poniedziałek, 10 lipca 2023

przebudzenie...


(Mt 9,18-26)
Gdy Jezus mówił, pewien zwierzchnik synagogi przyszedł do Niego i oddając pokłon, prosił: „Panie, moja córka dopiero co skonała, lecz przyjdź i włóż na nią rękę, a żyć będzie”. Jezus wstał i wraz z uczniami poszedł za nim. Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. Bo sobie mówiła: „Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa”. Jezus obrócił się i widząc ją, rzekł: „Ufaj córko; twoja wiara cię ocaliła”. I od tej chwili kobieta była zdrowa. Gdy Jezus przyszedł do domu zwierzchnika i zobaczył fletnistów oraz tłum zgiełkliwy, rzekł: „Usuńcie się, bo dziewczynka nie umarła, tylko śpi”. A oni wyśmiewali Go. Skoro jednak usunięto tłum, wszedł i ujął ją za rękę, a dziewczynka wstała. Wieść o tym rozeszła się po całej tamtejszej okolicy.

 

Mili Moi…
Dziś w nocy wróciłem do domu i… uczę się mówić… Ostatni tydzień czerwca spędziłem w Zduńskiej Woli, głosząc rekolekcje dla Księży Orionistów. Byłem tam już tyle razy, że czuję się prawie jak w domu. I jak zawsze, spotkałem tam wiele życzliwych osób… Bezpośrednio stamtąd zaś pognałem do Krakowa, gdzie tydzień temu, w sobotę, rozpocząłem rekolekcje Lectio Divina z królem Salomonem. Bardzo lubię te spotkania ze Słowem, choć są one niesłychanie wymagające. Cały dzień, poza dwudziestoma minutami rozmowy z kierownikiem duchowym, upływa w ciszy. Do tego stopnia, że ludzie nie pozdrawiają się nawet o poranku. A jednak odczuwa się niesamowitą więź w tej stuosobowej wspólnocie i na koniec nie brakuje wzajemnych podziękowań – za spojrzenie, za uśmiech, za wytrwałą obecność, za świadectwo modlitwy. Imponuje mi zawsze liczba osób świeckich – było ich pewnie około pięćdziesięciu. To ważny znak, że ludzie szukają Słowa i wiedzą gdzie znaleźć dobre źródło. Bo rzeczywiście Księżą Salwatorianie w Krakowie, to czyste źródło, z którego można zaczerpnąć.

Salomon to mądry król, który niestety pod wpływem żądzy tę mądrość utracił, w konsekwencji czego, odwrócił się od niego Pan… Dla mnie to był cudowny czas – bo niemal każdego dnia, Pan poprzez Słowo ukazywał mi jakiś obszar mojego życia – jego piękno i to, co domaga się w nim zmian i poprawek. Czasem było to nader zaskakujące… Pamiętam, jednego wieczoru, podano nam fragmenty Słowa na dzień następny. Były one bardzo obszerne, co mnie nawet nieco zezłościło, bo mam zwyczaj od lat, przepisywania Słowa, które będę medytował. Usiadłem już więc wieczorem i zacząłem pisać, bo wiedziałem, że rano nie zdążę tego zrobić. Tekst mówił o świątyni budowanej przez Salomona i podawał wiele szczegółów – a to miało ileś tam łokci długości, a tamto ileś łokci szerokości i tak dalej… Strasznie męczące na pierwszy rzut oka. Kiedy więc kładłem się spać, byłem raczej zawiedziony i trochę podminowany, co nie pozwalało mi zasnąć. Ale Słowo zaczęło pracować niemal natychmiast – przypomniało mi się, że kolumny przed świątynią były zwieńczone misternymi siatkami, na których przymocowano czterysta odlanych jabłek granatu… I natychmiast przyszła myśl – jak nudne musi być odlewanie czterystu takich samych elementów. A w ślad za tym myśl o tym, że w moim życiu są również obszary nudy i jaką one mają wartość wobec całości życia, jak sobie z nimi radzę, jaki mają sens? Mało tego – drzwi do świątyni były osadzone na złotych zawiasach. Taki drobiazg, który składa się na piękno całości – no więc drobiazgi i moje ich traktowanie… Po chwili nie mogłem zasnąć, ale już z radosnego podniecenia, że kolejny dzień to będzie następna ciekawa wycieczka w głąb siebie w towarzystwie mojego Budowniczego i Konstruktora – Boga samego.

