czwartek, 28 września 2023
Boży dzień
wtorek, 26 września 2023
razem
niedziela, 24 września 2023
wdzięczność
czwartek, 21 września 2023
rozpocznijmy zatem...
poniedziałek, 10 lipca 2023
przebudzenie...
Salomon to mądry król, który niestety pod wpływem żądzy tę mądrość utracił, w konsekwencji czego, odwrócił się od niego Pan… Dla mnie to był cudowny czas – bo niemal każdego dnia, Pan poprzez Słowo ukazywał mi jakiś obszar mojego życia – jego piękno i to, co domaga się w nim zmian i poprawek. Czasem było to nader zaskakujące… Pamiętam, jednego wieczoru, podano nam fragmenty Słowa na dzień następny. Były one bardzo obszerne, co mnie nawet nieco zezłościło, bo mam zwyczaj od lat, przepisywania Słowa, które będę medytował. Usiadłem już więc wieczorem i zacząłem pisać, bo wiedziałem, że rano nie zdążę tego zrobić. Tekst mówił o świątyni budowanej przez Salomona i podawał wiele szczegółów – a to miało ileś tam łokci długości, a tamto ileś łokci szerokości i tak dalej… Strasznie męczące na pierwszy rzut oka. Kiedy więc kładłem się spać, byłem raczej zawiedziony i trochę podminowany, co nie pozwalało mi zasnąć. Ale Słowo zaczęło pracować niemal natychmiast – przypomniało mi się, że kolumny przed świątynią były zwieńczone misternymi siatkami, na których przymocowano czterysta odlanych jabłek granatu… I natychmiast przyszła myśl – jak nudne musi być odlewanie czterystu takich samych elementów. A w ślad za tym myśl o tym, że w moim życiu są również obszary nudy i jaką one mają wartość wobec całości życia, jak sobie z nimi radzę, jaki mają sens? Mało tego – drzwi do świątyni były osadzone na złotych zawiasach. Taki drobiazg, który składa się na piękno całości – no więc drobiazgi i moje ich traktowanie… Po chwili nie mogłem zasnąć, ale już z radosnego podniecenia, że kolejny dzień to będzie następna ciekawa wycieczka w głąb siebie w towarzystwie mojego Budowniczego i Konstruktora – Boga samego.
środa, 21 czerwca 2023
klucz...
wtorek, 13 czerwca 2023
dojrzewam...
(Mt 5, 13-16)
Jezus powiedział do swoich uczniów: "Wy jesteście solą ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też lampy i nie umieszcza pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu. Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie".
Mili Moi…
Rzeczywiście, jak ktoś
napisał w komentarzach, dawno mnie tu nie było… Tak szczerze, to chyba mam
kryzys blogowania… To trwa już tyle lat, że chyba się postarzałem i zapał do
dzielenia się swoim życiem z ludźmi życzliwymi i serdecznymi, ale również z
głupcami i gburami, zdecydowanie we mnie osłabł. Chyba dojrzewam do pożegnania…
Może stąd coraz dłuższe okresy nieobecności w tej przestrzeni…
No ale… Początek czerwca
to misje parafialne w Smażynie… Misje to poważna sprawa – trwają tydzień i mają
za zadanie dotknąć fundamentalnych kwestii wiary i życia. Oczywiście szukamy
jakiejś odnowionej formy, ponieważ nie sposób ich już przeprowadzać w dawnym
stylu. Z bardzo prostej przyczyny – ludzie nie mają ani czasu ani ochoty
przychodzić wielokrotnie w ciągu dnia na spotkania misyjne. Nasze misje w Smażynie,
niewielkiej kaszubskiej wiosce, wyszły nam chyba całkiem zgrabnie. Muszę przyznać, że się napracowałem – dzieciaki w szkole, chorzy w ich domach, Msze,
nabożeństwa. Ale ludzie bardzo życzliwi i chętnie przychodzący. Zaskakiwali
swoją dobrocią. Kiedy w ramach gestu miłosierdzia zaprosiłem ich do wsparcia
domu samotnej matki w Matemblewie, to znieśli takie mnóstwo darów pierwszej
potrzeby, że przecieraliśmy z proboszczem oczy ze zdumienia. Tak wiele dobra
jest w ludziach i wrażliwości na los drugich,
tych na życiowym zakręcie…
Prosto ze Smażyna przyleciałem
do Niemiec, gdzie wygłosiłem w sobotę dzień skupienia dla kobiet, w niedziele głosiłem
w kilku kościołach na polskich Mszach, a wczoraj wygłosiłem dzień skupienia
księżom Chrystusowcom. Dzięki serdeczności jednego z nich, udało mi się wczoraj
być w Aachen, gdzie właśnie trwa ekspozycja relikwii, o których niegdyś Wam
pisałem. Wystawia się je dla czci publicznej raz na siedem lat (tym razem, z
racji na pandemię, po dziewięciu latach). Na dole zamieszczam zdjęcia. I tak:
żółte to pieluszki Pana Jezusa, różowe to chusta, w którą zawinięto głowę Jana
Chrzciciela po ścięciu, czerwone to przepaska biodrowa Pana Jezusa z krzyża, no
i jest jeszcze suknia Matki Bożej. Mnóstwo ludzi, atmosfera skupienia, spokój,
wzruszenie. Nie chciało mi się wychodzić z tej pięknej katedry.
Dziś wracam do kraju i
rozpoczynam urlop. Całe pięć dni. To prawdziwa rozpusta… Ale wyraźnie czuję, że
musze przewietrzyć głowę. Wybrałem znakomity kierunek na wypoczynek – śląski Bytom.
Świeże powietrze i krajobrazy kopalniane… A poważnie mówiąc – po prostu kilka
dni w gronie przyjaciół…
Dziś zamyśliłem się nad tą
solą i światłem. Wydaje się, że ich zadania są takie przewidywalne, mało
znaczące, zwyczajnie nudne. Ale przecież trudno sobie wyobrazić świat bez soli
i światła (w takiej czy innej formie). I sól i światło muszą po prostu być
sobą, robić, co do nich należy, żeby w jakimś sensie ocalić porządek tego
świata. Gdyby zechciały być czym innym niż są, powstałby jakiś chaos, być może
trudny do wyobrażenia (nawet jeśli wyobrażamy sobie zupę bez soli, to niektóre gałęzie
przemysłu bez niej nie mogłyby funkcjonować).Być sobą, godząc się na swoją rolę
– być może zupełnie nieznaczącą na pierwszy rzut oka. A jednak niezbędną…
Zdałem sobie sprawę jak bardzo tego chcę, a jednocześnie jakie to trudne. Tak
to paradoks – to co najprostsze, bywa najtrudniejsze…


.jpg)







