sobota, 25 marca 2023

proste życie...


(Łk 1, 26-38)
Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”. Na to Maryja rzekła do anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?” Anioł Jej odpowiedział: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”. Na to rzekła Maryja: „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!” Wtedy odszedł od Niej anioł.

 

Mili Moi…
Miniony tydzień to rekolekcje na Wiczlinie (dzielnica Gdyni). Dzięki temu, komfortowe spanie we własnym łóżku, bo tylko dwadzieścia minut autem do domu. To dla mnie wielka ulga, bo jestem przyzwyczajony do dźwigania walizek, a zatem, kiedy nie muszę tego robić, przyjmuje to z entuzjazmem. W tym samym czasie odbywały się rekolekcje w naszej, franciszkańskiej parafii, które prowadził Maciej, mój serdeczny kolega, werbista, więc mieliśmy okazję przez kilka dni wspólnie eksplorować Gdynię.  Razem też, po zakończeniu rekolekcji udaliśmy się do Niepokalanowa, aby nagrać kolejną garść audycji dla naszego Radia. Tam też spotkałem się z o. Mateuszem i nagraliśmy ostatnie sześć brakujących odcinków naszych internetowych rekolekcji. Wróciłem wczoraj, a dziś jestem już w podradomskim Jedlińsku, gdzie od jutra zaczynam kolejne rekolekcje. Tym razem nieco krótsze, bo tylko do wtorku, ale za to bardzo intensywne. A niestety dopadło mnie jakieś przeziębienie i ledwo gadam, więc polecam się Waszemu życzliwemu westchnieniu modlitewnemu – niech Pan pozwoli mi coś opowiedzieć, ze względu na tych, którzy przyjdą słuchać. We wtorkową noc musze się przemieścić do domu, bo już od wtorku trwa w naszym klasztorze wizytacja prowincjalska, podczas której, z założenia, wszyscy powinni być w domu. Prowincjał z każdym indywidualnie rozmawia, a potem podejmuje próbę oceny naszego wspólnego życia. Sam mam do niego kilka ważnych pytać, więc czekam na to spotkanie…

A dziś myślałem o zwyczajnym życiu Maryi. O Jej pragnieniach, marzeniach, w które wkroczył Pan i może Jej ich nie odebrał, ale z pewnością poszerzył i nieco przeorientował. Dziś wizja życia promowana w mediach, przez różnego rodzaju gadające głowy, to wizja ustawicznego strumienia wrażeń. Jeśli nie ma częstych zmian, nieustannych nowości, wielkich emocji, to życie jest mizerne, nudne i nie warte przeżywania. A im więcej tych ekscytujących zjawisk, tym więcej… nieszczęśliwych ludzi. Tym gorzej, jeśli ludzie uwierzą w te wszystkie bzdury niosąc już na sobie pewne zobowiązania – wówczas zostawiają za sobą zgliszcza. Tych historii ostatnio spotykam mnóstwo – płaczące żony wobec egoistów i drani, którzy mówią im wprost – zmarnowałaś mi życie, chcę jeszcze być szczęśliwy… A w tle gromadka dzieci, które pojawiły się przy, powiedzmy to, dość aktywnym współudziale „pana męża”. To twój problem – mówi „pan mąż” – czemu się nie zabezpieczałaś? On zaś, nieco inaczej niż w bajkach, na których książęta przybywają na białym koniu, wybywa na swoim motorze w kierunku świetlanego, wolnego od zobowiązań życia. Z pewnością jednak niespecjalnie szczęśliwego, bo trudno zbudować własne szczęście na cudzych łzach. Zaciskają mi się pięści, kiedy słucham tych historii – pewnie również dlatego, że sam, w dzieciństwie. stałem się ofiarą podobnej.