W każdym razie, wczorajsze Słowo o odpoczynku przy Panu, po raz kolejny mi przypomniało, że nie ważne gdzie i w jaki sposób, ale ważne z kim się wypoczywa. Z Jezusem można odpocząć nawet w pracy. Choć ja dostałem w prezencie kilka dni wyciszenia i duchowego odpoczynku.

Wróciłem do domu na tradycyjną zmianę walizki i już w czwartek ruszam do Moraska na trzecią serię rekolekcji dla Sióstr Misjonarek Chrystusa Króla. To też miejsce trochę jak dom – znam już tamtejsze kąty. No i blisko do Poznania, więc może będzie mi dane choć przez chwile połazić starymi ścieżkami. A stamtąd już wprost do Radia, nagrywać kolejną garść audycji. Kumulują nam się te radiowe spotkania w najbliższym czasie, ale to z tej przyczyny, że ruszam w sierpniu do USA na kilka tygodni i potrzebujemy zapasu nagrań.

A dziś? Ujął ją za rękę, a dziewczynka wstała… Moc życia Bożego. Rozczula mnie ta scena, bo Jezus rzeczywiście jest niesłychanie delikatny wobec tego dziecka, wobec jego cierpiących rodziców, nawet wobec zgiełkliwego tłumu, który przecież wiedział swoje i wiedział najlepiej. Życie dojrzewa w delikatności i często przychodzi na świat w ukryciu. Ta dziewczynka rodzi się niejako na nowo – życie wstępuje w nią z ręki Boga – łaska czyni ją żywym człowiekiem, choć przed chwilą była w ludzkim rozumieniu już tylko martwym ciałem. Duch uleciał, ale na słowo Jezusa powraca, bo On w sposób wolny przekracza wszelkie granice – począwszy od łona swojej Matki, której dziewictwa nie naruszył, poprzez drzwi Wieczernika, które nie stanowiły dla Niego przeszkody, aż po granicę śmierci, która i nad Nim zdawała się panować. Co jest prawdziwe, a co tylko obrazem, cieniem, złudzeniem? Co jest zapowiedzią, a co wypełnieniem? Skąd życie i gdzie triumf śmierci? Dziś widać jak na dłoni… Warto dziękować Temu, który i nas dziś obudził. Do życia…

środa, 21 czerwca 2023

klucz...


(Mt 6,1-6.16-18)
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój który widzi w ukryciu, odda tobie. Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie”.

 

Mili Moi...
W minionym tygodniu spędziłem kilka dni w Bytomiu, w dobrym towarzystwie mojego przyjaciela, Macieja i jego parafian. Bardzo dobrze nam obu zrobił ten czas. Zeszły stresy, ale również pokazało się w całej swojej pełni fizyczne zmęczenie, którego skądinąd obaj doświadczamy. Maciej jest proboszczem w małej parafii, ale właściwie jest ona głównie na jego głowie, ponieważ ma sędziwych współpracowników, którzy pomagają tyle, ile mogą. Tysiące spraw związanych również z cmentarzem na terenie którego jest kościół, nie dają mu szansy na zbyt wiele wolnych chwil. Ja – no tu opowieści nie trzeba wielkich snuć. Dlatego spacery, książka i głęboki fotel pod wiatą w zielonym zakątku ogrodu – to było coś, za czym obaj tęskniliśmy i czym raczyliśmy się bez umiaru. Przerywaliśmy to wyłącznie miłymi wizytami dobrych ludzi, którzy chcieli spędzić z nami nieco czasu.

W niedzielę wróciłem do domu i… nadal odpoczywam. W nieco inny sposób, ale w związku z jakimiś ciśnieniowymi niespodziankami, muszę odrobinę spasować. Do niedzieli więc oddaję się lekturze i nadrabiam porządki w różnych dziedzinach. Nie są to kwestie stresujące. Za to już w poniedziałek ruszam do Zduńskiej Woli, aby księżom Orionistom wygłosić kilkudniowe rekolekcje, z których śmignę wprost do Krakowa, aby wreszcie zamienić się w słuchacza. Zamierzam odprawić swoje własne rekolekcje doroczne w Domu Słowa księży Salwatorianów. Lectio divina z królem Salomonem – oto plan na początek lipca. I tego doczekać się już nie mogę, choć wiem, że będzie to trudny czas – milczenie, a może bardziej cisza – to będzie dla mnie duże wyzwanie, które jednak chętnie podejmuję, bo wiem, jakie są tego owoce.

