ojciec?". Jezus odpowiedział: "Nie znacie ani Mnie, ani Ojca mego. Gdybyście Mnie poznali, poznalibyście i Ojca mego". Słowa te wypowiedział przy skarbcu, kiedy uczył w świątyni. Mimo to nikt Go nie pojmał, gdyż godzina Jego jeszcze nie nadeszła.

 

Mili Moi…
Dziś Ewangelia dość lubiana przez „pluszowych chrześcijan”. Wszak Pan Jezus taki miłosierny. Nie pozwala dotknąć grzesznicy. Ba, co więcej, nie pyta jej nawet o żal, co w zasadzie sugeruje, że on nie jest ważny, a miłosierdzie właściwie jest takim narzędziem, które przydaje się wówczas, kiedy cię złapią na grzechu i już nijak temu zaprzeczyć nie można. Wówczas idziemy do Jezusa, a On przebacza i uciera noski tym wszystkim „sprawiedliwym”. Ironizuję, rzecz jasna, nieco. Ale myślę sobie, że istnieje tendencja do spłycania tej Ewangelii, tudzież do instrumentalnego jej wykorzystywania. Wielu chrześcijan bardzo głośno i wyraźnie słyszy Jezusowe „i Ja cię nie potępiam”, znacznie ciszej jednak pobrzmiewa im w uszach słowo „idź i nie grzesz więcej”. No bo przecież wiadomo, że niegrzeszenie nie jest w naszej mocy i to wszystko jest takie trudne, że w zasadzie nie ma sensu nadmiernie przejmować się tymi akurat słowami Pana. Jakby jedne miały wartość, a inne nie. Jakby jedne były ważne, a inne mniej. Aż chciałoby się kontynuować myśl Pana – grzeszniku umiłowany przez Boga, w jaki sposób planujesz nie grzeszyć? Jak zamierzasz podjąć prace nad sobą? Jakimi środkami będziesz walczył z pokusą? Jaki jest plan? I zapada niezręczna cisza… A przecież ta Ewangelia domaga się dalszego ciągu, dopisanego przez każdego z nas, we własnej historii życia.

A u mnie? W piątek zakończyłem rekolekcje w Eindhoven, w tamtejszej Polskiej Misji Katolickiej. Frekwencja była duża, spowiedzi dużo, czasem powroty po latach. Wszystko to bardzo umacnia serce i motywuje do jeszcze większego wysiłku. Od soboty jestem w Duisburgu. Tym razem Polska Misja Katolicka w tej części kraju niemieckiego. Zupełnie inny ludzie. Sporo starszych, mieszkających tu od lat. Mam wrażenie, że patrzą na mnie na razie nieufnie. Jakby już wszystko w życiu widzieli i słyszeli. Zobaczymy czy „podejmą rękawicę” i zaryzykują słuchanie w tych dniach.

Kończę w środę. Nocą spróbuję dostać się do Polski, żeby w Ostródzie podjąć jakieś pierwsze próby pakowania. W piątek jeszcze dzień skupienia dla dobrych sióstr klarysek w Słupsku, a w sobotę wycieczka do Poznania, żeby przywitać się z „moimi” ludźmi w kościele, któremu od 1 kwietnia mam służyć. Potem powrót do Ostródy i dopinanie przeprowadzki… Nie ma nudy…

1 komentarz:

  1. 🙏Powodzenia w przeprowadzce i niech Pan Bog umacnia i daje sile na kolejna droge

    OdpowiedzUsuń