Tym bardziej obraz Maryi, tej, która decyduje się prowadzić proste i wierne życie ma dla mnie tak ogromne znaczenie. Bo i ja noszę w sobie jakieś marzenia (do dziś) i wiele z nich nigdy nie zostanie zrealizowanych. I chcę się uczyć żyć z niezrealizowanymi marzeniami, bo jestem głęboko przekonany, że są w tym świecie (i w moim życiu) znacznie ważniejsze kwestie, niż moje marzenia. Im prostsze życie, tym często bogatsze w te najważniejsze doświadczenia, które dzieją się w wokół. Nie trzeba po nie daleko wędrować, nie trzeba za nie słono płacić, nie trzeba o nie walczyć z innymi. Wystarczy otworzyć oczy i chłonąć je całym sobą. Bo proste życie ma sens…

czwartek, 16 marca 2023

wyznania pracoholika...


(Łk 11, 14-23)
Jezus wyrzucał złego ducha z człowieka, który był niemy. A gdy zły duch wyszedł, niemy zaczął mówić i tłumy były zdumione. Lecz niektórzy z nich rzekli: "Mocą Belzebuba, władcy złych duchów, wyrzuca złe duchy". Inni zaś, chcąc Go wystawić na próbę, domagali się od Niego znaku z nieba. On jednak, znając ich myśli, rzekł do nich: "Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali. Jeśli więc i Szatan z sobą jest skłócony, jakże się ostoi jego królestwo? Mówicie bowiem, że Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy. Lecz jeśli Ja mocą Belzebuba wyrzucam złe duchy, to czyją mocą wyrzucają je wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami. A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże. Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, to zabierze całą broń jego, na której polegał, i rozda jego łupy. Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, ten rozprasza".

 

Mili Moi…
Dania pozostała za mną… Bardzo ciekawe wrażenia. Nie było tłumów, ale przychodzili raczej ci, którzy wiedzieli po co. Mówiło się do nich znakomicie. Finalnie przyjąłem do MI niemal dziewięćdziesiąt osób. Matka Boża zatriumfowała więc w małym kawałeczku Danii. Nie mógłbym tam pewnie żyć. Ten kraj jest dla mnie chyba… zbyt powolny. Niemniej spotkałem szlachetnego księdza i ludzi, którzy próbują żyć wiarą w katolickiej diasporze wśród protestantów, którzy, jak twierdził mój gospodarz, ostatnio przegłosowali w swoim kościele, że aborcja nie tylko nie jest zła, ale znakomicie wpływa na organizm kobiety. Wniosek – chyba trzeba by ja zalecać… Absurd? A bo to jeden we współczesnym świecie. Czy to jeszcze chrześcijaństwo? Odpowiedzcie sobie sami…

Wracając do Polski przeżyłem moja małą chwile szczęśliwości, taki zwykły, ludzki wyrzut endorfin. Było to podczas przesiadki w Warszawie. Kupiłem papierowy kubek kawy i patrzyłam na zmierzających ku swoim celom podróży (a właściwie samolotom, dzięki którym mieli je osiągnąć) ludzi. Nie wiem dlaczego, ale to dla mnie chwila, która mogłaby się nie kończyć. Bardzo szczęśliwy moment tego dnia…

A gdy wróciłem do Polski, przespałem niemal dwa dni… Całe napięcie chyba puściło i wylazło ze mnie zmęczenie. Mimo, że w Danii właściwie miałem tylko jedno spotkanie dziennie, to jednak czułem zwyczajne napięcie związane z jak największym zaangażowaniem w głoszenie. A po powrocie… No ale nie bez przyczyny zatytułowałem ten wpis – wyznania pracoholika – bo takie dwa dni „nicnierobienia” budzą we mnie ogromne wyrzuty sumienia i swoistego „kaca moralnego”. Bo przecież jest tyle do zrobienia (zawsze mam jakieś zaległości, zawsze można pomyśleć o czymś z wyprzedzeniem). No kwalifikuje się to pewnie do jakiegoś leczenia, ale na razie kondycja się ustabilizowała – odespany, dziś funkcjonuje już całkiem dobrze. A od jutra biorę się za robotę. Tę zaległą.

W sobotę będę świadkiem bierzmowania. Z radością przyjmuję takie zaproszenia, bo to dla mnie jakiś podniosły moment – położyć rękę na ramieniu człowieka, który właśnie wchodzi w chrześcijańską dojrzałość. Tym przyjemniejsza to chwila, że wiem, iż ów młodzieniec, któremu będę za świadka służył, w istocie ku tej dojrzałości zmierza. A już w niedziele rozpoczynam kolejne rekolekcje wielkopostne. Na szczęście znowu w jednej z dzielnic Gdyni, jakieś dwadzieścia minut od domu, więc nie musze pakować walizki i prześpię się u siebie. A po ich zakończeniu gonię do Radia nagrać kilka kolejnych audycji, a co więcej – również kilka ostatnich odcinków rekolekcji internetowych – bo to jeszcze nie skończone dzieło. Sił więc potrzeba niemało…

A dziś na porannej medytacji usłyszałem interpretację tego Słowa, która bardzo mnie zatrzymała. Otóż dyskutanci Jezusa są niezdolni mówić dobrze, bo nie są zdolni widzieć dobra. Wiecznie narzekający, wciąż niezadowoleni, zawsze poprawiający innych. Postanowiłem więc dziś widzieć dobro – im więcej, tym lepiej. I nie macie pojęcia jaką walkę musiałem ze sobą toczyć, bo narzucało mi się przed oczy chyba wszelkie możliwe zło świata w połączeniu z moimi niełatwymi dziś emocjami. Ale zaowocowało to solidną dawką modlitwy zawierzenia i dziękczynienia Bogu za to dobro, które tak trudno czasem dostrzec, a którego przecież pełen jest świat. Widzieć i mówić o nim jak najwięcej. Oto Wielki Post…

czwartek, 9 marca 2023

odpoczynek


(Łk 16, 19-31)
Jezus powiedział do faryzeuszów: "Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień ucztował wystawnie. U bramy jego pałacu leżał żebrak pokryty wrzodami, imieniem Łazarz. Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza. A także psy przychodziły i lizały jego wrzody. Umarł żebrak i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany. Gdy cierpiąc męki w Otchłani, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: „Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i przyślij Łazarza, aby koniec swego palca umoczył w wodzie i ochłodził mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu”. Lecz Abraham odrzekł: „Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz w podobny sposób – niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. A ponadto między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd nie przedostają się do nas”. Tamten rzekł: „Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca. Mam bowiem pięciu braci: niech ich ostrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki”. Lecz Abraham odparł: „Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają!” „Nie, ojcze Abrahamie – odrzekł tamten – lecz gdyby ktoś z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą”. Odpowiedział mu: „Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby ktoś z umarłych powstał, nie uwierzą”.

 

Mili Moi…
Wczoraj Mszą o 20.00 zakończyłem rekolekcje w Chwaszczynie. Bardzo sympatyczne doświadczenie. Księża twierdzili, że przychodziło dużo ludzi. Ale może po prostu chcieli być mili… To, co jednak ucieszyło mnie najbardziej, to fakt, że dzieciaki nie wyeksploatowały mnie całkowicie. Kiedyś jakoś bardziej emocjonalnie przeżywałem te spotkania z nimi. Dziś oczywiście też, ale na tyle spokojnie, że nie padałem na łóżko codziennie z myślą – jak ja przeżyję kolejny dzień? Jedną z najprzyjemniejszych rzeczy związanych z rekolekcjami w Chwaszczynie była jednak… możliwość powrotu na noc do własnego klasztoru, z której skwapliwie korzystałem.

Teraz takiej możliwości nie mam… Wczoraj chwyciłem wieczorem walizkę, spakowałem kilka rzeczy i o 2.30 powstawszy, skierowałem się w kierunku lotniska, żeby po kilku godzinach wylądować w Billund, w Danii (z międzylądowaniem w Warszawie). A na lotnisku czekał już na mnie ksiądz Winek (Wieńczysław), który zabrał mnie do swojej parafii w Herning. W domu już czekał ktoś z problemem, więc pierwsze trzy godziny pobytu to dobra rozmowa i modlitwa wstawiennicza. A pod wieczór pierwsza msza i, uwaga!!! Trzydzieści pięć osób w kościele. Mój gospodarz zachwycony. Spodziewał się najwyżej ośmiu. Wcale nie żartuję. Ludzie żyją tu w sporym rozproszeniu. Dziś jedna rodzina przejechała niemal sto kilometrów, żeby być na Mszy. Bardzo to wszystko dla mnie ciekawe, choć głosowo wysiadłem dzięki samolotowym nawiewom i gada mi się bardzo trudno. Niemniej charakter misyjny tej posługi Winka mnie urzeka. Ten niemal sześćdziesięcioletni ksiądz ma w sobie dobrego ducha i jest całkowicie oddany swojej parafii. Wkrótce zacznie się rozbudowa kościoła. Drugi w innym miejscu, zakupiła im od baptystów diecezja. Ten rozwój trzeba podkreślać, bo zbyt chętnie mówimy o tym, że Kościół się w tylu miejscach zwija, zapominając jakby o innych miejscach, gzie jest wręcz odwrotnie. Oczywiście to nie wyłącznie polska parafia. Przychodzą Duńczycy, Wietnamczycy, Tamilowie. Jestem bardzo ciekaw dalszych wrażeń. Zostanę tu do poniedziałku i czuję, że będzie to czas odpoczynku.

Jak bardzo odpoczywać musiał Łazarz na łonie Abrahama. Z tym kojarzy mi się niebo. Z odpoczynkiem. Przeciwny stan to wieczny niepokój, zaaferowanie, lęk, niemożliwa do okazania i realizacji troska. Oto bogacz z przypowieści, którego imienia nawet nie poznajemy, tak, jakby każdy mógł się nim stać. Ale ta różnica w przyszłym losie jest niesłychanie znacząca. To znak, że w „Bożym zeszycie” wszystko jest zapisane. I choć brzmi to jak groźba, to chyba tak naprawdę może stanowić również obietnicę. Bo przecież Bóg nie zapomni nam żadnego, uczynionego przez nas dobra. Ono będzie nam towarzyszyło na sądzie. Ono będzie stanowić naszą obronę. Być może to właśnie ono, otulone Boża łaską, wprowadzi nas do odpoczynku. Oby tak się stało, kiedy przyjdzie nasza godzina…

niedziela, 5 marca 2023

43


(Mt 17, 1-9)
Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba oraz brata jego, Jana, i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto ukazali się im Mojżesz i Eliasz, rozmawiający z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: "Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza". Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: "To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!" Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: "Wstańcie, nie lękajcie się!» Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: «Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie".

 

Mili Moi…
Dziś mija czterdzieści trzy lata od początku mojej szkoły życia. Chyba jedne z najsmutniejszych urodzin. Jak wiecie, nigdy nie pałałem do tej uroczystości wielką sympatią. Ale dziś mocno zapracowany dzień i choć wiele życzeń spłynęło do mnie różnymi drogami, to właściwie nie było ani jednego człowieka, który na żywo podałby rękę i powiedział – miej się dobrze. Niby nic – po prostu kolejne oblicze kapłańskiej samotności, a jednak im człek starszy, tym dotkliwiej ją odczuwa. Niemniej wchodzę w nowy rok życia z wieloma pytaniami – ku czemu mój Pan mnie poprowadzi i co z tego wszystkiego wyniknie?

W czwartek nagraliśmy z przeuroczą Panią Moniką trzy filmiki na Triduum Paschalne dla TVP Gdańsk. Mam nadzieję, że ktoś na nie trafi i usłyszy kilka słów o tych cudownych dniach. To było przesympatyczne wydarzenie…

Jestem w Chwaszczynie. Dwadzieścia minut jazdy od domu. To daje mi komfort spania w swoim pokoiku. No i nie musiałem pakować walizki. Dziś sześć Mszy. A od jutra po siedem spotkań dziennie. Jeśli te rekolekcje nie skończą się zawałem, to może i kolejne jakoś przeżyję. Wydaje mi się, że te będą najintensywniejsze. Głosi się znakomicie. Nowy kościół ze wspaniałym nagłośnieniem. Jasny, piękny i skłaniający do modlitwy. Jednonawowy, więc wszystkich widzę, co ma tez duże znaczenie dla głosiciela. Tak czy owak, czeka mnie pracowity czas.

A chciałbym tak sobie siąść z Jezusem na górze i posłuchać. I popatrzeć. Po prostu z Nim pobyć. Nie wiem kiedy taką łaskę otrzymam. Może dopiero po śmierci. W każdym razie tęsknota narasta. Tabor mnie nęci. To miejsce wielkiej pociechy dla Apostołów, a ja jestem jej spragniony jak przysłowiowa kania dżdżu. Czuje się zmęczony. Ale staram się nie rozczulać nad sobą. Wszak to stan właściwy dla wszystkich, którzy starają się pracować i mnie on z pewnością nie wyróżnia spośród wielu. Ufam, że jeszcze dziś, w tych ostatnich godzinach dnia, Pan pozwoli mi się choć trochę ucieszyć. Tymczasem biegnę na jeszcze jedną Eucharystię… Trzymajcie się.

wtorek, 28 lutego 2023

Jego czy moja?


(Mt 6, 7-15)
Jezus powiedział do swoich uczniów: "Modląc się, nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. Nie bądźcie podobni do nich! Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, zanim jeszcze Go poprosicie. Wy zatem tak się módlcie: Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech się święci Twoje imię! Niech przyjdzie Twoje królestwo; niech Twoja wola się spełnia na ziemi, tak jak w niebie. Naszego chleba powszedniego daj nam dzisiaj; i przebacz nam nasze winy, tak jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili; i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego. Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, Ojciec wasz nie przebaczy wam także waszych przewinień".

 

Mili Moi…
Cudowne rekolekcje u Sióstr Misjonarek zakończyłem w piątek. To był dobry czas. Nabrałem tam sił na wielkopostne zmagania. Wyciszyłem się, pomodliłem na spokojnie. W sobotę zamieniłem walizkę i wyruszyłem na pierwsze rekolekcje wielkopostne do Ostródy. Tu, w parafii świętego o. Pio, próbuję opowiadać ludziom o wymaganiach Ewangelii. Oprócz dorosłych próbuje też przemawiać do dzieci, które skądinąd bardzo mile mnie zaskakują. Jednak mniejsze ośrodki mają to do siebie, że dzieciaki są po prostu grzeczniejsze, bardziej skore do współpracy. Tak czy owak, głosi się dobrze, ale już jutro kończymy, więc wracam do domu.

W czwartek nagrywam z przemiła panią Moniką krótkie filmy dla TVP Gdańsk na temat Triduum Paschalnego. Mam nadzieje, że pójdzie nam dość szybko, bo nie chciałbym całego dnia na to przeznaczać, tym bardziej, że trzeba przysiąść nieco nad Pierwszą Sobota, której mam przewodzić w naszej parafii w Gdyni. Cieszę się, bo nieczęsto mam ku temu okazję. Za to wieczorem rozpoczynam już rekolekcje w parafii świętych Judy i Tadeusza w Chwaszczynie. To chyba jeszcze Gdynia. Niemniej mam dwadzieścia minut jazdy do tego kościoła z domu, więc rzeczywiście zamierzam dojeżdżać. Przynajmniej prześpię się w swoim domu.

A dziś po raz kolejny usłyszałem „bądź wola Twoja”. Ten temat chodzi mi po głowie od kilku lat. Ja cały czas proszę Pana, żeby mi ją objawiał. Szukam jej i chcę ją pełnić. Mam rzecz jasna wzloty i upadki. Czasem mówię Mu – tylko to, co Ty wymyślisz. A czasem – niech Twoja wola zgadza się z moją, bo sądzę, że tu mam naprawdę rację.  Czasem wydaje mi się, że coś wiem, podczas gdy tak naprawdę nie wiem właściwie nic. Wierzę, że On się moim losem interesuje, wierze w Jego plan uszczęśliwienia mnie i wierzę, że on jest lepszy od wszystkiego, co sam mógłbym wymyślić. A jednak są takie sytuacje, w których nie wyobrażam sobie, że może być inaczej, niż ja to sobie wymyśliłem. A potem nagle musze sobie to wyobrazić. I okazuje się to całkiem możliwe. Trudny dla mnie temat, w którym doznaję sporego napięcia. Został jeszcze dobry rok kadencji, w której pełnie funkcję Asystenta do spraw MI. A za rok nowa wola… Tylko czyja? Jego czy moja?

poniedziałek, 20 lutego 2023

ujeżdżanie smoka to nie zabawa...


(Mk 9, 14-29)
Gdy Jezus z Piotrem, Jakubem i Janem zstąpił z góry i przyszedł do uczniów, ujrzał wielki tłum wokół nich i uczonych w Piśmie, którzy rozprawiali z nimi. Skoro Go zobaczyli, zaraz podziw ogarnął cały tłum i przybiegając, witali Go. On ich zapytał: "O czym rozprawiacie z nimi?" Jeden z tłumu odpowiedział Mu: "Nauczycielu, przyprowadziłem do Ciebie mojego syna, który ma ducha niemego. Ten, gdziekolwiek go pochwyci, rzuca nim, a on wtedy się pieni, zgrzyta zębami i drętwieje. Powiedziałem Twoim uczniom, żeby go wyrzucili, ale nie mogli". Odpowiadając im, Jezus rzekł: "O plemię niewierne, jak długo mam być z wami? Jak długo mam was znosić? Przyprowadźcie go do Mnie!" I przywiedli go do Niego. Na widok Jezusa duch zaraz począł miotać chłopcem, tak że upadł na ziemię i tarzał się z pianą na ustach. Jezus zapytał ojca: "Od jak dawna to mu się zdarza?" Ten zaś odrzekł: "Od dzieciństwa. I często wrzucał go nawet w ogień i w wodę, żeby go zgubić. Lecz jeśli coś możesz, zlituj się nad nami i pomóż nam". Jezus mu odrzekł: "Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy". Zaraz ojciec chłopca zawołał: "Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!" A Jezus, widząc, że tłum się zbiega, rozkazał surowo duchowi nieczystemu: "Duchu niemy i głuchy, rozkazuję ci, wyjdź z niego i więcej w niego nie wchodź!" A ten krzyknął i wyszedł, silnie nim miotając. Chłopiec zaś pozostawał jak martwy, tak że wielu mówiło: "On umarł". Lecz Jezus ujął go za rękę i podniósł, a on wstał. A gdy przyszedł do domu, uczniowie pytali Go na osobności: "Dlaczego my nie mogliśmy go wyrzucić?" Powiedział im: "Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą i postem".

 

Mili Moi…
Zakończyłem w piątek moją gnieźnieńską przygodę z Matką Boską Częstochowską. Miałem okazję przygotowywać już na Jej przybycie naszą parafię w Inowrocławiu i tam przeżywałem Jej nawiedzenie. Przygotowywałem podgnieźnieńskie parafie w Strzyżewie i Jankowie, choć tam nie mogłem zostać na czas nawiedzenia. Ale z tych trzech miejsc, gnieźnieńską wizytę Ikony Matki Bożej przeżyłem chyba najgłębiej. Miałem czas się pomodlić, sprawować Eucharystie w ważnych dla mnie intencjach. A kiedy żegnaliśmy obraz, wyprowadzając go z kościoła, czułem się jak na pogrzebie kogoś naprawdę mi bliskiego. Dużo smutku i tęsknoty za tym wzrokiem, w którym choć przez chwile mogłem zatopić samego siebie.

W sobotni poranek wsiadłem w auto i dotarłem do Poznania. Nie mogłem sobie oczywiście odmówić… spaceru na lotnisko. Wiało mocno, ale był to bardzo przyjemny spacer. Wróciwszy do miasta, przemieściłem się do Moraska, tuż pod Poznaniem, gdzie od soboty głoszę rekolekcje Siostrom Misjonarkom Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej. Uczestniczek jest trzydzieści dziewięć, a dziś już lista zapisów na spowiedź jest całkiem pokaźna, więc robię to, co najbardziej kocham. Głoszę i jednam ludzi z Bogiem, a do tego jakieś małe elementy kierownictwa duchowego. Czego chcieć więcej? Dodatkowo cudowna okolica… Wielki teren wokół domu sióstr, sad, dużo zieleni. To oczywiście jeszcze nie ma aż takiego znaczenia, bo wciąż zima. Ale w tym roku mam tu zaplanowane jeszcze trzy pobyty w znacznie korzystniejszych porach roku, co już bardzo mnie cieszy.

W piątek rekolekcje kończymy, ale nie znaczy to, że od razu pojadę do domu. Przybędzie ekipa i całe popołudnie nagrań możliwie wielu odcinków naszych internetowych rekolekcji wielkopostnych. Nie wiem czy zdołamy wszystko zamknąć w tym spotkaniu. Jeśli nie, to… już nie wiem kiedy. Gęsto bowiem się robi w Wielkim Poście okrutnie. Choć przyznać trzeba, że niesie on ze sobą pewien schemat – praca intensywna od niedzieli do środy, a potem dwa dni odpoczynku. Choć to też pojęcie względne, bo często trzeba coś nadrobić, albo reagować na bieżące potrzeby. No ale jest jakoś przewidywalnie. Co do ciekawych wyzwań… Niedawno zadzwoniła Pani Monika z TVP Gdańsk z propozycją nagrania krótkich filmików na temat Triduum Paschalnego. Mają one mieć wymiar ewangelizacyjny, a nie tylko techniczno - informacyjny, więc chętnie się zgodziłem. Nie ma nudy…

A w Słowie dziś walka duchowa, modlitwa i post. Może gdybyśmy lepiej znali przeciwnika, to chętniej sięgalibyśmy po narzędzia, które są dla niego naprawdę groźne. Myślę sobie, że nie musi się on przejmować tymi, którzy po prostu w locie odmawiają pacierze, traktując to jako pewien element poranka i wieczora, oby jak najkrótszy. Nie są też chyba dla niego szczególnie groźni ci, którzy post traktują wyłącznie jako okazję do zajmowania się sobą – choćby do ćwiczenia siły własnej woli. Albo ci, którzy swój post ograniczają do rezygnacji z tego co bardzo lubią na rzecz tego, co lubią odrobinę mniej. Może nie będę słodził herbaty albo zamiast bułki zjem kawałek chleba. Nie wpływa to w istotny sposób na komfort ich życia, a już chyba w żaden sposób nie staje się pomocą w walce duchowej. Jeśli wiemy kim jest demon, to traktujemy go poważnie i sami zachowujemy się poważnie. Jeśli natomiast słabo zdajemy sobie z tego sprawę, to bawimy się w praktykowanie takich drobiazgów, których jedynym zadaniem jest uśpić naszą czujność – bo przecież jednak coś tam robię…

poniedziałek, 13 lutego 2023

Post Wielki...


(Mk 8, 11-13)
Faryzeusze zaczęli rozprawiać z Jezusem, a chcąc wystawić Go na próbę, domagali się od Niego znaku. On zaś westchnął w głębi duszy i rzekł: "Czemu to plemię domaga się znaku? Zaprawdę, powiadam wam: żaden znak nie będzie dany temu plemieniu". A zostawiwszy ich, wsiadł z powrotem do łodzi i odpłynął na drugą stronę.

 

Mili Moi…
Już dawno się tak nie zaniedbałem, jeśli chodzi o mojego bloga. Wybaczcie, ale luty okazał się dla mnie niesamowicie trudnym miesiącem. Wziąłem sobie na głowę chyba nieco za dużo. Wciąż mi się wydaje, że udźwignę wszystko, a okazuje się, że siły nie są już takie jak dawniej. Wydarzeń mnóstwo i właściwie następujące po sobie bez żadnych przerw. Wpadałem do domu, wymieniałem walizkę na większą, albo mniejszą, w zależności od potrzeby i gnałem w kolejne miejsce. Po misjach Maryjnych pod Gnieznem, wygłosiłem kolejne Maryjne rekolekcje w Darłowie, po nich wyskoczyłem na kilka dni do Niemiec, głosić braciom Chrystusowcom, wróciwszy, natychmiast udałem się do Radia Niepokalanów, nagrać kolejne audycje, a od niedzieli głoszę rekolekcje maryjne w naszej, franciszkańskiej parafii w Gnieźnie, próbując i ją przygotować na przybycie kopii Jasnogórskiej ikony. Kończymy w najbliższy piątek, a już w sobotę rozpoczynam rekolekcje dla sióstr Misjonarek dla Polonii Zagranicznej w Morasku, koło Poznania. No i jeszcze internetowe rekolekcje wielkopostne, które zaczynamy nagrywać pojutrze i też pewnie ze trzy dni nam z tym zejdzie, a to dość ciężka praca. Na pierwszy rzut oka być może nie wygląda to dramatycznie, ale pomiędzy jest całe mnóstwo drobiazgów, o których nie pisze, bo przecież to nie kronika. A oprócz tego, przecież kiedyś trzeba te rekolekcje obmyślać, omadlać, spisać – po prostu przygotować. Ostatnie dni zatem to pobudka o trzeciej nad ranem i praca… A potem chwytanie godzin w ciągu dnia i pilnowanie, żeby nie zasnąć w fotelu. I nadal mam jakieś zaległości. Powtarzam więc dobie – oby dożyć do początku Wielkiego Postu. Tam pracy wcale nie będzie dużo mniej. Ale odbywać się ona będzie w przewidywalnym rytmie, treści są gotowe, więc paradoksalnie… w Wielkim Poście nieco odpocznę.

