czwartek, 11 czerwca 2026

wszystko za wszystko...


(Mt 10, 7-13)
Jezus powiedział do swoich apostołów: "Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie! Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski! Wart jest bowiem robotnik swej strawy. A gdy przyjdziecie do jakiegoś miasta albo wsi, wywiedzcie się, kto tam jest godny, i u niego zatrzymajcie się, dopóki nie wyjdziecie. Wchodząc do domu, przywitajcie go pozdrowieniem. Jeśli dom na to zasługuje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli zaś nie zasługuje, niech pokój wasz powróci do was»".

 

Mili Moi…
Niektórzy mówią mi – głoszenie ojca jest twarde, wymagające. Niektóre kwestie stawia ojciec chyba zbyt ostro. Może brakuje ojcu wrażliwości na człowieka. Pewnie sam ojciec nie zaznał żadnego poważnego kryzysu wiary, więc łatwo ojcu mówić. Nie wchodząc w polemikę, noszę w sobie takie przekonanie, które wyraziłbym frazą „wszystko za wszystko”. Jezus dał nam całego siebie, czy ma prawo oczekiwać od nas wszystkiego czym jesteśmy i co stanowimy? Moim zdaniem ma… I czytając Ewangelię, jestem przekonany, że właśnie tego od nas oczekuje. I do niczego innego nie zamierzam wzywać. Wszelka połowiczność bowiem w konsekwencji rodzi przeciętniactwo, które zabija owocność wiary. Ona najpierw traci na znaczeniu, potem traci smak, a wreszcie, ostatecznie, traci sens.

Ale jestem w tej chwili na Kapitule Duchowej z okazji 40 lecia istnienia naszej prowincji zakonnej. Rzecz odbywa się w podgdańskim Warzenku. Wykłady, praca w grupach, wspólna modlitwa. Takie trochę rekolekcje, trochę spotkanie dokształcające. Jeden z naszych prelegentów, mówiąc o świętym Franciszku, zwracał uwagę, że jego pragnieniem było ukazać światu piękno Boga. Nie nawracać, nie tłumaczyć zawiłości wiary, ale zachwycać. To, rzecz jasna, w naszej, franciszkańskiej duchowości ważny aspekt i mam go wciąż przed oczami. Ale wciąż szukam drogi, jak robić to najlepiej. Wyrosłem już chyba z lukrowania wszystkiego „miłością Bożą”. Świadomie piszę w cudzysłowie, bo lukier, choć słodki, w swej istocie jest niestrawny. Czytam sporo komentarzy internetowych do codziennego Słowa. I na pewnej stronie, która gromadzi ich kilkanaście w jednym miejscu, natykam się często na pewnego słodzącego komentatora. Mdli mnie wręcz fizycznie. Nie jestem w stanie doczytać do końca. Ochy i achy, emocje, łzy kapiące na ekran – to już chyba daleko za mną. Ważny i potrzebny etap, ale etap właśnie, który musi się skończyć, bo w innym przypadku stanie się pułapką, jak każda bezwzględnie prawdziwa i jedyna teoria dotycząca naszego Boga. Szalenie łatwo popaść w jednostronne i jedynie słuszne drogi zmierzania ku Niemu. Mam tu, ze smutkiem o tym piszę, braci, którzy w taki sposób traktują niektóre wspólnoty w Kościele. Mylą im się one z powszechnym charakterem Kościoła i próbują mu nadać charakter tej czy innej wspólnoty, bo tylko tak będzie dobrze, a inaczej z pewnością nie. Dialog? Właściwie niemożliwy. Oni wiedza swoje, a zwracając uwagę na słabe punkty takiego rozumowania dołączasz do zbioru wrogów, którzy nie rozumieją współczesnego Kościoła i nowej ewangelizacji. Gdyby nowa ewangelizacja opierała się na takich założeniach, to zdecydowanie jestem zwolennikiem starej…

Tak czy owak… Rozpisałem się, a chodzi o to, żeby pokazać Boga takiego, jakim On sam siebie przedstawia. I dlatego bezwzględnie trzeba wracać do Ewangelii. Dla mnie, swego czasu, najbliższym tekstem był Łukasz. Miłosierdzie Jezusa tchnęło z niej na moje serce. Dziś przylgnąłem do Marka. Konkret i nadzwyczajna prostota przekazu. Może to kwestia wieku. Z czasem wiele rzeczy w ludzkim życiu się upraszcza. Wiara pewnie też…

Do minionej niedzieli głosiłem maryjne rekolekcje w Doncaster w Wielkiej Brytanii. Piękna, polonijna wspólnota. Cudowny kościół z Biała Panią czczoną tam od średniowiecza. I Maryja, jak zwykle, zaprosiła spore grono (ponad 400 osób) do zawierzenia Jej swojego życia. Wierzę, że to spotkanie z Nią dla nas wszystkich było owocne i odkryjemy to w codziennym życiu.

W najbliższą sobotę wracam już do Poznania i mam tydzień w domu. Cieszę się bardzo. Bo tęsknie już za swoją dziuplą na strychu, za naszą świątynią, za gwarem miasta. A potem? Worek z rekolekcjami zakonnymi dla sióstr się rozwiąże. I znów ruszę w drogę. Wołać na każdym miejscu – wszystko za wszystko… Oto Boża oferta.

A na zdjęciu? Maryja z Doncaster...

1 komentarz:

  1. (.....) Wszelka połowiczność .bowiem w konsekwencji rodzi przeciętniactwo,ktore zabija owocność wiary
    Ona najpierw traci na znaczeniu,potem traci smak a wreszcie , ostatecznie traci sens..
    Wybrzmiewa mi to bardzo -i rownież Słowo z ew.św.Mt.5;13
    Wy jestescie solą ziemi.Lecz jesli sól straci swój smak,czymże ją posolić?
    Na nic jużsię nie przyda,chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi.

    Dziękuję za Twoję głoszenie Ojcze

    OdpowiedzUsuń