Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: "Posłuchajcie innej
przypowieści: Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem,
wykopał w niej tłocznię, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom
i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by
odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili,
drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej
niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do
nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy,
zobaczywszy syna, mówili do siebie: „To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a
posiądziemy jego dziedzictwo”. Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili.
Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami?"
Rzekli Mu: "Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym
rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze". Jezus
im rzekł: "Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: „Ten właśnie kamień, który
odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w
naszych oczach”. Dlatego powiadam wam: królestwo Boże będzie wam zabrane, a
dane narodowi, który wyda jego owoce". Arcykapłani i faryzeusze, słuchając
Jego przypowieści, poznali, że o nich mówi. Toteż starali się Go pochwycić,
lecz bali się tłumów, ponieważ miały Go za proroka.
Mili Moi…
Tak sobie dziś myślę o porządkach w winnicy. Oczywiście możliwości mam
ograniczone (i może dzięki Bogu), ale w serduszku własnym, to ja bym to
wszystko ustawił inaczej. Już ja bym nauczył tych robotników szacunku do
właściciela, już ja bym im wytłumaczył co do kogo należy, już obmyśliłbym plan
sprawiedliwości dla tych złoczyńców… O tak, do tego jestem szybki i zawsze
gotowy. A dziś Pan podpowiada mi, żebym ustawił się w ich gronie i popatrzył w te
wszystkie miejsca, w których sam jestem złodziejem. Zawłaszczam Jego własność,
dysponuję nią, jakby należała do mnie, nie mam najmniejszej ochoty dzielić się
owocami z innymi, a czasem wobec Właściciela jestem hardy, bo "moim zdaniem"…
No właśnie… To „moim zdaniem” często dominuje. A dlaczego to moje zdanie
jest takie ważne? Ba, najważniejsze czasami… A dlaczego mój ogląd
rzeczywistości musi być najlepszy i najpełniejszy? A dlaczego to ja tak
doskonale wiem co, kiedy i komu się należy? No bo przecież widzę… Maleńki
wycinek rzeczywistości widzę. I na tej podstawie buduję sobie cały obraz. Może
już czas uwierzyć, że Bóg wie lepiej…
Przychodzi mi do głowy inna przypowieść – o chwaście. Pozwólcie rosnąć –
mówi Pan – przyjdzie czas i ja osądzę. To nie anarchia. To szersze spojrzenie,
to właściwy pryzmat, to dobra pamięć o swojej biedzie. Łagodność jest ich
owocem. I o nią dziś się modlę…
Wczoraj ukończyłem czterdziesty szósty rok życia. Cudownego życia, które
może wciąż stawać się darem i z którego mam nieodmiennie dużo radości. I wciąż
jestem głodny tego życia, które przede mną. Zmieniają się konteksty, miejsca,
ludzie wokół mnie. Ale ja nie mam ani chwili, do której chciałbym wrócić, bo
wierzę, że teraz jest najlepszy okres. Nie tęsknię za młodością. Nie tęsknię za
możliwościami sprzed lat. Nie rozważam niewykorzystanych szans. Myślę tylko o
tym w czym jeszcze mógłbym być Bogu przydatnym. Słucham z otwartością Jego wskazań
i próbuję na nie odpowiadać. Czasem sam coś proponuję, ale bez narzucania
swojej woli. Czy marzę? Tak… Mam jeszcze małe-wielkie marzenie. O misjach.
Takich prawdziwych ad gentes. Tego chciałbym jeszcze posmakować zanim umrę. Ale
nie naciskam. Czekam na dzień, w którym usłyszę – ruszaj. A jeśli nie usłyszę? Sądzę,
że wcale nie będę mniej szczęśliwy…
Wszystkim za dobre słowa z serca dziękuję…
Jutro już ruszam do Poznania. Parafia św. Moniki czeka na swoje rekolekcje.
A ja… na dobrze mi już znany teren, ludzi i… Poznań.
Dobrze że jesteś o. Michale
OdpowiedzUsuń