środa, 27 kwietnia 2022

w drodze...


(J 3,16-21)
Jezus powiedział do Nikodema: Tak Bóg umiłował świat, że dał swojego Syna Jednorodzonego; każdy, kto w Niego wierzy, ma życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu.

 

Mili Moi…
W minioną środę rozpoczęło się moje pielgrzymowanie. Najpierw dwa dni w Radio Niepokalanów. To zawsze niezwykle przyjemne wydarzenie. Stamtąd zaś udałem się do Poznania, aby poprowadzić weekend lectio divina z Księgą Jozuego dla młodzieży. Ale tym razem okazało się, że młodzież „nas wystawiła”… Matury, choroby wiosenne… Ostatecznie weekend został odwołany w dniu jego rozpoczęcia. Cóż było robić? Przespałem dwie noce w Poznaniu i pojechałem do Inowrocławia, gdzie mogłem od niedzieli rozpocząć rekolekcje maryjne przed nawiedzeniem kopii cudownego obrazu MB Częstochowskiej. W pierwszej wersji miałem je rozpoczynać od poniedziałku, właśnie z racji na weekend w Poznaniu. Ale dla rekolekcji lepiej, jeśli zacznie się je w niedziele, bo większa szansa na to, że „złapie się ludzi”.

Tak też się stało… To znaczy – nie ja ich złapałem, bo frekwencja podczas rekolekcji była raczej maleńka. Ale dziś, kiedy przybył obraz, nasz franciszkański kościół się wypełnił. Matka Boża jak zawsze działa cuda. Mam szczerą nadzieję, że poruszy serca i jutro, na pożegnanie, kiedy będzie okazja przystąpić do Rycerstwa Niepokalanej, również zjadą się chętni do złożenia tego duchowego daru. Rekolekcje w pierwszej wersji miały być dość spokojne, ale ostatecznie wyszło bardzo intensywnie – siedem nauk dziennie: dwie dla dzieci w niedużej, wiejskiej szkole, jedna dla dzieci „miastowych” po południu, trzy dla dorosłych i Apel Jasnogórski. Było co robić i, przyznam, jestem dziś już mocno zmęczony. Podczas nawiedzenia też mam trochę duchowej pracy do zrobienia – niektóre punkty do mnie należą. Ale wszystko na chwałę Niepokalanej…

W piątek jeszcze kurs do Gniezna, gdzie muszę zajrzeć do Księgi Łask w naszym, franciszkańskim sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia, gdzie mam rekolekcje za trzy tygodnie przed dwudziestą piątą rocznicą koronowania cudownego obrazu… W piątek wieczorem będę w domu, a w sobotę kurs do Szczytna na niedzielę. Tam zakładamy wspólnotę Rycerstwa Niepokalanej. A potem… Szok… Jakieś dwa tygodnie w Gdyni… I maryjne rekolekcje w naszej, gdyńskiej parafii. Ale to cos zupełnie innego – wychodzić na rekolekcje ze swojego własnego pokoju… No i milion rzeczy do zrobienia – od wymiany opon, po „posprzątanie” po rekolekcjach wielkopostnych, bo sam nie wiem co wożę w samochodzie – jeden wielki kurnik…

A niedawno znów odezwało się Wydawnictwo Esprit z prośbą, żebym popromował nieco jedną z ich książek poświęconą Niepokalanej… Wszystko dla Niej – z wielką radością. Więc na dniach czeka mnie pewnie wycieczka do Warszawy, żeby nagrać kilka filmików promocyjnych… Dziś przyjąłem kolejne rekolekcje adwentowe w Nysie. Ale za to wczoraj odmówiłem niedzielnych kazań w Warszawie na temat św. Teresy od Dzieciątka Jezus… Ktoś zareklamował mnie sympatycznemu proboszczowi jako wybitnego eksperta od tej świętej… Mój Boże… Jak widzicie – nie ma nudy…

A Pan patrzy na mnie i na ten świat z nieustającą miłością… Podtrzymuje go w istnieniu i wciąż szuka i zaprasza tych, którzy są gotowi nieść to zbawienie innym… Robota nie do przerobienia… Jeśli znacie kandydatów, którzy chcieliby zatrudnić się u Jezusa – przyjmiemy każdą ilość… Nie ma ich zbyt wielu… A podobno kapłańskie życie to wygodne i dostatnie życie… Powiedzcie to poduszce, która jeździ ze mną – ona wie o tym najwięcej. Gdyby nie Pan i Jego miłość, wysypałbym się już dawno – fizycznie, psychicznie, duchowo… Ale On ma plan, a moim planem jest Mu nie przeszkadzać i dać się użyć… Wszak oddałem się Niepokalanej za narzędzie. Niech Ona decyduje na jak długo…

A teraz pójdę i poprowadzę nabożeństwo za zmarłych przodków… Zbliża się 23.00. Śmierć zwarła się z życiem i w boju, o dziwy, choć poległ Wódz Życia, króluje dziś żywy…

piątek, 15 kwietnia 2022

chleb z Boga...


E. Po wieczerzy Jezus wyszedł z uczniami swymi za potok Cedron. Był tam ogród, do którego wszedł On i Jego uczniowie. Także i Judasz, który Go wydał, znał to miejsce, bo Jezus i uczniowie Jego często się tam gromadzili. Judasz, otrzymawszy kohortę oraz strażników od arcykapłanów i faryzeuszów, przybył tam z latarniami, pochodniami i bronią. A Jezus wiedząc o wszystkim, co miało na Niego przyjść, wyszedł naprzeciw i rzekł do nich: + Kogo szukacie? E. Odpowiedzieli Mu: I. Jezusa z Nazaretu. E. Rzekł do nich Jezus: + Ja jestem. E. Również i Judasz, który Go wydał, stał między nimi. Skoro więc rzekł do nich: Ja jestem, cofnęli się i upadli na ziemię. Powtórnie ich zapytał: + Kogo szukacie? E. Oni zaś powiedzieli: T. Jezusa z Nazaretu. E. Jezus odrzekł: + Powiedziałem wam, że Ja jestem. Jeżeli więc Mnie szukacie, pozwólcie tym odejść. E. Stało się tak, aby się wypełniło słowo, które wypowiedział: Nie utraciłem żadnego z tych, których Mi dałeś. Wówczas Szymon Piotr, mając przy sobie miecz, dobył go, uderzył sługę arcykapłana i odciął mu prawe ucho. A słudze było na imię Malchos. Na to rzekł Jezus do Piotra: + Schowaj miecz do pochwy. Czyż nie mam pić kielicha, który Mi podał Ojciec? J 18, 1-11

 

Mili Moi…
Okres Wielkiego Postu zakończony… Sześć serii rekolekcji wygłoszone. Fizycznie dałem radę, więc nie jest ze mną jeszcze tak całkiem źle. Wprawdzie na ostatniej spowiedzi dostałem za pokutę trzy dni odpoczynku, ale dramatycznego zmęczenia spowodowanego posługą w sobie nie widzę.

Ostatnie rekolekcje w Gnieźnie… Ciekawe doświadczenie, bo uczestniczyło w nich… cztery procent parafii. Liczebnie parafia dobiega czterech tysięcy wiernych. Przychodziło codziennie około 150 osób. Proboszcz twierdził, że to bardzo dobra frekwencja, więc cieszyłem się razem z nim. Co więcej – znam wielkopolskie, a szczególnie gnieźnieńskie uwarunkowania duszpasterskie i wiem, że są niezwykle trudne. Ale mimo wszystko był to widok skłaniający do jakiejś refleksji. Po wcześniej pełnych kościołach, nagle maleńka grupka…

