U Jezusa zebrali się faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli
z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek
nieczystymi, to znaczy nie obmytymi rękami. Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi,
trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją,
rozluźniając pięść. I gdy wrócą z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest
jeszcze wiele innych zwyczajów, które przejęli i których przestrzegają, jak
obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych. Zapytali Go więc faryzeusze i
uczeni w Piśmie: "Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji
starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?" Odpowiedział im: "Słusznie
prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: „Ten lud czci
Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno,
ucząc zasad podanych przez ludzi”. Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie
się ludzkiej tradycji, dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych
podobnych rzeczy czynicie". I mówił do nich: «Sprawnie uchylacie Boże
przykazanie, aby swoją tradycję zachować. Mojżesz tak powiedział: „Czcij ojca
swego i matkę swoją”, oraz: „Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmierć
poniesie”. A wy mówicie: „Jeśli ktoś powie ojcu lub matce: Korban, to znaczy
darem złożonym w ofierze jest to, co miało być ode mnie wsparciem dla ciebie” –
to już nie pozwalacie mu nic uczynić dla ojca ani dla matki. I znosicie słowo
Boże ze względu na waszą tradycję, którą sobie przekazaliście. Wiele też innych tym podobnych rzeczy czynicie".
Mili Moi…
Myślę sobie dziś, gdzie jest moje serce? Czy rzeczywiście przy Jezusie?
Odczuwam taki nieprawdopodobny głód, żeby być bliżej Niego, co w konsekwencji
musi oznaczać oddalenie od spraw tego świata. I to się dzieje… Zupełnie nie interesuje
mnie to, co dzieje się w polityce, nie oglądam żadnych filmów od lat, nie
czytam bieżącej prasy. To żaden powód do chluby, raczej stwierdzenie faktu. Tak
po prostu jest i w żadnym razie mi tego nie brakuje. Za to bardzo brakuje mi
adoracji Najświętszego Sakramentu, jeśli z jakichś przyczyn nie uda mi się jej
odprawić, medytacji Słowa, która niezwykle rzadko, ale również zdarza mi się
umykać… Kiedyś, kiedy opowiadałem historię mojego powołania, zawsze
podkreślałem, że Pan „mnie sobie wziął” już we wczesnym dzieciństwie. Dziś mogę
to powtórzyć na nowo – czuję, że On sobie mnie bierze w nowy sposób i jest to niebywale
uszczęśliwiające. Być całkowicie da Niego, przenikniętym Nim, oddanym
całkowicie Jego sprawom, tak jak On je widzi… Niepodzielnym sercem…
Kilka trudnych dni za mną… W piątek pogrzebaliśmy moją Ciotkę Krystynę która
odeszła 3 lutego. Zaopatrzona sakramentami, wyposażona w odpust zupełny na
godzinę śmierci… Ufam, że cieszy się już chwała zbawionych. Ale musiałem w
związku z tym przerwać rekolekcje dla sióstr w Częstochowie i udać się w podróż
do Sztumu, a potem wrócić i kontynuować dzieło. Nie mogło być jednak inaczej…
Wraz z nią kończy się jakiś etap mojego życia. Jak wspominałem – ona była moim łącznikiem
z przeszłością i ostatnią rzeczywiście bliską mi osobą w mojej rodzinie. Kończy
się mój związek z moim rodzinnym miastem. Kończy się jakaś historia… Mam w sercu dużą wdzięczność, bo wiele spraw przegadaliśmy, o wiele zdążyłem zapytać. A Ciotka... hmmm... Niczym aplikacja działająca w tle - zawsze była. Cały czas mam chęć chwycić za telefon i zadzwonić...
A od niedzieli jestem w Wieluniu, niedaleko Częstochowy. Prowadzę kolejne
rekolekcje, tym razem dla sióstr Bernardynek (siostry klauzurowe). Miasteczko piękne.
Ciepły, maleńki kościół z całodzienną adoracją. A w wolnych chwilach tworzę
rekolekcje wielkopostne pod hasłem – Co Duch mówi do Kościołów? Wszak za kilka
dni pierwsze rekolekcje, niemal wielkopostne, w naszym Sanktuarium Pani w Cudy
Wielmożnej, w Poznaniu. W tym roku będzie o Apokalipsie, czyli księdze nadziei,
w której Jezus obiecuje – zaiste, przyjdę niebawem… Aż chce się zawołać –
Przyjdź Panie Jezu!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz