Jezus przemówił do faryzeuszów tymi słowami: "Ja jestem światłością
świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał
światło życia". Rzekli do Niego faryzeusze: "Ty sam o sobie wydajesz
świadectwo. Świadectwo Twoje nie jest prawdziwe". W odpowiedzi rzekł do
nich Jezus: "Nawet jeżeli Ja sam o sobie wydaję świadectwo, świadectwo
moje jest prawdziwe, bo wiem, skąd przyszedłem i dokąd idę. Wy zaś nie wiecie,
ani skąd przychodzę, ani dokąd idę. Wy wydajecie sąd według zasad tylko ludzkich.
Ja nie sądzę nikogo. A jeśli nawet będę sądził, to sąd mój jest prawdziwy,
ponieważ Ja nie jestem sam, lecz Ja i Ten, który Mnie posłał. Także w waszym
Prawie jest napisane, że świadectwo dwóch ludzi jest prawdziwe. Oto Ja sam
wydaję świadectwo o sobie samym oraz świadczy o Mnie Ojciec, który Mnie
posłał". Na to Mu powiedzieli: "Gdzie jest Twój Ojciec?". Jezus
odpowiedział: "Nie znacie ani Mnie, ani Ojca mego. Gdybyście Mnie poznali,
poznalibyście i Ojca mego". Słowa te wypowiedział przy skarbcu, kiedy uczył
w świątyni. Mimo to nikt Go nie pojmał, gdyż godzina Jego jeszcze nie nadeszła.
Mili Moi…
Dziś Ewangelia dość lubiana przez „pluszowych chrześcijan”. Wszak Pan Jezus
taki miłosierny. Nie pozwala dotknąć grzesznicy. Ba, co więcej, nie pyta jej
nawet o żal, co w zasadzie sugeruje, że on nie jest ważny, a miłosierdzie
właściwie jest takim narzędziem, które przydaje się wówczas, kiedy cię złapią
na grzechu i już nijak temu zaprzeczyć nie można. Wówczas idziemy do Jezusa, a
On przebacza i uciera noski tym wszystkim „sprawiedliwym”. Ironizuję, rzecz
jasna, nieco. Ale myślę sobie, że istnieje tendencja do spłycania tej
Ewangelii, tudzież do instrumentalnego jej wykorzystywania. Wielu chrześcijan
bardzo głośno i wyraźnie słyszy Jezusowe „i Ja cię nie potępiam”, znacznie
ciszej jednak pobrzmiewa im w uszach słowo „idź i nie grzesz więcej”. No bo
przecież wiadomo, że niegrzeszenie nie jest w naszej mocy i to wszystko jest
takie trudne, że w zasadzie nie ma sensu nadmiernie przejmować się tymi akurat
słowami Pana. Jakby jedne miały wartość, a inne nie. Jakby jedne były ważne, a
inne mniej. Aż chciałoby się kontynuować myśl Pana – grzeszniku umiłowany przez
Boga, w jaki sposób planujesz nie grzeszyć? Jak zamierzasz podjąć prace nad
sobą? Jakimi środkami będziesz walczył z pokusą? Jaki jest plan? I zapada
niezręczna cisza… A przecież ta Ewangelia domaga się dalszego ciągu, dopisanego
przez każdego z nas, we własnej historii życia.
A u mnie? W piątek zakończyłem rekolekcje w Eindhoven, w tamtejszej
Polskiej Misji Katolickiej. Frekwencja była duża, spowiedzi dużo, czasem powroty
po latach. Wszystko to bardzo umacnia serce i motywuje do jeszcze większego
wysiłku. Od soboty jestem w Duisburgu. Tym razem Polska Misja Katolicka w tej części
kraju niemieckiego. Zupełnie inny ludzie. Sporo starszych, mieszkających tu od
lat. Mam wrażenie, że patrzą na mnie na razie nieufnie. Jakby już wszystko w
życiu widzieli i słyszeli. Zobaczymy czy „podejmą rękawicę” i zaryzykują
słuchanie w tych dniach.
Kończę w środę. Nocą spróbuję dostać się do Polski, żeby w Ostródzie podjąć
jakieś pierwsze próby pakowania. W piątek jeszcze dzień skupienia dla dobrych
sióstr klarysek w Słupsku, a w sobotę wycieczka do Poznania, żeby przywitać się
z „moimi” ludźmi w kościele, któremu od 1 kwietnia mam służyć. Potem powrót do
Ostródy i dopinanie przeprowadzki… Nie ma nudy…
🙏Powodzenia w przeprowadzce i niech Pan Bog umacnia i daje sile na kolejna droge
OdpowiedzUsuń