Jeśli idzie o mnie, to widzę wyraźnie, że musze się hamować… Bo czasem
dobrze wiem, co i komu potrzeba. Bo przecież jestem tak doświadczony, tak wielu
historii wysłuchałem. Czy to wystarczy? Nie wystarczy… Bo ten żywy człowiek
przede mną, jest zupełnie odmienny od wszystkich innych żywych ludzi, z którymi
już rozmawiałem. I cudze rozwiązania niekoniecznie się u niego sprawdzą. Jakiej
delikatności potrzeba w podejściu do drugich, żeby o tym nie zapomnieć…
Tydzień rekolekcyjny minął… W dwóch miejscach – w Strzebielinie pod
Lęborkiem i w Kamionce pod Nowem. Dorośli i dzieci. Całkiem sympatycznie i
przyjemnie. Życzliwie przyjęty mogłem podzielić się, zwłaszcza z dorosłymi,
moimi „apokaliptycznymi” przemyśleniami. A teraz Warszawka… Ale nie ta „miejska”,
ale raczej zaciszna… Głoszę rekolekcje w domu dobrych sióstr pallotynek. To dla
mnie oddech. Zupełnie inna dynamika niż na rekolekcjach parafialnych. Trochę
czasu dla siebie… Ale i zajęć nie mało… Spodziewam się pani Sylwii z Polskiego
Radia, z która mamy nagrać komentarze do codziennej Ewangelii na tydzień od 6
do 11 marca. Są puszczane na Dwójce, ale w porze „dla nietoperzy” o 5.55 rano.
No a poza tym czas myśleć o powielkanocnych odsłonach rekolekcyjnych. A tych
jest niemało…
A ja sam stoję przed nowym, życiowym wyzwaniem… Ten Wielki Post jest i dla
mnie swoistym wyczekiwaniem… Ale o tym w swoim czasie…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz