piątek, 27 października 2023

z małego strumyka...


(Łk 12, 54-59)
Jezus mówił do tłumów: "Gdy ujrzycie chmurę podnoszącą się na zachodzie, zaraz mówicie: „Deszcz idzie”. I tak bywa. A gdy wiatr wieje z południa, powiadacie: „Będzie upał”. I bywa. Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże obecnego czasu nie rozpoznajecie? I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne? Gdy idziesz do urzędu ze swym przeciwnikiem, staraj się w drodze dojść z nim do zgody, by cię nie pociągnął do sędziego; a sędzia przekazałby cię dozorcy, dozorca zaś wtrąciłby cię do więzienia. Powiadam ci, nie wyjdziesz stamtąd, póki nie oddasz ostatniego pieniążka".

 

Mili Moi…
Cudowna nowina! Jesteśmy w stanie tak wiele rozpoznawać sami z siebie. Innymi słowy, wyposażył nas Bóg w narzędzia, które pozwalają nam odczytywać rzeczywistość w prawdzie, a co ważniejsze, rozumieć Jego wskazówki i poddawać się Jego prowadzeniu. Teraz tylko te narzędzia w sobie odnaleźć i uruchomić. A to trudne, bo dawno uznaliśmy je za niepotrzebny przeżytek. Cisza i namysł zostały wyparte przez telewizor i internet – ktoś pomyśli za nas, ktoś zbuduje nam fikcyjne światy. Dobrą lekturę, inspirujące słowo zastąpiliśmy czymkolwiek, co ma w tytule „duchowy”, często słuchając czy czytając rzeczy, które raczej zaciemniają ogląd rzeczywistości, człowiekowi przyznając siły i moce, których nigdy nie będzie posiadał. Dzień skupienia i rekolekcje – na to przecież nie ma czasu – może raczej grill i kabaretowy maraton na ekranie.

Oczywiście przejaskrawiam i wcale nie chcę być złośliwy. Raczej uświadamiam dziś sam sobie, że my wszystko mamy i niczego nowego nie musimy wymyślać. Obyśmy tylko chcieli korzystać z istniejących narzędzi, a szybko przekonalibyśmy się o ich skuteczności w codziennym rozeznawaniu woli Bożej. On nie chce jej przed nami ukryć, wręcz przeciwnie, On jest właśnie tym, który najbardziej chce ją nam dać poznać. Ale przypomnijcie sobie młodego Samuela w świątyni… To trochę jak posiadanie radia, które nie gwarantuje, że człowiek cokolwiek przez nie usłyszy. Musi się nauczyć je obsługiwać. Z życiem duchowym jest podobnie. Trzeba się nauczyć praw nim rządzących, a jak „kliknie”, to nagle wiele rzeczy się rozjaśnia…

Wczoraj w Gdańsku przeżyłem Regionalny Dzień Formacji. To takie nasze, franciszkańskie spotkanie w regionach, które ma służyć formacji permanentnej, czyli stałej, do której każdy z nas jest w swoim życiu zobowiązany. Wczoraj prowadził nas w tym dniu o. Andrzej z Krakowa, który na tle Przemówienia Benedykta XVI do franciszkanów z 2009 roku snuł nam opowieść o Franciszku i jego pogłębionym spojrzeniu na Kościół i świat. Mówił nam o kontemplacji, czyli nie zatrzymywaniu wzroku na tym, co widzialne, przekraczaniu zewnętrznej powłoki, docieraniu do istoty rzeczy. Mówił o poddaniu się Kościołowi i oczekiwaniom, które dziś wobec naszego Zakonu ma, o prostocie i radości. Ale przede wszystkim o pięknie Boga, którym Franciszek potrafił się zachwycić.

Przyznam szczerze, że chłonąłem jak gąbka. Zobaczyłem po raz kolejny jak bardzo jestem spragniony słuchania o naszej duchowości, jak głodny jestem powrotu do początku, do moich osobistych zachwytów Franciszkiem i jego drogą. Szerzej, zobaczyłem znów, że moja wiara rodzi się i umacnia również dzięki słuchaniu. Tak mało mam okazji, że cenie je sobie ogromnie, kiedy już się pojawią. Dwie nauki, a ja przy każdej miałem pragnienie, żeby się nie kończyły, żeby trwały jeszcze. Odkrywam takie chwile jako wielce życiodajne…

A samo przemówienie papieża Benedykta zamierzam rozważyć na swoim osobistym dniu skupienia, który zaplanowałem za tydzień na Jasnej Górze. Będę w drodze na rekolekcje do sióstr w Ząbkowicach Śląskich, więc spędzę dzionek w Domu Matki… Gdybyście chcieli je przeczytać, to można to zrobić tu -

wtorek, 24 października 2023

chwila relaksu...


(Łk 12, 35-38)
Jezus powiedział do swoich uczniów: "Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. A wy podobni do ludzi oczekujących powrotu swego pana z uczty weselnej, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie".

 

Mili Moi…
Każdy z nas miał pewnie takich nauczycieli, którzy wobec pewnych prawd przez siebie nauczanych, powtarzali nam – to, nawet gdyby wybudzili cię w nocy, musisz natychmiast wyrecytować z pamięci. Dziś Jezus zdaje się sugerować coś podobnego. Oczywistym przecież jest, że spać i odpoczywać trzeba. Nikt z nas nie zdoła bez tego żyć. A jednak – czy o drugiej czy o trzeciej straży – a zatem w najgłębszej nocy, gdyby nadchodzący Pan nas przebudził, winniśmy być gotowi by drzwi Mu otworzyć. Oznacza to sen „jak zając pod miedzą” – czyli stan czuwania, który rzecz jasna oznacza coś więcej niż spać czy nie spać w nocy. Żyć trzeba tak, żeby zachować czujność, żeby nie dać się zwieść, uśpić, zneutralizować. Najbardziej niebezpieczna jest chyba senność tych, wśród których żyję. Dlatego warto otaczać się przebudzonymi, świadomymi, gotowymi na przyjście Pana chrześcijanami. Bo oni stanowią nieocenioną pomoc we własnym czuwaniu, w narzucaniu sobie dyscypliny duchowej, w sytuacjach opadania z sił.

Tymczasem ja zakończyłem w niedzielę weekend rekolekcyjny w Domu Pojednania i Spotkań św. Maksymiliana w Gdańsku. Bardzo ciekawy czas. Dotarło zaledwie dziewięciu uczestników, więc rekolekcje były niezwykle kameralne, ale większość słuchaczy wiedziała czego się spodziewać, ponieważ słuchali mnie już wcześniej w ramach rekolekcji internetowych. Udało nam się chyba zbudować dobrą grupę na ten weekendowy czas, choć dla mnie była to dodatkowa trudność. Zawsze do mniejszego grona mówi się znacznie trudniej niż do większych audytoriów.

Ten tydzień nazwałbym „wypoczynkowym”. Dziś bezkarnie poczytałem książkę, poszedłem na kije, odprawiłem godzinną adoracje niczym nie popędzany. Rzadkie chwile, ale bardzo mi potrzebne. Dzięki nim odzyskuję nie tylko siły fizyczne i duchowe, ale również łapię na nowo azymut i ukierunkowuję się na to, co naprawdę ważne. Dziś szczególnie owocnie na adoracji. Usłyszałem, że to, co robię ma znaczenie i doznałem dużego uspokojenia. Jeśli bowiem sądzicie, że nie towarzyszą mi żadne wątpliwości, to jesteście w błędzie. Duch zwątpienia nie omija i mnie. I czasem zastanawiam się jaki sens ma to moje wałęsanie się po świecie ze Słowem. Jak to dobrze więc, że Pan czasem przychodzi z takim wewnętrznym potwierdzeniem i umocnieniem.

piątek, 20 października 2023

udawanie...


(Łk 12, 1-7)
Kiedy ogromne tłumy zebrały się koło Jezusa, tak że jedni cisnęli się na drugich, zaczął mówić najpierw do swoich uczniów: «"trzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a co w izbie szeptaliście do ucha, głoszone będzie na dachach. A mówię wam, przyjaciołom moim: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic już więcej uczynić nie mogą. Pokażę wam, kogo się macie obawiać: bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie! Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli".