Myślicie już o tym jak przeżyć ten święty czas przygotowania do Świąt Paschalnych? Ja nieustannie… Zbieram się do jakiegoś poważniejszego postu żywieniowego. Kiedyś byłem w stanie. Dziś widzę w tym swoją wielką słabość. Ale może, z pomocą łaski Bożej, uda mi się wejść w jakieś wyrzeczenie. Tak bardzo chciałbym towarzyszyć mojemu Panu w Jego zmaganiu, w Jego dźwiganiu krzyża! Mój sposób życia mi w tym nie pomaga. Jak już wspominałem, moja obecność w różnych miejscach zwykle wiąże się z „dużym jedzeniem”. Bo albo mnie ktoś tak wiat, albo mnie żegna, albo mi dziękuje. I w ewentualnym poście nawet nie chodzi o to, że musiałbym się powstrzymać, musiałbym okazać silną wolę – choć to wcale nie mały problem. Ale to dodatkowo duże napięcie, bo rozczarowanie gospodarzy czasem jest dla mnie bardzo obciążające. Nie pomagają tłumaczenia. Polska gościnność nie przewiduje odpowiedzi – nie, dziękuję… Proszę więc Pana, żeby wskazał mi właściwe rozwiązanie i sposób, który zaboli mnie, a mniej moich wielkopostnych gospodarzy.

A dziś zatrzymuje mnie to westchnienie Jezusa… Co w nim widzę (słyszę)? Zawód, rozczarowanie, smutek? Tyle już objawił, tak bardzo dał się poznać, dopuścił wszystkich zainteresowanych do nadzwyczajnej bliskości. I wciąż są tacy, dla których to za mało. Czy jednak zmieni się coś w nich, jeśli da im więcej? Czy jest jakaś granica, ku której zmierzają i uczciwie powiedzą wreszcie – dość, to nam już wystarczy? Czy chodzi raczej o swoiste „przeciąganie liny”, które w nieskończoność będzie odwlekało decyzję. Bo decyzja rodzi zobowiązania, a tych, zdaje się, zainteresowani chcą uniknąć. Rozeznają więc i domagają się ustawicznie większej ilości danych, twierdząc, że te dostępne są zbyt skąpe i niemożliwym jest na ich podstawie opowiedzenie się za Jezusem…

Opowiadając wczoraj o scenie Zwiastowania, zwróciłem uwagę słuchaczy na to, że Maryja miała raczej dość skąpe dane o tym, co ją czeka w związku z decyzja, której od Niej oczekiwał anioł. A jednak nie domaga się „znaków”, nie wpływa na przebieg wydarzenia swoimi dociekaniami i domysłami, nie rozeznaje w nieskończoność. Podejmuje decyzję, która również rodzi westchnienie. To westchnienie ulgi całego stworzenia. Być może również westchnienie uszczęśliwionego Boga, którego stworzenie nie zawiodło; Boga, który zaufał człowiekowi. Faryzeuszy już na to zaufanie nie stać. A nas???