A dziś poczułem się trochę jak w Środę Popielcową – właśnie wówczas również czytamy tę Ewangelię. Zdałem sobie sprawę, że temat ascezy jest zbyt mało obecny w moim życiu. Kiedy zastanowiłem się dlaczego, to poza oczywistymi względami (po prostu trudno mi się za to wziąć – jak wielu z nas) zauważyłem, że znaczenie ma również fakt, że trudno mi oddawać się tej praktyce w ukryciu… Choćby post, który przeąywany gdzieś „w terenie” zawsze wiąże się z koniecznością tłumaczenia komuś dlaczego nie chcę jeść. Są oczywiście inne możliwości, które nie rzucają się w oczy. I te pewnie winienem wybierać. Ślub ubóstwa pewnie nieco wiąże mi ręce jeśli chodzi o jałmużnę, ale i tu jest miejsce na jakieś wyrzeczenie. Najprostsza wydaje się z tego wszystkiego modlitwa, choć i ona kosztuje niemało wysiłku. Po raz kolejny jednak uzmysłowiłem sobie, że wszystko tak naprawdę zależy od temperatury serca. Jeśli ono jest gorące, to znajdzie sposób… Oto klucz.

wtorek, 13 czerwca 2023

dojrzewam...


(Mt 5, 13-16)
Jezus powiedział do swoich uczniów: "Wy jesteście solą ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też lampy i nie umieszcza pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu. Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie".

 

Mili Moi…
Rzeczywiście, jak ktoś napisał w komentarzach, dawno mnie tu nie było… Tak szczerze, to chyba mam kryzys blogowania… To trwa już tyle lat, że chyba się postarzałem i zapał do dzielenia się swoim życiem z ludźmi życzliwymi i serdecznymi, ale również z głupcami i gburami, zdecydowanie we mnie osłabł. Chyba dojrzewam do pożegnania… Może stąd coraz dłuższe okresy nieobecności w tej przestrzeni…

No ale… Początek czerwca to misje parafialne w Smażynie… Misje to poważna sprawa – trwają tydzień i mają za zadanie dotknąć fundamentalnych kwestii wiary i życia. Oczywiście szukamy jakiejś odnowionej formy, ponieważ nie sposób ich już przeprowadzać w dawnym stylu. Z bardzo prostej przyczyny – ludzie nie mają ani czasu ani ochoty przychodzić wielokrotnie w ciągu dnia na spotkania misyjne. Nasze misje w Smażynie, niewielkiej kaszubskiej wiosce, wyszły nam chyba całkiem zgrabnie. Muszę przyznać, że się napracowałem – dzieciaki w szkole, chorzy w ich domach, Msze, nabożeństwa. Ale ludzie bardzo życzliwi i chętnie przychodzący. Zaskakiwali swoją dobrocią. Kiedy w ramach gestu miłosierdzia zaprosiłem ich do wsparcia domu samotnej matki w Matemblewie, to znieśli takie mnóstwo darów pierwszej potrzeby, że przecieraliśmy z proboszczem oczy ze zdumienia. Tak wiele dobra jest  w ludziach i wrażliwości na los drugich, tych na życiowym zakręcie…

Prosto ze Smażyna przyleciałem do Niemiec, gdzie wygłosiłem w sobotę dzień skupienia dla kobiet, w niedziele głosiłem w kilku kościołach na polskich Mszach, a wczoraj wygłosiłem dzień skupienia księżom Chrystusowcom. Dzięki serdeczności jednego z nich, udało mi się wczoraj być w Aachen, gdzie właśnie trwa ekspozycja relikwii, o których niegdyś Wam pisałem. Wystawia się je dla czci publicznej raz na siedem lat (tym razem, z racji na pandemię, po dziewięciu latach). Na dole zamieszczam zdjęcia. I tak: żółte to pieluszki Pana Jezusa, różowe to chusta, w którą zawinięto głowę Jana Chrzciciela po ścięciu, czerwone to przepaska biodrowa Pana Jezusa z krzyża, no i jest jeszcze suknia Matki Bożej. Mnóstwo ludzi, atmosfera skupienia, spokój, wzruszenie. Nie chciało mi się wychodzić z tej pięknej katedry.

Dziś wracam do kraju i rozpoczynam urlop. Całe pięć dni. To prawdziwa rozpusta… Ale wyraźnie czuję, że musze przewietrzyć głowę. Wybrałem znakomity kierunek na wypoczynek – śląski Bytom. Świeże powietrze i krajobrazy kopalniane… A poważnie mówiąc – po prostu kilka dni w gronie przyjaciół…

Dziś zamyśliłem się nad tą solą i światłem. Wydaje się, że ich zadania są takie przewidywalne, mało znaczące, zwyczajnie nudne. Ale przecież trudno sobie wyobrazić świat bez soli i światła (w takiej czy innej formie). I sól i światło muszą po prostu być sobą, robić, co do nich należy, żeby w jakimś sensie ocalić porządek tego świata. Gdyby zechciały być czym innym niż są, powstałby jakiś chaos, być może trudny do wyobrażenia (nawet jeśli wyobrażamy sobie zupę bez soli, to niektóre gałęzie przemysłu bez niej nie mogłyby funkcjonować).Być sobą, godząc się na swoją rolę – być może zupełnie nieznaczącą na pierwszy rzut oka. A jednak niezbędną… Zdałem sobie sprawę jak bardzo tego chcę, a jednocześnie jakie to trudne. Tak to paradoks – to co najprostsze, bywa najtrudniejsze…













poniedziałek, 22 maja 2023

a u nas na lotnisku...


(J 16,29-33)
Uczniowie rzekli do Jezusa: „Oto teraz mówisz otwarcie i nie opowiadasz żadnej przypowieści. Teraz wiemy, że wszystko wiesz i nie trzeba, aby Cię kto pytał. Dlatego wierzymy, że od Boga wyszedłeś”. Odpowiedział im Jezus: „Teraz wierzycie? Oto nadchodzi godzina, a nawet już nadeszła, że się rozproszycie każdy w swoją stronę, a Mnie zostawicie samego. Ale Ja nie jestem sam, bo Ojciec jest ze Mną. To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat”.

 

Mili Moi…
Dziś przeżyłem kolejne wydarzenie z cyklu „popatrz na troskliwość twojego Boga”. Otóż wiecie dobrze, bo wiele razy o tym pisałem, że bardzo lubię lotniska. Przyczyn jest wiele, ale generalnie lubię tam przeżywać chwile szczególnej tęsknoty. Kiedy mnie nachodzi, po prostu jadę na lotnisko. Dziś tak właśnie było… I kiedy tak spacerowałem sobie po terminalu, podszedł do mnie mężczyzna i zapytał czy możemy chwilę pogadać. „Ojcze, lecę do Norwegii, nie wiem kiedy spotkam tam polskiego księdza, a bardzo potrzebuję się wyspowiadać…” Uwielbiam wprost takie sytuacje, bo przecież mam „ze sobą” tę Chrystusowa moc rozgrzeszania, więc oczywiście natychmiast go wyspowiadałem. Po spowiedzi pyta mnie – a gdzie ojciec leci? Ja mu na to – jestem tu, bo lubię i nigdzie nie lecę. Chłop zbladł i mówi do mnie – ojcze, ja się od rana modliłem, żeby Bóg postawił na mojej drodze jakiegoś księdza… Jaki On jest dobry.

Pogadaliśmy chwilę… Okazało się, że Wojownik Maryi… I po tej rozmowie pomyślałem sobie – smutno, że ludzie znikają nam z kościołów. Ale z drugiej strony, z tymi, którzy zostaną, będzie można naprawdę wyruszyć na podbój świata. Bo oni naprawdę idą w głąb i są dla mnie niewyczerpanym źródłem radości.

A z lotniska pojechałem prosto na nagrania… Monika z TVP 3 zadzwoniła i mówi – ojcze, pogadajmy o sile błogosławieństwa i przekleństwa. A ja na to – córko, maj mamy, pogadajmy o Maryi. I pogadaliśmy. Jak ja się cieszę, że mogę głosić Jej piękno i że okazje „same pchają mi się w życie”. A Monika, piękna dusza, kochająca Boga i wnosząca dużo radości. Emisja pod koniec czerwca w poniedziałek – „Rozmowy o Bogu”.