 

 

Mili Moi…
Jeśli hipokryzja to udawanie, życie podrobione, to w istocie chrześcijaństwo musi mieć wielką wartość. Podrabia się bowiem tylko rzecz naprawdę cenne. Ale też, powiedzmy sobie szczerze, czy może rzeczywiście cieszyć podrobiony obraz wiszący na ścianie, o którym wiemy, że tylko udaje oryginał? Radość, którą budzi, może być zaledwie bladym odblaskiem tego, co rodziłoby w sercu prawdziwe dzieło.

No ale prawdziwe dzieła kosztują. W świecie sztuki, rzecz jasna, nie każdego będzie na nie stać. W perspektywie bezcennego daru wiary, każdy może po niego wyciągnąć rękę i każdy może otrzymać wiele, choć nie bez wysiłku i osobistego zaangażowania. Dlaczego zatem, mając dostęp do „oryginału” tak wielu przeraża ów wysiłek, że zadowalają się marną „podróbą”, próbując przekonać świat o jej nadzwyczajnej wartości? To jest pytanie, na które odpowiedzi nie pomieści jedna księga. A i całej biblioteki byłoby mało.

A rzecz wydaje się całkiem prosta. Jeśli chcesz prawdziwej wiary, prawdziwie się w nią zaangażuj – z całą swoją przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Zrozum, że twoje życie ma głęboki sens, że jakość wieczności zależy od twojego rozwoju tu i teraz, niczym jakość życia ziemskiego od rozwoju płodowego. Na tamten nie miałeś wpływu, ale na ten masz. Nie opieraj się na stwierdzeniu – jakoś to będzie, bo ani Boga ani siebie nie traktujesz poważnie. Żyj i dostrzeż w tym zadanie, któremu musisz sprostać. A włosy na twojej głowie są policzone – czyli twój Bóg wie o wszystkim i wszystko jest mu drogie. Jesteś cenny w Jego oczach…

Ja, wczoraj, późnym popołudniem, dotarłem do Gdańska. W samolocie dostałem przedziwnego ataku alergii, który sprawił, że nie mogłem przestać kichać. Z pewnym rozbawieniem patrzyłem na ludzi wokół którzy dyskretnie próbowali się ode mnie odsuwać, o ile to w samolocie jest w ogóle możliwe. Chciałem im powiedzieć – hej, przecież lecimy już godzinę i nawet nie kichnąłem, czy to was nie zastanawia? Zacząłem kichać przed chwilą – może to jakaś wskazówka. Ale jakoś dotrwaliśmy do końca podróży, choć z zatkanym nosem zmagałem się do wieczora.

Niemniej z 19 stopni w Dortmundzie, przeskoczyłem w 5 stopni w Gdańsku. Zimno. I taki ma być cały weekend. Ale nie ma to dla mnie większego znaczenia, bo plany mam raczej domowe. To znaczy już dziś wieczorem rozpoczynam rekolekcje w naszym, franciszkańskim domu rekolekcyjnym w Gdańsku. Będą dość intensywne, więc czasu na spacery z pewnością nie będzie. Zgłosiło się niewiele, bo czternaście osób. Będzie więc kameralnie i, mam nadzieję, owocnie. Właśnie siadam do ostatnich szlifów.

wtorek, 17 października 2023

delikatnie...


(Łk 11, 37-41)
Pewien faryzeusz zaprosił Jezusa do siebie na obiad. Poszedł więc i zajął miejsce za stołem. Lecz faryzeusz, widząc to, wyraził zdziwienie, że nie obmył wpierw rąk przed posiłkiem. Na to rzekł Pan do niego: "Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości. Nierozumni! Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza? Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste".

 

Mili Moi…
Słowo Boże opisuje postawy – jest dla wszystkich – nie jest branżowe. Innymi słowy nie czytamy Ewangelii we fragmentach skierowanych do księży, do piekarzy, do rolników czy hutników. Stąd też czystość i nieczystość serca dotyczy każdego z nas. Z niego przecież, w myśl słów Jezusa, pochodzą wszelkie nieprawości. Jest jedno lekarstwo na oczyszczenie – podobnie jak z wrzodem, w którym kumuluje się szkodliwa substancja – otworzyć. Dać na jałmużnę to znaczy dać dostęp, pozwolić innym zaczerpnąć, potraktować z szacunkiem przychodzących, dzielić się sobą, a nie „okradać ich” poprzez sądy i opinie.

