niedziela, 13 września 2015

na budowie...

zdj:flickr/Saad Akhtar/Lic CC
(Łk 6,43-49)
Nie jest dobrym drzewem to, które wydaje zły owoc, ani złym drzewem to, które wydaje dobry owoc. Po owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron. Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta. Czemu to wzywacie Mnie: Panie, Panie, a nie czynicie tego, co mówię? Pokażę wam, do kogo podobny jest każdy, kto przychodzi do Mnie, słucha słów moich i wypełnia je. Podobny jest do człowieka, który buduje dom: wkopał się głęboko i fundament założył na skale. Gdy przyszła powódź, potok wezbrany uderzył w ten dom, ale nie zdołał go naruszyć, ponieważ był dobrze zbudowany. Lecz ten, kto słucha, a nie wypełnia, podobny jest do człowieka, który zbudował dom na ziemi bez fundamentu. [Gdy] potok uderzył w niego, od razu runął, a upadek jego był wielki.

Mili Moi…
Szalona sobota powoli zbliża się do końca… Rozpoczęliśmy dziś Polską Szkołę. Od Mszy Świętej oczywiście. Na moje pytanie – kto się cieszy z jej rozpoczęcia, najwięcej rąk podnieśli… rodzice :) Czyli wracamy do cosobotnich zajęć z dzieciakami (a to jest coś, co tygryski lubią najbardziej). Po tej inauguracji kilka spotkań, kilka ważnych telefonów. Potem kolejna Msza, tym razem już po angielsku. I właściwie dopiero wieczorem mogłem na chwilę zasiąść w fotelu i zresetować mózg. Dziś „Epoką Lodowcową 4” :)

Dziś też nadeszła miła przesyłka mailowa. Wspominana przeze mnie praca magisterska Pani Pauliny. To dla mnie doznanie zupełnie niezwykłe – czytać pracę naukową, w której pojawiają się stwierdzenia „o. Michał Nowak uważa”, czy „o. Nowak pisze”. Tak sobie czytam, patrzę i nie dowierzam. Mój pomysł sprzed lat, który miał służyć po prostu podzieleniu się moim wewnętrznym światem, znalazł również swoje miejsce pomiędzy dwoma sztywnymi okładkami pracy naukowej. Pan Bóg czasem potrafi sobie z człowieka zażartować.

Mam przy okazji do Czytelników ogromną prośbę… Prośbę o pomoc modlitewną. Chodzi o ważnego dla mnie człowieka, któremu potrzeba w tych dniach wielkiego wsparcia w jego osobistej walce duchowej. Blog to nie miejsce na szczegóły, ale jeśli możecie mi zaufać, to intencja jest ważna i poważna. Za każde westchnienie będę ogromnie wdzięczny. Dołączcie do grona wielu sióstr zakonnych, którym również poleciłem tę modlitwę (a one modlą się jak mało kto) i powalczmy wspólnie… Jeśli potrzebujecie sobie jakoś tę intencję nazwać, to módlcie się za PC (Potrzebującego Człowieka).

A wszystko po to, żeby budować nowe życie na Jezusie. Każdy z nas po swoim drugim nawróceniu, czyli po świadomej decyzji o wyborze Jezusa i pójściu za Nim, zaczyna tak naprawdę budować z materiałów, które od chrztu mamy do dyspozycji. Niektórzy już coś tam postawili, inni nie zabrali się nigdy do tej pracy. Niemniej świadomy wybór Jezusa odsyła do mądrej książki budowlanej. Pismo Święte, bo o nim mowa, przeprowadzi nas bezpiecznie przez wszelkie pułapki czyhające na niedoświadczonych budowlańców. A wszystko po to, żeby nie doprowadzić do katastrofy budowlanej, która pogrzebie w ruinach wszystko, co nam drogie. Nie da się budować bez wysiłku. Nie da się chałturzyć. Każda partanina mści się prędzej, czy później. A prowizorka, choć zwykle trwa latami, zawstydza swoim wyglądem i bylejakością.

Ale żeby budować naprawdę dobrze, trzeba się codziennie od nowa motywować, trzeba wiedzieć po co to wszystko. Zwłaszcza jeśli budowa trwa już wiele lat i nie postępuje już tak szybko, jak działo się to tuż po nawróceniu. Nie wystarczy jednak tylko strachliwe spoglądanie w kierunku rzeki – czy aby nie wzbierają jej wody. Potrzeba motywacji pozytywnej, opartej na świadomości kto i po co mi tę robotę zlecił. Jeśli o tym nie zapomnimy, będziemy mieszkać bezpiecznie… Z Jezusem budując, to naprawdę możliwe…

piątek, 11 września 2015

wróg u bram...

zdj:flickr/Sam Markey/Lic CC
(Łk 6,27-38)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Jeśli cię kto uderzy w [jeden] policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli bierze ci płaszcz, nie broń mu i szaty. Daj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje. Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie! Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to dla was wdzięczność? Przecież i grzesznicy miłość okazują tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to dla was wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to dla was wdzięczność? I grzesznicy grzesznikom pożyczają, żeby tyleż samo otrzymać. Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie.

Mili Moi…
Dni mijają tak szybko, że nie bardzo mogę się nawet połapać… Tydzień znów dobiega końca, a codzienność pełna jest różnych wydarzeń. Wczoraj na przykład trzeba było się udać do banku i odkręcić pomyłkę, ponieważ przy ostatnim uzupełnianiu zasobów na karcie kredytowej, jakiś sympatyczny pracownik bankowy kliknął coś nie tak i nasze pieniądze poszły w świat, na zupełnie inne konto. Na szczęście mamy w banku uroczą Virginię (niech żyje sto lat, a może i więcej, bo jest już w takim wieku, że sto lat życzyć nie wypada – to kolejny dowód, że w Ameryce ludzie pracują do chwili aż nie osuną się martwi na posadzkę), która zaradziła sytuacji. Po południu zaś przywieziono nam nową lodówkę, bo poprzednia z pewnością nadawała się do muzeum techniki, Na nową czekaliśmy trzy tygodnie, ale teraz przyjemność sprawia nawet siedzenie w kuchni i patrzenie na nią.

A dziś deszcz… Matko… Cały dzień leje… Jak pięknie… I nareszcie trochę chłodniej… Już nie 30, ale jakieś 25 stopni. Okazja do pisania. Popełniłem więc anglojęzyczne kazanie na najbliższą niedzielę i list do naszego kaznodziei odpustowego, któremu musiałem opisać wszystkie atrakcje, które go tu czekają. A poza tym wielkie sprzątanie kuchni przyozdobionej nowym sprzętem i tak dzień uleciał.

A myślę dziś nad Słowem, które przychodzi w najmniej wygodnym momencie, jak to zwykle ze Słowem. Wszak w Europie wróg u bram… Nie zamierzam zabierać głosu w dyskusji, bo szczerze powiedziawszy, nie wyrobiłem sobie w tym temacie wciąż własnego zdania. Czytam, myślę, ale wciąż nie mam jasnego oglądu sytuacji i dlatego się nie wypowiadam. Jedno mi dziś stanęło przed oczami… Teoretyzować nad Ewangelią można… To nie jest takie trudne. Ale wprowadzać ją w życie… To już nie jest takie łatwe.

Zwłaszcza to najtrudniejsze i najbardziej wyróżniające chrześcijan przykazanie – miłości nieprzyjaciół, jest akceptowalne dopóki nieprzyjaciel trzyma się swojej miedzy. Wówczas można go kochać bez nadmiernych konsekwencji. Kiedy jednak zbliża się do moich granic (jakkolwiek byśmy ich nie rozumieli), o, wówczas jest już znacznie mniej miejsca na miłość. Nawet jeśli jeszcze nie skrzywdził, nawet jeśli nie atakuje, już sama świadomość, że nadchodzi i samo przewidywanie co może się stać,, sprawia, że Ewangelia ląduje na półce pomiędzy Baśniami z tysiąca i jednej nocy oraz Piotrusiem Panem, a my zaczynamy się zbroić…

Nic tu nie jest proste, nie łudzę się… Dla mnie ten europejski obraz jest wyrazem tego, że Bóg w jednej chwili może zmienić oblicze ziemi i tym, którzy Nim gardzą na co dzień ukazać jak naprawdę wygląda życie bez Niego. Czyż wszelkie starotestamentalne niewole nie miały podobnego źródła? Lekceważenie Boga, który robił krok do tyłu i wówczas człowiek stawał oko w oko z człowiekiem…

Myślę, czytam, słucham… Gdybam – co by było, gdyby wróg zastukał jutro do moich drzwi… Prawdziwy, realny wróg, bez dobrych zamiarów… Gdzie wówczas byłaby moja Biblia? Który z ewangelicznych fragmentów by mi się przypomniał?

PS. A z dobrych wieści… Kiedyś wspominałem, że pewna młoda dama zmierza do osiągnięcia dyplomu badając ewangelizacyjny zapał księży prowadzących internetowe blogi. Mój również się załapał. Minęło trochę czasu i dziś Pani Paulina zakomunikowała mi, że jest już magistrem, a moja pisanina nawet do tak poważnych rzeczy przydać się mogła. Cieszę się i publicznie wyrażam gratulację, licząc po cichu, że to wiekopomne dzieło dane mi będzie kiedyś przeczytać…



środa, 9 września 2015

wolność w Jego ramionach...


zdj:flickr/Ian Sane/ Lic CC
(Mt 1, 18-23)
Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów . A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: Bóg z nami.