Ale wśród słuchaczy na przykład goście z Inowrocławia. Dla mnie to jednak wciąż zdumiewające – słucham Ojca w internecie, a skoro jest Ojciec tak blisko (40 minut autem), to chciałam tu być. Jakoś nie potrafię się z tym oswoić, choć jest to niesłychanie miłe… Może kiedyś się przyzwyczaję…

Wczoraj Wielki Czwartek… Jak mawiają niektórzy – dzień kapłański. Mam jednak niejasne podejrzenie, że wielu ma taki obraz księdza zasiadającego w tym dniu w wygodnym fotelu i oczekującego na serdeczne rozmowy z serdecznymi ludźmi. Wnioskuję po ilości telefonów, których wczoraj nie odebrałem. Kochani, chciałbym być dobrze zrozumianym – jest mi (nam – bo rozmawialiśmy wczoraj na ten temat z braćmi) szalenie miło, że macie dla mnie dobre słowo, ale Wielki Czwartek jest najgorszym dniem na dzwonienie do księdza. Może nie wszystkich to dotyczy – może są tacy, którzy rzeczywiście są w stanie odbierać i wsłuchiwać się w życzliwe litanie. Ja tego zrobić nie jestem w stanie!!! W normalnej sytuacji Triduum to czas rozpięty dla nas pomiędzy konfesjonałem, w którym ustawicznie służymy, modlitwami, z których nikt nas przecież nie zwalnia (często są one sprawowane publicznie w kościele), a próbami do wieczornych liturgii. Do tego część z nas jest zaangażowana w przygotowanie domu do świąt. A ja – i to jest nienormalność tej sytuacji – we środę głęboką nocą wróciłem z rekolekcji i zaległości we wszystkim mam moc. Wybaczcie więc, ale w Wielki Czwartek nie ma szans na miłe rozmowy. Najbardziej sensowny wydaje się sms, na który łatwiej odpowiedzieć w gonitwie tego dnia…

Dziś natomiast zasiadłem już do rekolekcji z Księgą Jozuego, które prowadzę dla dziewcząt w Poznaniu w poświąteczny weekend. Jako że środa i czwartek to nagrywanie w Radio Niepokalanów, czasu na tworzenie rekolekcji jest arcymało. Do tego jest on jeszcze poszatkowany dyżurami w konfesjonale, próbami śpiewu Męki Pańskiej i tak dalej… Czas jest więc na wagę złota.

Chodzi za mną dziś moment pojmania Jezusa. Nie wiem czy macie w swoim życiu takie chwile, w których dotarło do was, że właśnie zaczęło się dziać cos nieodwracalnego, coś, na co nie macie bezpośredniego wpływu, coś, co rozwinie się w sposób nieprzewidywalny, ale raczej zły. Wyobrażam sobie zacisk żołądka i uczucie gorąca, które nam towarzyszą w takich chwilach. Jezus natomiast ze spokojem odpowiada – JA JESTEM. Jakby przypominał, że On sam decyduje się przeżywać te chwile. Potwierdzeniem tego jest upadnięcie na twarz tych, którzy przyszli Go pojmać. On ma władzę – oni mają zaledwie przewagę i to tylko dzięki Jego zgodzie… On ma moc oddać swoje życie i ma moc je znowu odzyskać. Ale ci, którzy są z Nim dziś, musza odejść bezpiecznie. A zatem bardziej poleca, niż prosi – pozwólcie tym odejść…

I odchodzą… Odchodzą… Czemuś mnie opuścił? Rekolekcje internetowe, które miałem szansę głosić w tym roku tez dobiegły końca. Kres to zwykle nowy początek. Oby śmierć i zmartwychwstanie Pana stały się nim dla każdego z Was…

poniedziałek, 11 kwietnia 2022

niespokojny tydzień...


(J 12,1-11)
Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta posługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku. Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z uczniów Jego, ten, który miał Go wydać: Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim? Powiedział zaś to nie dlatego, jakoby dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem, i mając trzos wykradał to, co składano. Na to Jezus powiedział: Zostaw ją! Przechowała to, aby Mnie namaścić na dzień mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze macie. Wielki tłum żydów dowiedział się, że tam jest; a przybyli nie tylko ze względu na Jezusa, ale także by ujrzeć Łazarza, którego wskrzesił z martwych. Arcykapłani zatem postanowili stracić również Łazarza, Gdyż wielu z jego powodu odłączyło się od żydów i uwierzyło w Jezusa.

 

Mili Moi…
Wczoraj rozpocząłem ostatnie wielkopostne rekolekcje, tym razem w Gnieźnie. Ekipa duszpasterzy świetna. Bardzo im zależy na parafii i starają się ją ożywiać na wiele różnych sposobów. Ja natomiast przypomniałem sobie po pół roku od przeniesienia mnie z Poznania do Gdyni, dlaczego nie bardzo lubię głosić w Wielkopolsce. Otóż słuchacz w tym rejonie jest zupełnie niereaktywny. Być może zaangażowany w słuchanie, ale nie okazujący tego nawet drgnieniem powieki. Próżno liczyć na jakiś uśmiech, pokiwanie z aprobatą głową, czy jakikolwiek inny gest sugerujący, że w tych ciałach jest w ogóle życie. To bardzo utrudnia głoszenie, ale przecież nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Jak wspominałem, trzy lata w Poznaniu pozwoliły mi się już jakoś oswoić z takim stanem. Ale nieodmiennie mnie on zadziwia…

Wczoraj poszedłem na spacer w poszukiwaniu mojej młodości… Jestem w takiej części miasta, gdzie często w dzieciństwie spędzałem wakacje. Mam w Gnieźnie rodzinę, choć dziś w zasadzie nie utrzymujemy kontaktu, bo różnią nas całe światy, w których żyjemy. Niemniej z tamtych czasów wiele pamiętam. Miejsca dziecięcych zabaw, park z karuzelą i specyficznymi huśtawkami… Chodziłem wczoraj tymi ścieżkami i zastanawiałem się – kiedy to minęło? Jak bardzo wszystko się zmieniło… I ja już nie przypominam tego małego chłopca…

Dziś rozpoczynamy „triduum z Judaszem”. On ma swoje miejsce w liturgii Kościoła. Smutne i wyjątkowo nieszlachetne, ale to konsekwencja jego wyborów. Zawsze, gdy o nim myślę, zastanawiam się co z niego odnajduję we własnym życiu. Przeraża mnie bowiem fakt, że można być tak blisko Jezusa, a jednocześnie tak bardzo od Niego daleko. Klerykalizm? Postawa nauczyciela, który wszystko wie najlepiej. Przyzwyczajonego do przewodzenia ludziom, ale niepodlegającego żadnemu kierownictwu? Pobłażliwie traktującego małe gesty innych, oczekując rzeczy wielkich i wzniosłych? Człowieka, który ma swoje sprawy, swoje życie, a w jego centrum na pewno nie stoi Jezus? Kogoś, komu się wydaje, że może poprawiać samego Pana?

Wiele pytań we mnie… Niepokojący tydzień się właśnie rozpoczyna. Modlę się dziś, żebym mógł stanąć naprawdę blisko. Żebym przeżył go w obecności Jezusa. To niby oczywiste, a jednak wcale nie. Domaga się poważnego wysiłku i zaangażowania. Bo choć nie piekę mazurków i nie trzepię dywanów, to jednak i ja muszę zawalczyć o rzeczywiste przebywanie z Nim… Godziny spowiedzi. Kolejne rekolekcje, które same się nie napiszą. Chwila odpoczynku z książka w ręku, której jestem spragniony jak kania dżdżu… To wszystko musi zostać „stłuczone”, żeby olejek miłości wylał się na stopy Tego, który rzeczywiście jest tego godzien…