A dziś uczniowie, którzy mówią – no, wreszcie rozumiemy… Żeby po chwili się rozproszyć i dać dowód, że jednak zrozumieli niewiele. Pewność siebie jest naszym ludzkim, zgubnym nałogiem. Czytam wciąż „Biedaczynę z Asyżu” i zbliżam się do końca tego czterystustronicowego dziełka. Ma swoje mankamenty, ale jedno jest pokazane po mistrzowsku – wewnętrzna walka Franciszka, jego zmaganie z samym sobą, z oporami – jego lęki i niepewność. Sam zawsze mówię Jezusowi – żebym tak wiedział z całą pewnością co jest Twoją wolą. A jak każdy poruszam się w przestrzeni natchnień, przypuszczeń, znaków… To nie jest łatwe, ale tym cenniejsze są tak zwane „wow moments” – te chwilę, w których coś ważnego jednak staje się jasne. Warto na nie czekać. Warto się ich spodziewać…

środa, 17 maja 2023

ruszajmy...


(J 16,12-15)
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek słyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi. Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego bierze i wam objawi”.

 

Mili Moi…
Przepraszam, że znów długo mnie nie było. Głosiłem dobrym siostrom Franciszkankom w Warszawie, ale złapało mnie tam poważne przeziębienie. A wiecie jak to wówczas jest – człowiek nie ma siły i ochoty na nic. Więc i pisanie jakoś ode mnie odeszło. Choć czas był piękny. Grono słuchaczek raczej dojrzałe wiekiem. Rekolekcje zwieńczone jubileuszami zakonnymi – dwie siostry świętowały siedemdziesięciolecie swoich ślubów zakonnych, a cztery ich sześćdziesiątą rocznicę. To cudowne moc patrzeć na sędziwe oblicza kobiet, które całe swoje życie oddały Chrystusowi. I nie tylko tego nie żałują, ale gorliwie, mocnym głosem, ponawiają swoje oddanie. Dla mnie to ogromnie ważne świadectwo.

Przy okazji tych rekolekcji pojawiła się jeszcze jedna refleksja. O tym co zdobywa słuchacza, kiedy zaczynam rekolekcje. Wiedziałem oczywiście, że sama treść, wiedziałem, że sposób mówienia, wiedziałem, że sposób sprawowania Eucharystii. Ale jedna z sióstr przyszła do mnie i powiedziała, że dla niej najważniejsze jest… jak rekolekcjonista odczytuje pierwszą Ewangelię. Oczywiście pomyślałem sobie, że te kryteria są tak indywidualne, że nie sposób im wszystkim sprostać. Niektórych nawet nie sposób sobie wyobrazić. Ale z drugiej strony – jak niezwykle złożonym procesem jest głoszenie rekolekcji. Na jak wiele różnych kwestii zwracają uwagę słuchacze. I jak wielka to odpowiedzialność. Z jaką pieczołowitością trzeba podejść do najdrobniejszych kwestii, żeby pomóc człowiekowi spotkać się ze Słowem. Zawsze żyję nadzieją, że nie przeszkadzam łasce Boże zrobić tego, co Bóg zamierzył wobec słuchających.

Wróciłem do domu po ponad trzech tygodniach nieobecności. Całe mnóstwo rzeczy więc musiałem ogarną w krótkim czasie. Ale dziś szczęśliwie wróciła ochota na czytanie. W ostatnich tygodniach doświadczyłem wstrętu do słowa drukowanego. Miewam z rzadka takie okresy. Dziś jednak żarłocznie rzuciłem się na… „Biedaczynę z Asyżu” Nikosa Kazantzakisa. Po stu stronach czuje się jakbym znów miał szesnaście lat i jakby życie znów było bardzo proste. Niesłychanie odświeżająca lektura dla mojej franciszkańskiej duszy. Ile głębi i realizmu w tej fabularyzowanej biografii Franciszka pisanej z punktu widzenia brata Leona, jednego z jego pierwszych towarzyszy. Wciągnęła mnie ta lektura niesamowicie i dziękuję Bogu za… bookinistów w Warszawie na Chmielnej. Zawsze ich nawiedzamy z Maciejem podczas naszego pobytu w Niepokalanowie i zwykle nie odchodzimy z pustymi rękami. Pan przychodzi z odpowiednim przesłaniem na konkretny czas mojego życia… Nieodmiennie mnie to zdumiewa.