Faryzeusz zdziwił się, bo dopuszczał tylko jeden sposób działania – ten, któremu sam był wierny. Inne nie mogły być dobre. Tymczasem okazuje się, że takie postawienie sprawy zaciska w egocentryzmie i nie pozwala z otwartością spojrzeć na drugiego – nawet na tego, którego chcę mieć blisko, wszak sam zaprosiłem go do stołu.

Osobiście zobaczyłem w tym Słowie wyzwanie dla mojej kapłańskiej delikatności, życzliwości, łagodności. Takich najprostszych przejawów człowieczeństwa, z którymi ludzie mają styczność najpierw, jeszcze zanim zacznę im głosić Ewangelię. Wielokrotnie obserwując nasz kapłański świat, z niedowierzaniem pytałem sam siebie – czy to możliwe, że ten człowiek ukończył wyższe studia, co powinno sugerować jakiś poziom kultury osobistej? Czy to możliwe, że jako duchowni należeliśmy kiedyś do elity narodu? Czasem tak trudno w to uwierzyć. Ale mniej o sądy idzie, ile raczej o przestrogę dla samego siebie. Tak łatwo stracić człowieka, odstraszyć go, swoim niedelikatnym czy nieżyczliwym zachowaniem. A tak trudno go potem odzyskać. Tej ewangelicznej czujności potrzeba zwłaszcza tym „rozpędzonym”, czyli również mnie…

I tak oto trwa moja niemiecka przygoda. Przyznam szczerze, że w niedzielę doznałem swoistego wstrząsu. Mianowicie zaplanowaliśmy ten dzień wraz z proboszczem polskiej misji w Aachen jako niedzielę maryjną połączoną z możliwością zawierzenia swojego życia Maryi w duchu Rycerstwa Niepokalanej. Oczywiście podróż samolotem sprawiła, że materiały wysłałem dużo wcześniej i oceniłem ich liczbę na sto pięćdziesiąt. Pomyślałem sobie, że owszem, sporo ludzi przychodzi, ale wzięci z tak wielkiego zaskoczenia, mogą nie być specjalnie chętni, żeby włączać się w jakiś ruch. Jakże się myliłem! Zainteresowanie było tak wielkie, że… muszę dosłać kolejny pakiet stu pięćdziesięciu zestawów materiałów dla tych, dla których nie wystarczyło. Matka Boża zaskakuje mnie nieustannie i coraz mocniej.

Do głosowania w wyborach podchodziliśmy dwukrotnie… Pierwsza wizyta w komisji miała miejsce lekkim popołudniem. Było tak wiele osób, że zanosiło się na niemal trzy godziny stania. A przed nami jeszcze jedna Msza. Przybyliśmy więc jeszcze raz, wieczorem i skończyło się na półtoragodzinnym wyczekiwaniu. Widok, przyznam szczerze, był niezwykle imponujący. Ze smutkiem jednak stwierdzam, że dominował jeden zapach – nieprzetrawionego alkoholu. Trochę szkoda…

A od wczoraj głoszę krótkie rekolekcje dla Księży Chrystusowców. To trudne zadanie i muszę wyznać, że głoszenie dla księży zwykle nie sprawia mi przyjemności. Z jednej przyczyny – zainteresowanie wśród słuchaczy jest raczej mizerne. To z jednej strony zdumiewające, bo przecież nasza wiara również rodzi się ze słuchania i każda okazja powinna być przyjmowana przez nas z dużą wdzięcznością. Tym bardziej, że sami głosimy dużo i jesteśmy tej możliwości słuchania często pozbawieni. I może to jest wytłumaczenie – ekspert nie widzi potrzeby poszerzania swoich kompetencji. Trochę to naiwne, bo właśnie ich poszerzanie można nazwać drogą ekspercką, ale… Cóż – moją rolą jest stworzyć możliwość i zrobić to, co mam do zrobienia jak najlepiej. Od słuchaczy zależy reszta… Ja jestem wniebowzięty, kiedy ktoś pozwala mi słuchać, a stanowczo za rzadko mam okazję…

sobota, 14 października 2023

a co z tymi na północy?