środa, 6 kwietnia 2022

wy i JA


(J 8,31-42)
Jezus powiedział do żydów, którzy Mu uwierzyli: Jeżeli będziesz trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli. Odpowiedzieli Mu: Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakżeż Ty możesz mówić: Wolni będziecie? Odpowiedział im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie przebywa w domu na zawsze, lecz Syn przebywa na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni. Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie przyjmujecie mojej nauki. Głoszę to, co widziałem u mego Ojca, wy czynicie to, coście słyszeli od waszego ojca. W odpowiedzi rzekli do Niego: Ojcem naszym jest Abraham. Rzekł do nich Jezus: Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to byście pełnili czyny Abrahama. Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił. Wy pełnicie czyny ojca waszego. Rzekli do Niego: Myśmy się nie urodzili z nierządu, jednego mamy Ojca - Boga. Rzekł do nich Jezus: Gdyby Bóg był waszym ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem od siebie, lecz On Mnie posłał.

 

Mili Moi…
Radziejów został za nami. Maleńkie miasteczko, w którym pewnie umarłbym w przeciągu tygodnia (no, może dwóch), ale urocze. A nade wszystko ludzie… Kiedy poszedłem na spacer, naprawdę rzadko kto nie pozdrowił słowami „Szczęść Boże”. To się dziś coraz rzadziej zdarza, więc jest tym bardziej miłe. Frekwencja dobra, ludzie zasłuchani. Mówiło się znakomicie. Poza tym, to nasza, franciszkańska parafia. A zatem podobny duch wśród braci, dobre rozmowy, kaplica w domu… Same plusy.

Wróciłem w nocy, a dziś usiłuję odpocząć. Zmęczenie pracą to jedno, ale dostałem je w pakiecie z niedawno całkiem poznaną koleżanką – cukrzycą. Ponad rok temu zamieszkała ze mną i wciąż się siebie uczymy. A że ja nie mam za wiele czasu, który mógłbym jej poświęcić, to ona różnymi sposobami próbuje zwrócić na siebie moją uwagę. Zdaje się, że nie uniknę bezpośredniej konfrontacji. Trzeba będzie usiąść i omówić pewne zasady, żeby moim jedynym hobby nie stało się leżenie na łóżku i oddawanie się drzemkom. Nie mam zwyczaju opowiadać o swoich chorobach, których lista z wiekiem oczywiście się wydłuża. Ale skoro to tacy trochę mniej lubiani, ale jednak zawsze obecni przy mnie przyjaciele, to trzeba może czasami wymienić ich z imienia. Niech czują się zauważeni…

Odpoczywam więc do soboty, a w sobotę jeszcze jeden wielkopostny kurs. Tym razem do Gniezna. W parafii bł. Jolenty mam zamiar opowiedzieć o tym, co postawiłem sobie jako zadanie na ten Wielki Post – nienajlepsze modele przeżywania naszej wiary. I kiedy tak o nich mówię, uświadamiam sobie jak znakomicie sam się  w nie wpasowuję. Dzisiejsze Słowo jeszcze dobitniej mi to uzmysławia.

Postawiłem sobie pytanie, czy moje życie jest rzeczywiście całkowicie przeniknięte Bogiem, czy jednak jest On jakoś doklejony do mojej rzeczywistości? Z niepokojem zauważam, że są takie przestrzenie dnia, kiedy o Nim nawet nie pomyślę, kiedy jestem zajęty sobą i swoimi sprawami. Czasem próbuje się uspokajać, że to właściwie Jego sprawy – ale tym bardziej wówczas On powinien być w nich obecny. A nie jest. Bo Go nie zapraszam. Prawda i wolność, które z Nim przychodzą, wciąż są w sferze moich pragnień. Od kiedy Pan wyprowadził mnie z etapu wiary „bezpośrednich doświadczeń”, słów, świateł, poruszeń, a zaprosił mnie do cichej adoracji, tylko narasta we mnie pragnienie, aby się do Niego zbliżyć. Czuje jednak wyraźnie, że to wszystko jest w Jego rękach. Że On sam decyduje o czasie, w którym się to stanie. Ja mam być po prostu gotowy. Ale, żeby nie przeoczyć tej chwili, winienem być z Nim w nieustannej relacji. A chyba wciąż nie jestem…

Wciąż słyszę jak mówi do Żydów i do mnie – wy i Ja. Ciągle nie ma MY. Mam nadzieję, że kiedy tęsknota zwycięży…

czwartek, 31 marca 2022

mówiąc...