Czeka mnie teraz kilka dni przerwy, ale nie oznacza to rzecz jasna słodkiego nieróbstwa. W sobotę dzień skupienia dla Rycerzy Niepokalanej w Lęborku, potem głoszenie w Wigilię Zesłania Ducha Świętego dla środowiska Szkoły Nowej Ewangelizacji w Sopocie, a od przyszłej niedzieli rekolekcje Maryjne w naszej, franciszkańskiej parafii w Gdyni. Wszystko to jeszcze w umyśle Boga – mam nadzieję, że z natchnienia Ducha, wkrótce zyskam dostęp do tych treści i choćby ich część przeleję na papier.

Myślę sobie o własnym procesie dojrzewania… Dziś Jezus mówi, że jeszcze wiele ma do powiedzenia swoim uczniom. Wiele ma do powiedzenia mnie samemu. I rzeczywiście, nawet kiedy sięgam do dawniejszych katechez, które głosiłem, widzę że dziś powiedziałbym je inaczej, wplótłbym nowe wątki, pogłębiłbym pewne niuanse. Przeżyłem i usłyszałem nowe treści, nauczyłem się Jezusa trochę bardziej, poszerzyłem horyzont. I mam wobec Pana ogromną wdzięczność, że wciąż do mnie mówi, że nie zatrzymujemy się w tej drodze, że Jemu nadal zależy. Ruszajmy więc. Jestem gotów.

środa, 3 maja 2023

zajęty Matką...


(J 19,25-27)
Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.

 

Mili Moi…
Wczoraj skończyłem rekolekcje dla dobrych sióstr Misjonarek Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej w Morasku. To miejsce ma coś w sobie. Bardzo tam odpoczywam. Wielki teren do spacerowania, a poza tym sporo lasu dookoła, codzienne kijaszki, czas na lekturę. Choć uczestniczek nie było wcale mało, bo czterdzieści jeden, co zawsze wiąże się z koniecznością przeznaczenia długiego czasu na słuchanie. Wszak głoszenie rekolekcji to nie tylko mówienie, ale również słuchanie. Ale to takie dobre rozmowy. Nie łatwe zwykle, ale dobre.

Po południu nie mogłem się oprzeć i przespacerowałem się na poznańskie lotnisko. Ono jest maleńkie, mniejsze niż Gdańskie, a już to zwykłem nazywać „przystankiem PKS”, ma jednak tę przewagę nad Gdańskiem, że ma taras widokowy. Ale najprzyjemniejsza dla mnie jest chyba sama trasa i wędrowanie – trochę przez miasto, trochę wśród ogródków działkowych. Mam sporą frajdę za każdym razem, kiedy tam spaceruję. Wróciwszy do centrum, wsiadłem w auto i po godzinie dotarłem do Gozdowa, niewielkiej wioseczki pod Wrześnią. Tu dziś rozpoczęliśmy rekolekcje maryjne. Na Mszy może z siedemdziesiąt osób. Zobaczymy jak będzie jutro. Ale i w takich miejscach Maryja ma plan zapraszać do oddania Jej swojego życia, więc ufam, że zechce się mną posłużyć w tym krótkim czasie. W piątek wieczorem bowiem ruszam do domu, bo w sobotę rano lecę do Eindhoven, skąd przejmą mnie Księża Chrystusowcy, żeby w niedzielę pomóc znów w parafii w Aachen, a  w poniedziałek wygłosić im dzień skupienia w Bochum. Tym razem lecę… przez Londyn. Nie zdołałem znaleźć lepszego połączenia (mimo, że z Gdańska zwykle latałem bezpośrednio) – podejrzewam, że to wciąż związane w długim weekendem majowym. Niemniej w sobotę w Londynie koronacja wesołego Karola, więc ciekaw jestem czy na lotniskach nie będzie tłoczno, albo nie utrudnią podróżnym życia w inny sposób. Wszystko okaże się wkrótce.