(Łk 11, 27-28)
Gdy Jezus mówił do tłumów, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: "Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś". Lecz On rzekł: "Owszem, ale również błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je".

 

Mili Moi…
Wczoraj dotarłem do Niemiec. Interesującym transferem, bo odebrał mnie ksiądz Andrzej z lotniska w Dortmundzie, zawiózł do swojej parafii w Bochum, ugościł, a po kilku godzinach podrzucił na lotnisko w Dusseldorfie, gdzie lądował mój docelowy gospodarz, ksiądz Sebastian. A z nim już autem dotarliśmy do Aachen. Na lotnisku w Gdańsku miałem spotkanie, które, zastanawiam się do dziś, mogło być spotkaniem proroczym. Otóż podszedł do mnie młody Polak i stwierdził raczej niż zapytał – mam nadzieję, że ksiądz leci na północ. Ja na to, że raczej na zachód. A on, że bardzo szkoda, bo tam gdzie pracuje, księży polskich brak, a do kościoła bardzo daleko – pozostaje internet. Zgadłem, że to Norwegia. Pogawędziliśmy chwilę i każdy udał się w swoją stronę, ale ta jego nuta żalu jest ze mną do dziś. A ja wciąż pytam Pana, gdzie, według Niego, jest moje miejsce…

Dziś to szczególnie ważne pytanie do mnie wraca, bo ta spontaniczna i głęboko poruszona nauczaniem Jezusa kobieta wypowiada to niezwykłe błogosławieństwo wobec Jego Matki. Słowa te stały się przedmiotem długotrwałej dyskusji – czy Jezus sprzeciwia się jakiejkolwiek czci swojej Matki. Dziś egzegeci są pewni, że nie można tych słów interpretować w ten sposób. Są one potwierdzeniem wypowiedzi anonimowej kobiety z tłumu ze swoistym rozszerzeniem i wskazaniem na to, co stanowi prawdziwe i ostateczne źródło błogosławionej szczęśliwości nie tylko dla Maryi, ale dla każdego Jezusowego ucznia.

Słuchać i wypełniać, zachowywać. Brzmi niesłychanie prosto, ale kiedy dochodzimy do konkretów stawiając sobie proste pytanie – w jaki sposób Słowo Boże wypełniłem dziś? – nagle robi się jakoś mgliście i niejasno. A temu mógłby służyć przecież wieczorny rachunek sumienia. Jeśli rano czytam Słowo i ono daje mi konkretne wskazanie na cały dzień, a tak przecież je powinienem czytać – wydobywając przesłanie Jezusa na moje życie, to wieczorem winienem się wobec Boga i siebie samego z tego rozliczyć. Zapytać się siebie – czy i w jaki sposób zrealizowałem zaproszenie Jezusa? W takim kluczu działając, Słowo nagle staje się niezwykle żywe i rodzi w nas przestrzeń dialogu, który jest już nie tylko słuchaniem, ale słuchaniem z odpowiedzią, z konkretnym wprowadzaniem Slowa w czyn.

Im dłużej o tym myślę i piszę, tym prostsze mi się to wydaje. I tym boleśniej dociera do mnie, że nie realizuję tego w takim zakresie, jak mógłbym, a przede wszystkim, jakbym chciał. Wciąż tyle do poprawy. Obym zdążył jak najwięcej zdziałać przed tym ostatecznym spotkaniem z Miłością, tym twarzą w twarz. Słowo pozwala mi już dziś kosztować słodyczy Pana… Jemu za to chwała! 

czwartek, 12 października 2023

milczący?