(J 5,31-47)
Jezus powiedział do Żydów: Gdybym Ja wydawał świadectwo o sobie samym, sąd mój nie byłby prawdziwy. Jest przecież ktoś inny, kto wydaje sąd o Mnie; a wiem, że sąd, który o mnie wydaje, jest prawdziwy. Wysłaliście poselstwo do Jana i on dał świadectwo prawdzie. Ja nie zważam na świadectwo człowieka, ale mówię to, abyście byli zbawieni. On był lampą, co płonie i świeci, wy zaś chcieliście radować się krótki czas jego światłem. Ja mam świadectwo większe od Janowego. Są to dzieła, które Ojciec dał Mi do wykonania; dzieła, które czynię, świadczą o Mnie, że Ojciec Mnie posłał. Ojciec, który Mnie posłał, On dał o Mnie świadectwo. Nigdy nie słyszeliście ani Jego głosu, ani nie widzieliście Jego oblicza; nie macie także słowa Jego, trwającego w was, bo wyście nie uwierzyli w Tego, którego On posłał. Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne: to one właśnie dają o Mnie świadectwo. A przecież nie chcecie przyjść do Mnie, aby mieć życie. Nie odbieram chwały od ludzi, ale wiem o was, że nie macie w sobie miłości Boga. Przyszedłem w imieniu Ojca mego, a nie przyjęliście Mnie. Gdyby jednak przybył kto inny we własnym imieniu, to byście go przyjęli. Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę, a nie szukacie chwały, która pochodzi od samego Boga? Nie mniemajcie jednak, że to Ja was oskarżę przed Ojcem. Waszym oskarżycielem jest Mojżesz, w którym wy pokładacie nadzieję. Gdybyście jednak uwierzyli Mojżeszowi, to byście i Mnie uwierzyli. O Mnie bowiem on pisał. Jeżeli jednak jego pismom nie wierzycie, jakżeż moim słowom będziecie wierzyli?

 

Mili Moi…
Zdążyły się zakończyć rekolekcje w Malborku, a wczoraj kolejne, w Zduńskiej Woli. Wybaczcie, że długo mnie tu nie było, ale intensywność tego czasu jest niezwykła. Zduńska Wola to był absolutny szczyt tego Wielkiego Postu. Od niedzieli do środy wygłosiłem tam dwadzieścia osiem nauk. To naprawdę daje w kość i emocjonalnie eksploatuje. Fizycznie zresztą też. Tym bardziej, że trzeba było ogarnąć także dzieciaki i młodzież. I tu bez zmian… Dzieci w porządku. Młodzież… Hmmm… Może to lepiej pominąć milczeniem… Choć spotkało mnie coś, czego nigdy dotąd nie przeżyłem. Otóż po pierwszym dniu (za oknami dwadzieścia stopni, więc pewnie trudno się dziwić niesfornemu zachowaniu młodzieży) przyszła do mnie grupa dzieciaków… i przeprosiła za zachowanie swoich kolegów. Dojrzale i odważnie. Byłem tym bardzo zbudowany i zniknęło wówczas nieco tego przygnębienia, które odczuwałem w kontekście tego rekolekcyjnego spotkania. Refleksję mam jedną po tym Wielkim Poście – nikomu na siłę Ewangelii nie da się głosić. A to właśnie, mam wrażenie, robimy w ramach rekolekcji szkolnych…