A dziś nad Słowem zatrzymało mnie stwierdzenie, że Jan wziął Maryję do siebie „od tej godziny” i Ona już z nim została. Myślę o tym, bo oddawałem się Jej już wielokrotnie, ponawiałem moją decyzję i deklaracje, a jednak wciąż trudno mi to oddanie przeżywać w sposób w pełni świadomy. Chciałbym o Niej częściej myśleć, chciałbym, żeby Jej sprawy były rzeczywiście moimi sprawami. A tak bardzo czuję się rozproszony w codzienności wieloma innymi kwestiami. Może ważnymi, ale wcale z Nią nie związanymi. A przecież właśnie tę misję mi zlecono, właśnie tym w najbliższym roku, ostatnim roku mojej kadencji Prowincjalnego Asystenta do spraw Rycerstwa Niepokalanej mam się zajmować. I to zajmować się naprawdę poważnie. Dziś prosiłem Ją, żeby uczyła mnie być synem. Ja już naprawdę zapomniałem jak to jest. Moja mama nie żyje od dwudziestu siedmiu lat. Zaciera się w mojej pamięci tak wiele rzeczy. No i świadomość synostwa chyba również… A dziś taki dzień. Dzień Matki Bożej i naszej, mojej… Od tej godziny znów biorę Ją do siebie…

środa, 26 kwietnia 2023

o tęsknocie...


(J 6, 35-40)
Jezus powiedział do ludu: „Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie. Powiedziałem wam jednak: Widzieliście Mnie, a przecież nie wierzycie. Wszystko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę, ponieważ z nieba zstąpiłem nie po to, aby czynić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał. Jest wolą Tego, który Mię posłał, abym ze wszystkiego, co Mi dał, niczego nie stracił, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym. To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym”.

 

Mili Moi…
No to ruszyłem… W miniony weekend poprowadziłem rekolekcje dla czterech młodych kobiet u sióstr Franciszkanek w Poznaniu. Patrzyliśmy na proces formacji Gedeona. Sporo odkryć dokonałem dla samego siebie. Prosto stamtąd eskapada do Niepokalanowa i tam nagrania kolejnych audycji. Po drodze chwile grozy – przy zjeździe z autostrady wyskoczył mi pan policjant z lizakiem i zamachał energicznie. Krew się w moich żyłach ścięła, ale cóż robić – nabroiłem, więc zwalniam i zjeżdżam „do bandy”. A on z uśmiechem macha mi „jechać dalej” i pokazuje na samochód za mną… No ludzie, prawie zawał. Ale ucieszyłem się, że jednak nie nabroiłem… A dziś z Niepokalanowa przyjechałem do podpoznańskiego Moraska, gdzie czterdzieści jeden sióstr przyjechało na rekolekcje, które mam dla nich poprowadzić. No więc prowadzę. Zaczęliśmy po południu, a skończymy we wtorek. Zanosi się na intensywny tydzień, bo pewnie rozmów będzie sporo, a jeśli nie, to czas brać się za kolejne terminy, bo sporo rzeczy mam do „zrodzenia”. Ale, choć zimno, mam nadzieję, że pohasam po pobliskich lasach z kijaszkami. Mam tu już swoją ulubioną trasę…

Dziś natomiast, szczególnie zatrzymały mnie słowa – kto do mnie przychodzi, nie będzie łaknął, a kto wierzy we mnie nigdy pragnąć nie będzie. Pomyślałem sobie – czy ja w to wierzę? Że Jezus zaspokoi wszelkie moje pragnienia? Że On jest lekarstwem na wszystko? Że w zasadzie, w moim życiu, nie powinno chodzić o nic innego, poza Nim? No i kolejny raz zobaczyłem, że jednak sporo we mnie ludzkich pragnień, które na ludzkich drogach próbuję zaspokajać. I może w tym jeszcze nie musiało by być nic złego, gdyby te ludzkie nie konkurowały z tymi Bożymi i gdyby często nie okazywały się zwycięskie.

Czy macie w sobie takie marzenia, które dotyczą tylko Boga? Na przykład taką tęsknotę za Nim, która rodzi pragnienie, aby wam się objawił? Albo pragnienie uczynienia Go centrum waszego życia? Ja zauważyłem, że potrafię jeszcze kilka marzeń ze względu na Niego samego w sobie odnaleźć. Obawiam się, żebym nie potraktował Boga nigdy „użytkowo” – jako narzędzie do osiągnięcia czegoś innego. Drżę na myśl, że mógłbym nie znaleźć w sobie łaknienia skierowanego ku Niemu samemu. Modle się, żeby słowa – Bóg sam wystarczy – przekonały mnie ostatecznie, że nie znajdę w świecie, tego za czym naprawdę tęsknię. To rodzi napięcie. To musi je rodzić. Obym nigdy nie przestać tęsknić za Nim. Tylko za Nim. Wyłącznie za Nim. Jak bardzo chciałbym wciągać ludzi w tę tęsknotę…