(Łk 11, 5-13)
Jezus powiedział do swoich uczniów: "Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: „Przyjacielu, użycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przybył do mnie z drogi, a nie mam co mu podać”. Lecz tamten odpowie z wewnątrz: „Nie naprzykrzaj mi się. Drzwi są już zamknięte i moje dzieci leżą ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie”. Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje. I ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajdzie, a kołaczącemu otworzą. Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą".

 

Mili Moi...
A kiedy człowiek traci wiarę w dobroć Boga, a nade wszystko w to, że jest przez Niego słyszany? Nawet nie chodzi o wysłuchane czy niewysłuchane modlitwy. Bywa, że człek ma wrażenie milczenia Najwyższego – jakaś nicość i pustka. Może się tak zdarzyć i zdarza się… Podkreślmy, że to subiektywne odczucie, bo o obiektywnych faktach mówi nam dzisiejsze Słowo. Może więc trzeba je czytać ciągle i wciąż, na nowo i jeszcze raz. Czy po to, żeby zaklinać rzeczywistość? A może po to, żeby sobie przypominać o tym, jaki On naprawdę jest…

We wtorek i środę radiowa przygoda. Jak zawsze wycieczka do Warszawy i nowy, papierowy nabytek pod tytułem – Doskonałość mnicha w pismach Doroteusza z Gazy. Dziś już pierwsze kilkadziesiąt stron za mną… Doroteusz uczy swoich mnichów wierzyć w Boga dobrego, który nawet jeśli czyni wobec nas coś nieprzyjemnego czy niezrozumiałego, to zawsze widząc w tym nasze większe dobra. Dobroć Boga jest absolutnym fundamentem i jest niezaprzeczalna. Na tym trzeba budować. Bez tego trudno.

A On dziś obiecuje wysłuchanie każdej naszej modlitwy nie poprzez udzielenie nam tego, o co prosimy, bo nie zawsze wiemy o co prosić. Ale odpowie nam poprzez udzielenie samego siebie. Każda modlitwa to zbliżenie się do Niego, to zacieśnienie relacji, to zanurzenie w Bogu. Wschód powiedziałby „przebóstwienie”. Zachód powie „dotknięcie łaski”. Nawet więc jeśli milczy, to nie zniknął. Wiernie trwa ten, który nie może przestać być dobry.

Wszystko w biegu… Dziś niby dzień przerwy po dwóch dniach w Niepokalanowie. Ale to i lekarz, i dyżur w konfesjonale, i jakieś zakupy, a wieczorem nasza klasztorna kapituła, czyli spotkanie wszystkich braci w naszych, codziennych sprawach – planowanie, regulowanie, wolne wnioski, chwila wspólnej modlitwy. A nadto przygotowani do jutrzejszego wylotu do Niemiec. Tym razem lotnisko w Dortmundzie. Potem wycieczka do Aachen, gdzie w niedzielę zaproszę w Kościele do zawierzenia się Maryi w duchu MI, a później tam właśnie oddam głos w wyborach. A od poniedziałku krótkie rekolekcje dla księży Chrystusowców. Dłuższe niż zwyczajowy dzień skupienia, bo potrwają do środy. W czwartek do domu, a od piątku rekolekcje weekendowe w Gdańsku, które właśnie się tworzą w konkrecie, choć idea od dawna w mojej głowie. Czyli jak zwykle – nie ma nudy…

niedziela, 8 października 2023

ja i moja winnica...


(Mt 21, 33-43)
Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: "Posłuchajcie innej przypowieści. Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznie, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy, zobaczywszy syna, mówili do siebie: "To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo". Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami?" Rzekli Mu: "Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze". Jezus im rzekł: "Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: "Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach". Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce".

 

