środa, 11 sierpnia 2021


Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - jeśli nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami. Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! 10 Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. J 15, 4-10

 

Mili Moi…
No i można niemal odhaczyć kolejny tydzień… Ja nie wiem gdzie ten czas znika. Nie nadążam z niczym. To oczywiście rodzi frustracje i złość, bo zastanawiam się czy to ja nie potrafię sobie organizować czasu, czy tych zajęć jest po prostu za dużo.

W niedzielę byłem w Toruniu. Poświęciłem tam tablicę upamiętniającą obecność świętego Ojca Maksymiliana w tamtejszym kościele sto lat temu. Miejscowa wspólnota Rycerstwa obchodziła zaś trzydziestopięciolecie istnienia. Piękna uroczystość, życzliwi ludzie. Poniedziałek i wtorek to Radio Niepokalanów i kolejne nagrania naszych audycji. Mam teraz jednak nieco dalej niż z Poznania, więc to prawdziwa wyprawa. Ale czas jak zawsze dobry – pracowity, ale połączony ze spacerem ulicami Warszawy. A ja tak kocham duże miasta…

Dziś natomiast święto świętej Klary… Zawsze bardzo lubiłem ten dzień, bo był to dzień wejścia naszej pielgrzymki pieszej na Jasną Górę. Tam zaś składaliśmy przyrzeczenia Duchowej Adopcji. Od wielu lat to czynię w łączności z nimi, więc i dziś nie będzie inaczej. Moja modlitwa od dziś będzie towarzyszyła jednemu, nieznanemu mi dziecku, zagrożonemu zagładą, o zachowanie życia którego będę usilnie Boga prosił.

Święta Klara jest mi szczególnie bliska. Wierzę, że jej więź z Franciszkiem udzieliła się jakoś jego braciom. Wierzę, że dla nas, franciszkanów jest ona matką. Wspominam ją w każdej Eucharystii i proszę, żeby uczyła mnie… kobiecości. Przede wszystkim ze względu na kobiety, którym służę. Zwłaszcza kobiety konsekrowane. A tu pracy mi nie brakuje. Wczoraj znów dwie serie rekolekcji dla sióstr przyjąłem. Tym razem będą to Misjonarki dla Polonii. W przyszłym roku mam się z nimi spotkać w Morasku.

Ewangeliczne Słowo zatrzymało mnie dziś właśnie na dobrej organizacji czasu. Nie może bowiem wydać owocu gałązka, która nie trwa w krzewie. Jeśli nie zorganizuję sobie czasu na trwanie w Nim, to marny los mojej posługi. Wiem dobrze, że jej skuteczność w ludzkich sercach w pełni zależy od kondycji mojego własnego serca, od tego, czy jest ono ożywiane Bożymi sokami. A widzę w ostatnim czasie, że znów szalenie trudno mi złapać godzinę w ciągu dnia na adorację. To zawsze była walka, ale teraz chyba wchodzimy na poziom walki „na śmierć i życie”. Okazuje się bardzo wyraźnie, że już nie tylko kalendarza potrzebuję, ale planera na każdy dzień. Godzina po godzinie musi być zaplanowana, bo inaczej powstaje chaos. Wszystkie rzeczy przekonują mnie, że są arcyważne, każda domaga się uwagi… A Jezus? On nie krzyczy… On szepcze… Najważniejsza „sprawa” zaprasza delikatnie. Można to przeoczyć…

czwartek, 5 sierpnia 2021

o starości...


(Mt 16, 13-23)
Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: "Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?" A oni odpowiedzieli: "Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków". Jezus zapytał ich: "A wy za kogo Mnie uważacie?" Odpowiedział Szymon Piotr: "Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego". Na to Jezus mu rzekł: "Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr, czyli Opoka, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie". Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem. Odtąd zaczął Jezus Chrystus wskazywać swoim uczniom na to, że musi udać się do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów oraz uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: "Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie». Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: «Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku".

 

Mili Moi…
Dziś 5256 dzień mojego kapłaństwa… Liczę je gorliwie od samego początku, a każdy z nich sprawia mi nie mniej radości niż poprzednie. Każdego dnia dzieje się coś nowego, w jakiś inny sposób Pan do mnie przemawia…

Wczoraj na przykład, wybrałem się na naszą franciszkańską pielgrzymkę pieszą. Wystartowałem z nimi z Włocławka. Miałem za zadanie wygłosić naukę o oddaniu się Niepokalanej we wszystkich grupach, w których zechcą mnie słuchać. Udało się powiedzieć słowo w trzech (z sześciu pielgrzymujących). Grupki bardzo małe, kameralne, ale to w pewnym sensie wielki atut. Można do każdego podejść indywidualnie, poznać, pogadać…

Miałem dwa epizody, które pokazały mi, że jestem już naprawdę wiekowy… Jedna ze studentek z naszej grupy przyszła pogadać… Jako motyw podała – bo jest ksiądz starszy od wszystkich pozostałych księży, to może jedna wie ksiądz trochę więcej o życiu… No może tak… Druga scenka – mówię słowo w grupie malborskiej, katecheza jest transmitowana na żywo. Po niej podchodzą do mnie urocze dzieciaki (to znaczy całkiem poważna młodzież) i mówią, że właśnie pisali do nich ich rodzice, którzy prosili, żeby mnie pozdrowić. Za chwilę jeszcze ktoś z tym samym przesłaniem. I jeszcze… I mówię do nich – czyi wy jesteście? Okazuje się, że to dzieci moich przyjaciół, z którymi pielgrzymowaliśmy niegdyś, kiedy sami mieliśmy tyle lat, ile te dzieciaki obecnie… Matko… Wierzyć mi się nie chce…

Policzyłem wczoraj i okazało się, że ostatni raz byłem na pielgrzymce dziewięć lat temu. Wczoraj szło mi się znakomicie. Doznałem wielu wzruszeń po drodze. Kto wie, czy nie trzeba zarezerwować w przyszłym roku terminu na pieszą pielgrzymkę na Jasną Górę. Może już czas wrócić i do tego wymiaru pokuty w moim życiu…

Dziś korzystam z chwili relaksu… Delektuję się ciszą mojej zakonnej celi, lekturą. Z aktywności – zamówiłem sobie nowe okulary. Dostałem receptę jeszcze w Poznaniu. Ale przyznam szczerze – jestem zdruzgotany. Męskie kolory dominujące to czerń i szarość. Sztampowo i ponuro. Jedna z właścicielek salonu powiedziała mi – ewidentna dyskryminacja – panie mają wiele wzorów, fasonów i kolorów; panowie są ewidentnie zaniedbywani przez projektantów. A odwiedziłem siedem zakładów optycznych… Coś tam ostatecznie wybrałem, ale to dla mnie prawdziwa tortura – wybierać dla siebie oprawki…

Dziś zabrałem się za medytację Słowa nieco później niż zwykle. Moim nawykiem jest medytować o świcie. Kiedy siadłem dziś ze Słowem około 10 nie było ani ciszy, ani skupienia, a moje myśli rwały się już do wielu innych spraw. I to w zasadzie mocno stanęło mi przed oczami – kiedy Jezus mówi o arcyważnych sprawach, kiedy próbuje moją uwagę zwrócić na siebie, to ja uporczywie tkwię przy moich sprawach, które wydają mi się przecież tak arcyważne…

I to jest moja generalna obserwacja. Dlaczego nie mogę przylgnąć do Niego i całkowicie dać się pochłonąć Jego głosowi, przesłaniu, Dobrej Nowinie? Dlaczego inne rzeczy zasługują na status ważniejszych? Dlaczego nawet łapiąc się na tym, nie potrafię zastopować i odwrócić tego trendu? A On nieodmiennie próbuje mnie wciągnąć w orbitę swoich spraw, zaangażować moje myślenie, postrzeganie, wolę i pragnienia. Mój opór Go nie zniechęca (jak to dobrze), choć mnie zatrzymuje w drodze (a to już nie za dobrze). A tak bardzo chciałbym się odbić od ziemi i poszybować… Niczym Jan (jego symbol to orzeł) – ten, który patrzy na wszystko z wysoka, wzrokiem ostrym i przenikliwym. Widzieć rzeczy takimi, jakimi są. Widzieć tak mojego Pana…






poniedziałek, 2 sierpnia 2021

o radości...


26 
W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, 27 do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. 28 Anioł wszedł do Niej i rzekł: «Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, ». 29 Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. 30 Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. 31 Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. 32 Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. 33 Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca» Łk 1, 26-33

 

Mili Moi…
Znów długo mnie nie było… Nie wiem czy to ja robię się coraz starszy i słabszy przy okazji, czy rzeczywiście rekolekcje były hiperangażujące, ale rzeczywiście brakło czasu i sił na zajęcia dodatkowe. Niemal tydzień spędziłem z siostrami Dominikankami w Krakowie. Tym razem rekolekcje adresowane były do sióstr młodszych, które, jak to zwykle w życiu bywa, przeżywają swoją codzienność raczej dynamicznie, a w związku z tym, mają sporo pytań, wątpliwości i chętnie się nimi dzielą, szukając u rekolekcjonisty rady, czy po prostu zrozumienia. Uwielbiam te rozmowy, ale są one, musze przyznać, niezwykle angażujące, bo najczęściej niełatwe.

Dodatkowo w trakcie tych rekolekcji, tworzyłem kolejne, dla młodzieży, które miały rozpocząć się tuż po krakowskich. Tym razem u sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w Poznaniu. Czasem jest szalenie ciężko zdążyć z realizacją kolejnych zaproszeń. I myślę tu o przygotowaniu. Zaowocowało to tym, że niemal nosa nie wyściubiłem na zewnątrz w Krakowie. Ale na szczęście ze wszystkim zdążyłem.

Zachwyciła mnie modlitwa z siostrami… Przede wszystkim ich śpiew. Młode, czyste glosy. Zaangażowanie. Pieczołowitość i dokładność w prowadzeniu melodii. Czasem wielogłosowość. Liczne antyfony w języku łacińskim. Serce rosło i to w kierunku modlitwy. Dla mnie zawsze te chwile są radosnym trwaniem przed Bogiem, któremu powtarzam – oto Twoje córeczki, dzieci ukochane, zrób z nimi co uważasz za słuszne i spraw, żebym w tym nie przeszkodził.

Weekend dla młodzieży w Poznaniu też bardzo udany. Rozmowy poważne i głębokie. Przewodził nam w konferencjach Hiob. Dziwicie się co Hiob ma wspólnego z rozeznawaniem powołania? Ja też się na początku zdziwiłem, kiedy taka myśl przyszło mi do głowy. Ale potem okazało się, że całkiem sporo. Wielu młodych przeżywa dziś bardzo duże trudności w rodzinach. Są przygnębieni i smutni, obciążeni ponad miarę problemami, których nie powinni dźwigać. To często wynik nieświadomych błędów rodziców, którzy wtajemniczają dzieciaki w swoje własne sprawy, często niezwykle skomplikowane, albo przeciwnie – nie dają dzieciakom żadnego dostępu do tego, czym sami żyją. Samotność… To moja dominująca w tych dniach obserwacja. Samotności dzieciaków, którą jest im szalenie trudno dźwigać…

Od wczoraj jestem w domu i nadrabiam zaległości… Wszyscy pytają żartobliwie jak długo zamierzam odpoczywać – dwa dni? Trzy? Okazuje się, że aż do 17 sierpnia mam zamiar być w domu. Jest oczywiście całe mnóstwo spraw do zrobienia, ale angażować mnie one będą raczej lokalnie i nie trzeba będzie spać poza domem. A to ważne. Moje marzenie na te dni – pomieszkać. W Gdyni. W domu. U siebie.

A dziś w naszym Zakonie Odpust Porcjunkuli. Święto Matki Bożej Anielskiej (pamiętajcie, że każdy może dziś zyskać odpust zupełny w każdym kościele parafialnym – po spełnieniu podstawowych, wymaganych do tego warunków, rzecz jasna). A Ewangelia wzywa do radości. Widzę, że tak łatwo ją „rozmienić na drobne”. Anioł mówi Maryi, że źródłem nieprawdopodobnej radości będzie dla Niej poczęcie Syna Bożego. To dar dla świata, ale i dla Niej – cudowny, indywidualny dar, dla kobiety, dla matki. I Ona z zaufaniem wchodzi w ten dar. Wierzy, że Bóg stanie się dla Niej źródłem radości. Dla Niego jest w stanie zakwestionować swoje plany, marzenia, oczekiwania. Dla Niego przekracza swoje lęki. Dla Niego zapiera się samej siebie. I rzeczywiście radość przeniknięta pokojem to coś, co z Maryją z pewnością wolno nam kojarzyć.

Taka radość jednak kosztuje więcej wysiłku niż próba realizacji swoich zamierzeń, swoich planów i swoich pomysłów. Bywać, przeżywać, mieć… Jakie to proste… i banalne. Pocieszanki raczej niż prawdziwe źródła radości. A jednak za nimi idę. Potrafię wybierać przyjemność zamiast szczęścia. Potrafię szukać raczej rozrywki niż głębokiej pociechy płynącej z obcowania z Bogiem. Dlaczego idę za tym, co łatwe, a co nie syci? Nie wiem… W gruncie rzeczy to nieracjonalne, szalone… A jednak. Proszę więc dziś Jezusa od samego rana, aby przeniknął mnie taką radością, której świat, choćby chciał, dać mi nie może. Bo jej po prostu nie ma…

czwartek, 22 lipca 2021

szelest...


(J 20, 1. 11-18)
Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień od niego odsunięty. Maria stała przed grobem płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa: jednego w miejscu głowy, a drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: "Niewiasto, czemu płaczesz?". Odpowiedziała im: "Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono". Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: "Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?". Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: "Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę". Jezus rzekł do niej: "Mario!". A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: "Rabbuni", to znaczy: "Nauczycielu". Rzekł do niej Jezus: "Nie zatrzymuj Mnie; jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego”. Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: "Widziałam Pana i to mi powiedział".

 

Mili Moi…
Aktywnej codzienności ciąg dalszy… Po kilku dniach pobytu w Gdyni (tak, zdążyłem już pospacerować nad morzem), we wtorek pognałem do Niepokalanowa. Nasze nagrania… Ach, ile one nam dają radości… Głosić Słowo na każdy sposób. Oto marzenie, które Pan pozwala mi realizować… W drodze do Grodu Maryi nawiedziłem pewne ubożuchne siostry. Mała wioska, mały domek, a w nim seniorka, która krzyknęła na mój widok – ach, Pan wysłuchał moich jęków, od kilku tygodni błagam Go o spowiednika, bo mnie samej trudno gdziekolwiek dotrzeć. Posługa czai się za rogiem… Ważne, żeby okazać wrażliwość na natchnienia Ducha. Wizyta trwała może 40 minut. Dla mnie dobra kawka, dla siostry M pojednanie z Bogiem…

Wczoraj wieczorem wróciłem. Dziś oczywiście gonitwa w sprawach codziennych. Miałem na przykład umówiony przegląd auta, który zajął mi pół dnia i niemal mnie zrujnował. Potem jeszcze fryzjer. No i pierwsze spowiedzi na telefon (rzecz jasna umawiane na telefon), które zwykle nie trwają krótko. Padam więc na pyszczek, a jutro pobudka 4.30, bo przede mną kolejna apostolska podróż. Tym razem do Krakowa, na rekolekcje dla Sióstr Dominikanek. A od nich za kilka dni… do Poznania (tak, też sobie powtarzam – nie po to stamtąd wyjechałeś, żeby tam tak od razu wracać) na dawno już zaplanowane krótkie rekolekcje dla dziewcząt dotyczące powołania. Na razie nie mam w głowie ani jednego słowa – tylko tytuł – „A zwróciłeś uwagę na sługę mego Hioba?”. Rekolekcje będą o tym, z czym trzeba się zmierzyć, kiedy zaprasza Bóg… I zasadniczo nie będą łatwe… Ale wszystko jeszcze będziemy z Duchem Świętym w najbliższych dniach obmyślać…

A dziś kobieta i pełne czułości, wypowiedziane przez Jezusa wobec niej słowo – Mario. Niby tylko imię. Niby nic wielkiego. Ale przecież to jej tożsamość. Przecież On jej właśnie przypomniał, że ona Mu nie jest obojętna, że On ją zna, że się do niej przyznaje, że ją rozpoznaje. Dziś to imię w moich uszach zabrzmiało jak szelest liści połączony z odległym pomrukiem burzy. Niesłychana potęga Boga ukryta w jasnym i ciepłym głosie Jezusa…