Ludzie przyjęli mnie niezwykle życzliwie. Bardzo wielu parafian uczestniczyło w rekolekcjach, czym byłem osobiście mocno zaskoczony. Wiele osób zaczepiało mnie deklarując, że słuchają w internecie, że słuchają naszych audycji… To było szalenie miłe. A jeszcze milsze były chwile, kiedy na przykład po porannym głoszeniu wychodziłem z kościoła i natknąłem się na pewną młodą kobietę, która również wychodziła po kazaniu. Usprawiedliwiając się jakby, powiedziała mi, że w zasadzie chodzi wieczorami, ale dziś nie może, bo spotkanie rodziców w szkole, więc koniecznie chciała wysłuchać nauki i przyszła rano. Ale zostać na całej Mszy nie może, bo już goni do pracy… Pełen szacun…

A dziś odpoczywam… Czuję dopiero jak napięcie ze mnie schodzi… Na ramionach taki ciężar, jakbym małego bawoła na nich nosił… Ale pospałem, poczytałem, pospacerowałem… Jutro znów trzeba myśleć o pierwszej sobocie. A w sobotę, po modlitwach z naszym, gdyńskim ludem, czas ruszać na kolejne rekolekcje. Tym razem do naszej, franciszkańskiej parafii w Radziejowie. Ale tam już znacznie spokojniej i tylko do wtorku…

A kiedy dziś słucham Jezusa, to mam wrażenie, że „czara goryczy” się przelała. On mówi i mówi… O tak wielu rzeczach. Jakby chciał powiedzieć jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Jakby chciał dać swoim słuchaczom nie jeden, ale wiele punktów zaczepienia. Niemal każde zdanie domaga się jakiejś refleksji i mogłoby być przedmiotem niejednego rozmyślania. Do mnie jakoś szczególnie mówią słowa – a przecież nie chcecie przyjść do mnie, aby mieć życie… Wiele razy podczas głoszenia nachodzi mnie myśl – czy to rzeczywiście jakoś wpływa na życie słuchaczy, czy oni decydują się zrobić jakiś krok w wierze, czy zbliżają się wskutek tego głoszenia do Jezusa? Nie mam do tego zwykle dostępu. To taka mała ofiara każdego rekolekcjonisty. Z pochwał i podziękowań nie można wyciągać pochopnych wniosków i trzeba je traktować bardzo pobłażliwie choć z dużym szacunkiem. Do prawdziwych owoców, które mogą ukazać się później, głosiciel już nie ma jednak dostępu, bo idzie dalej… Może kiedyś, w niebie, stanie się dla mnie jasne, ile osób rzeczywiście skorzystało z mojego głoszenia. Dziś pozostaje mi mieć nadzieję…

A czy ja sam chcę przyjść, żeby mieć życie? Tak bardzo muszę pilnować mojej relacji z Jezusem. Tak bardzo muszę dbać o jej żywotność. Żeby nie stać się chałturnikiem. Żeby nie popaść w nudną powtarzalność i, nie daj Boże, w jakąś postać dostatniego życia Z Ewangelii, zamiast DLA Ewangelii. A czasem po prostu brakuje mi fizycznie sił… Stać mnie tylko na to, żeby westchnąć z miłością… I zasypiam… Jedyna nadzieja w miłosierdziu Pana…

niedziela, 20 marca 2022

dyscyplina...


(Łk 13, 1-9)
W tym czasie przyszli jacyś ludzie i donieśli Jezusowi o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział:"Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, iż to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jeruzalem? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie". I opowiedział im następującą przypowieść: "Pewien człowiek miał zasadzony w swojej winnicy figowiec; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: „Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym figowcu, a nie znajduję. Wytnij go, po co jeszcze ziemię wyjaławia?” Lecz on mu odpowiedział: „Panie, jeszcze na ten rok go pozostaw, aż okopię go i obłożę nawozem; i może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz go wyciąć”. 