Mili Moi…
Pomyślałem dziś mocno o dwóch rzeczach wynikających z tego Słowa. Po pierwsze o nadprzyrodzonym spojrzeniu na życie i otaczający nas świat. Jeśli nie zdołamy się na nie zdobyć, to znaczy – jeśli nie dostrzeżemy, że jesteśmy uczestnikami tej wielkiej historii zbawienia, którą Bóg nieustannie czyni w tym świecie, to nasze życie będzie bardzo ograniczone. Stanie się ono wyłącznie drogą zdobywania, zazdrosnego trzymania tego, co się zdobyło i poszukiwania nowych trofeów do zdobycia. Na jakimś etapie stanie się to strasznie nudne i wówczas przychodzi nieprzyjaciel oferując swoje rozrywki, które często i szybko prowadzą do destrukcji. Pragnienie posiadania bywa niesłychanie żarłoczne w nas… Natknąłem się dziś po raz kolejny na znaną opowiastkę, jak to pewien zazdrośnik, już niezmiernie bogaty, chciał posiadać jeszcze więcej ziemi. Dostał ofertę od kogoś bogatszego, że posiądzie taki obszar ziemi, jaki zdoła obejść w ciągu dnia. Przystał na to ochoczo i szedł. Jego zachłanność jednak sprawiła, że kiedy dotarł późna nocą do czekającej na niego żony, padł martwy tuż przed domem, bo organizm nie zniósł takiego wysiłku. I wówczas człowiek ów przekonał się, że wystarczy mu ostatecznie tyle ziemi, ile potrzeba na pogrzebanie jego ciała.

Wokół nas dzieją się rzeczy ważniejsze niż te związane z „mieć, posiadać, doświadczać, przeżywać”. Gdyby tylko udało nam się podnieść wzrok znad własnej miski… Ale tu wkracza na scenę druga myśl – pokora i uznanie prawdy. Stworzenie i Stwórca różnią się nieskończenie. Człowiek nie może konkurować z Bogiem. Wiemy o tym bardzo dobrze, ale przecież On nie reaguje, a przynajmniej nie prędko, więc może warto spróbować żyć tak, jakby Go nie było, a wszystko wokół jakby było naszą własnością. Ja i moja winnica - brzmi nieźle, nawet jeśli nie ma nic wspólnego z prawdą. A prawda jest taka, że Bóg jest nie tylko stróżem prawdy, ale również jej źródłem. Ani siłowanie się z Nim, ani lekceważenie Go nie ma większego sensu, a jednak nie brakuje takich, którzy wybierają tę drogę, oskarżając Go o skąpstwo, choć jest On w istocie nieskończenie hojny.

Mój wzrok często grzęźnie w doczesności. Zajmuję się wieloma sprawami, pośród których moje własne „ja” jest chyba dominujące. Analiza tego, co myślę, co czuję, zabiera mi czas na kontemplację świata i Bożego planu, w którym mam swój udział. Tyle okazji do służby wokół, tak wiele do zrobienia. Winnica czeka, a Właściciel właśnie mnie posłał do pracy. To mnie tak zwyczajnie cieszy…

Wczoraj otrzymaliśmy karty wyborcze… Ale nie w związku z wyborami parlamentarnymi. Chodzi o nasze wybory wewnątrz zakonne. W listopadzie pierwsze głosowanie na nowego Prowincjała (głosujemy wszyscy listownie), no i wybieramy delegatów na Kapitułę Prowincjalną, która już w kwietniu 2024. To zawsze jakiś rzut oka w przyszłość. Siadłem dziś nad tą listą, zaznaczałem nazwiska moich delegatów i myślałem o tych, którzy ostatecznie będą decydować o najbliższym czteroleciu. W jaki sposób to wpłynie na moje życie? Gdzie będę za rok? Komu (w znaczeniu - jakiej grupie ludzi) będę służył? Dziś więcej pytań niż odpowiedzi, ale historia się dzieje…

Jutro ruszam do Krynicy Morskiej rozpocząć rekolekcje dla kolejnej grupy współbraci. A we wtorek Radio. Dziś więc próbuję klecić audycje, ale wciąż coś odrywa mnie od pisania. Obym zdążył. W piątek zaś lecę do Niemiec, do braci Chrystusowców. Spędzę tam niemal tydzień głosząc im katechezy. Tam też spędzę niedzielę wyborczą. Dopisałem się do listy wyborców w Aachen, więc swój obywatelski obowiązek wypełnię, choć z ciężkim sercem. To, na co patrzę od miesięcy po obu stronach barykady, napawa mnie niepokojem zmieszanym z niesmakiem graniczącym wręcz z obrzydzeniem. W tym kontekście dla mnie święto demokracji już dawno nie jest świętem…