Kiedy odczytałem to Słowo na Eucharystii, a potem podnosiłem Jezusa w górę, myślałem właśnie o tym – o potędze ukrytej w małym kawałku chleba. Po Mszy podeszła kolejna, z niezliczonej już rzeczy osób, która powiedziała mi – dziękuję ci, że tak traktujesz Jezusa, że Nim nie miotasz, że z takim szacunkiem Go ukazujesz i odkładasz na patenę. Jak mógłbym inaczej? To mój Pan, który w tej ciszy zapadającej podczas chwili ukazania szepcze do zebranych ich imiona – mówi do najgłębszych głębin ich serca. Moja nonszalancja mogłaby jedynie rozproszyć ich wzrok i słuch, które winny być skupione na Nim. Mario… Rabbuni… I nie trzeba więcej. Usłyszcie Go i wy. Bo mam głębokie przekonanie, że On szepcze dziś do każdego jego własne imię. Znane Bogu. Rozpoznawane…

środa, 14 lipca 2021

przewietrzony...


(Mt 11,25-27)
W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: "Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić".

 

Mili Moi…
Dni upływają mi według schematu – jak to na rekolekcjach. Ale to cenne, bo jak już wielokrotnie mówiłem, mam tu „za darmo” te wszystkie rzeczy, o które w codzienności musze walczyć i które sporo mnie „kosztują”. Myślę zwłaszcza o czasie na modlitwę. Niemal cały dzień trwa adoracja Najświętszego Sakramentu, a pozostałe aktywności są przewidziane w planie i poza plan nie wykraczają. Zatem człek wie na co i ile czasu przeznaczyć może.

Oczywiście mniej więcej od połowy rekolekcji siostry również przychodzą na rozmowy. Rzecz jasna tylko te, które chcą, ale zwykle to zdecydowana większość. Te rozmowy nie trwają 15 minut, są z reguły długie i dotyczą często naprawdę trudnych spraw. Rekolekcje to dla wielu z nas czas jakiegoś bilansowania, ale też omawiania z Bogiem ważnych tematów, na które w ciągu roku nie ma czasu, albo od których się ucieka, bo wydają się zbyt trudne. Rekolekcjonista jest też takim bezpiecznym słuchaczem, w obecności którego można rozliczyć się z samym sobą. Czasem nawet nie chodzi o radę, ale o wysłuchanie. Bywają historie, z którymi siostry czekają właśnie na ten czas…

Doświadczam w tym kontekście po pierwsze takiego wielkiego przypływu Bożej miłości. Mam tak zwykle, kiedy ktoś przychodzi w duchu zaufania i oczekuje mojej pomocy. Ale tu kumulacja tych sytuacji jest wielka, a zatem i ta miłość, która mnie zalewa jest dużo większa. Odczuwam to wyraźnie, bo nic mnie nie drażni, nigdzie mi się nie spieszy, a moje serce wypełnia pragnienie, które sobie określam roboczo – „nieba bym ci uchylił”…  Ale co więcej, odczuwam nieskończenie delikatne i troskliwe działanie Ducha Świętego, który zabiera mi te wszystkie, rodzące się przy okazji uczucia. Zwłaszcza trudne – przygnębienie, smutek, złość wobec krzywdy. Te rzeczy „parują” ze mnie dość szybko i bez moich działań dodatkowych. Choć musze przyznać, że po ludzku pomagają mi również spacery z kijami, które „wietrzą głowę”. Oddaję im się namiętnie w Zduńskiej Woli. Jutro ostatni dzień. A potem powrót do Gdyni. Do DOMU. Na chwilkę wprawdzie, ale z przyjemnością i nadzieją, że wreszcie zdążę pospacerować nad morzem…

A prostaczkowie to inaczej dzieci… Z ich nieskończoną wyobraźnią, z ich bezgranicznym zaufaniem, z ich gotowością do uczenia się. Takim być dziś, kiedy wydaje się, że „mądrutcy” rządza światem i lepiej należeć do ich grona? Gdy tymczasem to, co najważniejsze dokonuje się w ciszy serca, niezależnie od ilości dyplomów, kursów i poczucia bycia spełnionym. Marzeniem Boga jest objawiać nam swoją chwałę. Trzeba jednak solidnego przewrotu w naszym sposobie myślenia i wartościowania, żeby stało się to również naszym marzeniem. Odkryć Go. Poznać. Być z Nim. A reszta? O resztę możemy być spokojni. Ona też pochodzi z Jego ręki…




sobota, 10 lipca 2021

nie bójcie się...


(Mt 10,24-33)
Jezus powiedział do swoich apostołów: „Uczeń nie przewyższa nauczyciela ani sługa swego pana. Wystarczy uczniowi, jeśli będzie jak jego nauczyciel, a sługa jak pan jego. Jeśli pana domu przezwali Belzebubem, o ileż bardziej jego domowników tak nazwą. Więc się ich nie bójcie. Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie jawnie, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach. Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie”.

 

Mili Moi…
No i jestem w Zduńskiej Woli. Nie pierwszy już raz. Czuję się w tym miejscu dobrze. Zawsze jakoś serdecznie przyjmowany, choć wczoraj natura pokazała swój pazur podczas powitania. Burza, która zaskoczyła mnie pod samym miastem była niezwykła. Stanąłem gdzieś na parkingu, bo doszedłem do wniosku, że lepiej to przeczekać, niż siłować się z naturą. Jedna dobra konsekwencja – dziś dziesięć stopni chłodniej. Bardzo przyjemnie.

Stoję wobec nowego zadania… Niczym Mojżesz (w mikroskali rzecz jasna) mam za zadanie prowadzić ku wolności wewnętrznej grono sióstr orionistek, zwiastując im Słowo Boga samego. To poważne zadanie i czuje tę odpowiedzialność. Ale domyślam się, że i dla mnie przygotował Pan swoje dary. Zawsze tak jest. W minionym tygodniu w grupie sióstr rekolektantek były na przykład dwie misjonarki. Jedna spędziła wiele lat w Rwandzie, druga w Kamerunie. Rozmowa z nimi stanowiła podwójną przyjemność. Dotyczyła duchowości (jak ze wszystkimi siostrami) a po drugie zawierała w sobie takie szerokie spojrzenie na Kościół. Ich doświadczenia tchnęły tak ogromną świeżością. Każdy, kto spędził nieco czasu poza granicami Polski i czuł się dobrze w posłudze, zrozumie o czym piszę. Od razu wyczuwa się w takich osobach bratnie dusze. Słuchałem z wielką przyjemnością i głębokim zainteresowaniem. Pewnie również dlatego, że misje w Afryce były niegdyś również moim pragnieniem. A dziś…? Duch misyjny chyba we mnie drzemie… I wyraźnie czuje, że Polska nie jest ostatnim przystankiem na mojej drodze życia.

Ale to element szerszego zagadnienia, na które Słowo zwraca mi dziś uwagę. Mianowicie chodzi o „zajmowanie się Jezusem”. Mam takie wrażenie, że właśnie do tego mnie zaprasza. Bo to, poza walorami związanymi z posługą, ma również ogromne znaczenie w perspektywie tych trudności, o których mówił choćby wczoraj. Wszelka boleść ma to do siebie, że niesłychanie mocno koncentruje człowieka na sobie samym. A to zamyka i pozbawia go siły nośnej – trochę jak samolot, w którym piloci pomylili procedurę startu z lądowaniem i niewłaściwie ustawili skrzydła. Katastrofa…

Jezus natomiast usensawnia wszystko i nie pozwala na tracenie czasu na ubolewanie nad sobą. Bo aby ogłaszać na dachach Jego tajemnice, trzeba najpierw zastanowić się jak to zrobić. Bo przyznawanie się do Niego przed innymi wymaga również niemałej kreatywności. A wówczas nie ma czasu na siebie i swój ból. Nim zajmie się On… Wszak jest Panem i Nauczycielem, a w Jego czasach więź nauczyciela z jego uczniami była ścisła, niezwykła, niemal organiczna. Nie bójcie się zatem! Nie bójcie się! Z takim Panem i Mistrzem nie trzeba się bać tego, co ziemskie…

poniedziałek, 5 lipca 2021

widzieć Boga...


(Mt 9,18-26)
Gdy Jezus mówił, pewien zwierzchnik synagogi przyszedł do Niego i oddając pokłon, prosił: „Panie, moja córka dopiero co skonała, lecz przyjdź i włóż na nią rękę, a żyć będzie”. Jezus wstał i wraz z uczniami poszedł za nim. Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. Bo sobie mówiła: „Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa”. Jezus obrócił się i widząc ją, rzekł: „Ufaj córko; twoja wiara cię ocaliła”. I od tej chwili kobieta była zdrowa. Gdy Jezus przyszedł do domu zwierzchnika i zobaczył fletnistów oraz tłum zgiełkliwy, rzekł: „Usuńcie się, bo dziewczynka nie umarła, tylko śpi”. A oni wyśmiewali Go. Skoro jednak usunięto tłum, wszedł i ujął ją za rękę, a dziewczynka wstała. Wieść o tym rozeszła się po całej tamtejszej okolicy.

 

Mili Moi…
Od piątku jestem w Laskach… Piękne miejsce. Pełne ciszy i zieleni. Podoba mi się i nie podoba zarazem. Na krótką metę, jak wiecie, owszem, chętnie w takich miejscach bywam. Na dłużej – nie dałbym rady. Tym bardziej, że, czy to ponury i deszczowy weekend, czy po prostu „zadaszenie” z liści, przez które trudno przedrzeć się słońcu, ja właściwie mógłbym tu nieustannie spać. A tu jest robota do zrobienia…

Ale poza spaniem, dziś ciekawe doświadczenie… Miałem zamiar wybrać się na… lotnisko. Wszak znów jestem tylko pół godziny jazdy od tego punktu. Popatrzeć na ludzi, posłuchać ryku silników. Ale Pan mnie zatrzymał. Poczułem się tutaj tak dobrze – bardzo na swoim miejscu. Tak bardzo, że taki wyjazd uznałem wręcz za profanację. Chodzę więc, modlę się, nawiedzam cmentarz, gdzie sporo znajomych – Słonimski, Lechoń, Brandys, Fedorowicz, Zieja, Mazowiecki… Wszyscy już przed Panem. Wszyscy równi…

Mam sentyment do tego miejsca, choć jestem tu po raz pierwszy. Lata całe jednak należałem do Polskiego Związku Niewidomych i Słabowidzących. Wielokrotnie jeździłem na kolonie czy zimowiska w tym gronie. Mam tyle dobrych wspomnień. I niewidomi od zawsze są jakoś głębiej w moim serduszku. Modlę się przy grobie niewidomej Matki Elżbiety Róży Czackiej, która będzie beatyfikowana za dwa miesiące. Miejsce pełne ducha…

Ona też pokazuje tak wyraźnie, że nie ma sytuacji beznadziejnych. Napisałem „też”, bo wołają o tym bohaterowie dzisiejszej Ewangelii. W przypadku chorej kobiety beznadzieja narasta. Każda kolejna próba odzyskania zdrowia jest kolejnym aktem dramatu. Nic się nie udaje. Nic. A Jair (bo to imię znamy od Ewangelisty Marka)? Beznadzieja przyszła nagle – wraz ze śmiercią dziecka. A przecież wszyscy wiemy, że śmierć jest nieodwracalna. Nikt spoza tej granicy nie wraca, bo i po co? Ale ogromu cierpienia rodziców nie wyobrazi sobie nikt. To chyba najtrudniejsze kapłańskie spotkania – kiedy trzeba z kimś pożegnać jego dziecko…

A Jezus mówi – odwagi, ufaj, wierz tylko… Dla mnie nigdy nie jest za późno. Dla mnie nie istnieją nieprzekraczalne granice. Moja moc jest już uruchomiona – to twoje cierpienie, smutek, pragnienie ją wzbudziły. Nie cofaj się. Tylko wierz! Bóg, który mówi z czułością i działa z czułością. Bóg, który mnie wzrusza i rodzi tęsknotę. Za podobnym doświadczeniem. Ale nie tylko. Również za tym, żeby je powielać w tym świecie. W Jego imię… Oto misja…