 

Mili Moi…
Dziś rozpocząłem rekolekcje w Malborku, w przyzamkowym kościele św. Jana Chrzciciela. Posługę pełnią tu księża orioniści, których znam bardzo dobrze i rzeczywiście czuję się jak wśród przyjaciół. Same rekolekcje są bardzo „lekkie” dla mnie, jako rekolekcjonisty, jeśli chodzi o ilość wystąpień. Dziś w sumie tylko pięć, a jutro i pojutrze po trzy dziennie. Zadbał Pan o mnie układając kolejność tych parafii, bo to taki oddech po Grudziądzu, a przed Zduńską Wolą, gdzie miałem i mieć będę duże grupy dzieciaków.

Grudziądz przyjął mnie niezwykle sympatycznie… Zdałem sobie sprawę, że rekolekcji dla dzieci nie prowadziłem w takim wymiarze właściwie niemal od ośmiu lat. To sprawiło, że z początku odczuwałem duże napięcie związane z pytaniem – czy ja się jeszcze do tego nadaję? Ale wkrótce okazało się, że nie jest ze mną jeszcze tak całkiem źle… Najmniejsze dzieciaki – wiadomo – trudno utrzymać ich uwagę, ale nie ma w tym złej woli, ani tym bardziej złośliwości z ich strony. Nieco starsze (klasy 4-6) pozytywnie mnie zaskoczyły, bo dość chętnie współpracowały i były w większości zainteresowane. Najtrudniej było z ostatnimi klasami podstawówki i liceum. Nie to, żeby byli głośni, czy niegrzeczni. Ale za to… całkowicie nieobecni. Obojętność, która od nich biła, mroziła każdy przejaw chęci, żeby dać im jak najwięcej… Ale generalnie było całkiem nieźle. Ludzie serdeczni, słuchający… A rekolekcje dla dzieci powinienem brać od czasu do czasu… dla pokory. Przywykłem do serdecznej wdzięczności w kontekście głoszenia, któremu się oddaję. Wielu ludzi naprawdę potrafi to docenić i wyrazić to na zewnątrz. W przypadku dzieci, zwłaszcza tych najmniej zainteresowanych, nie ma żadnej widzialnej nagrody. Tam może chodzić wyłącznie o Słowo Boże i jego głoszenie…

Na razie więc delektuję się piękną pogodą i zbieram siły dzieląc się z mieszkańcami Malborka tym, co sam odkryłem i przeżyłem w kontekście Słowa. Przy okazji, w te dni, spotkanie z Działem Edukacji na Zamku w sprawie naszego tegorocznego Biegu Małych Rycerzy. Jest tak wiele spraw…

… a ja, zwłaszcza dziś, nad Słowem, zdałem sobie sprawę, że mam w ostatnim czasie ogromne problemy z dyscypliną. Nie wiem czy to kwestia duchowa, związana z Wielkim Postem. Ale począwszy od dyscypliny żywieniowej, a skończywszy na modlitewnej, jest mi szalenie trudno „się upilnować”. Nie wyrabiam ze wszystkim, co chciałbym i powinienem każdego dnia zrobić. Na coś zwykle brakuje mi czasu. Zmęczenie zmniejsza moją czujność, więc nawet pilnowanie tego co i ile jem staje się kłopotliwe. A dziś słyszę – jeśli się nie nawrócicie, tak samo zginiecie… Czuję, że zginę, że to jest całkiem realne, jeśli nie zacznę od siebie wymagać. A tymczasem z końcem każdego dnia, staję przed Panem ponownie rozczarowany samym sobą… Paradoksalnie w takich chwilach wraca mi myśl o Ameryce… Bo tam miałem czas o siebie zadbać… Oczywiście to tylko myśli – niespecjalnie uciążliwe i natarczywe… Może rzecz w tym, żeby nauczyć się odmawiać… Ale jak odmówić głoszenia Słowa, kiedy mogę się tego podjąć, kiedy termin jest wolny? Jak miałbym to skomponować z moim kapłaństwem, w którym nie zamierzałem się nigdy oszczędzać? Zagadka… No ale dość rozczulanie się nad sobą… Gorzkie Żale się zbliżają… Czas pobyć z Panem, który dla mnie nie oszczędzał się ani trochę…