Mili Moi...
No i kolejny dzień przeminął, nie wiedzieć kiedy... Zaczął się od Eucharystii, a skończył adoracją, więc klamry najlepsze z możliwych. A co w środku? Wiele rzeczy... Badanie krwi, kilka pisemnych zadań, telefon do banku (wymieniam, bo to zawsze trwa około godziny - zanim 17 osób przekaże mnie osiemnastej, która w końcu znajduje rozwiązanie - odsyła mnie do pierwszej), zakupy, spotkania, jedno namaszczenie chorych... Ważna rozmowa z Polską, z moim duchowym synem, dawno niesłyszanym... Jak te dzieci szybko rosną :) Stają się takie niezależne...

No z cała pewnością nie ma nudy... A nowe wyzwania co krok... Odezwały się moje słuchaczki w habitach aranżując pierwszy dzień skupienia w tym sezonie. Ma mieć miejsce w przyszłym tygodniu. Zanosi się też na dobry koncert w NY. Pojawia się tam Bethel Music, który coraz częściej gości na mojej playliście. To już w najbliższy poniedziałek.

No ale jest też Słowo... I ono wyznacza rytm dnia... Dziś zatrzymało mnie wyzwolenie, które Jezus przynosi na ten świat. I paradoksalnie wcale nie od tego, od czego po ludzku chcielibyśmy być wyzwoleni. Wszak Izraelici cierpieli pod butem Rzymian. Pewnie jednym z największych problemów była właśnie okupacja. Czyż nie od niej pragnęli być wyzwoleni?

Każdy ma jakieś problemy, prawda? Choroba, trudności finansowe, kiepskie sąsiedztwo, przeciekający dach... Mało to rzeczy, od których chcielibyśmy być wyzwoleni. A Jezus celuje w grzech. Przychodzi uwolnić człowieka od jedynego problemu, który jest prawdziwy. Grzech, który tak skutecznie niszczy życie, że może nam je odebrać na wieki. Nic innego nie jest w stanie nas odłączyć od Miłości, powie kiedyś święty Paweł, nic...  Z cała resztą da się żyć, z grzechem nie (choć tak wielu ludziom wydaje się to możliwe). Grzech to śmierć. Jezus zaś przynosi życie...

Doznałem takiej dużej pociechy i jakiegoś nowego zmotywowania. Od kilku dni już bowiem (od rekolekcji w Veronie chyba) chodzi za mną moja wada główna, mój grzech, z którym na ludzkich drogach rozstać się nie mogę, a On mi dziś mówi, że przychodzi właśnie po to, żeby mnie uwolnić. Aż chce się żyć, odetchnąć pełną piersią... Mój Bóg obiecuje mi uwolnienie... Jeśli nawet nie dziś, czy nie jutro, to ono z pewnością nastąpi...

 I jakoś lepiej dziś, w urodziny Matki Bożej, zaczynam rozumieć czemu o. Maksymilian tak podkreślał tytuł Wszechpośredniczki Łask. Rzeczywiście, nie ma żadnej, która by przez Nią nie przyszła... Dziękuję Ci Mamo...

poniedziałek, 7 września 2015

palec w uchu...

zdj:flickr/rogiro/Lic CC
(Mk 7,31-37)
Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu. Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok, osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: Effatha, to znaczy: Otwórz się! Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. /Jezus/ przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I pełni zdumienia mówili: Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę.

Mili Moi...
Zakończyliśmy dziś nasze rekolekcje... Na koniec świadectwa i sporo łez wzruszenia, ale też i wiele radosnych odkryć. To zdumiewające jak trzy dni spędzone w innym miejscu, w gronie wspólnoty, potrafi ludzi zbliżyć do siebie i otworzyć na łaskę Bożą. Zyskaliśmy wszyscy. Nie tylko słuchając konferencji, ale nade wszystko budując więzi – z Jezusem i między sobą. Kiedy dziś o trzeciej nad ranem zszedłem do kaplicy i zobaczyłem pięć osób przed wystawionym Najświętszym Sakramentem, to uśmiechnąłem się do Pana z radości. Wierzę, że On sporo nam wszystkim poopowiadał podczas ostatniej nocy. Ja z Nim rozmawiałem o tęsknocie. Tej, którą odczuwam i tej, której jeszcze bym pragnął. Chciałbym za Nim tęsknić tak, jak za niczym innym na ziemi tęsknić nie można. Gwałtownie, mocno, żarliwie i konsekwentnie. Ufam, że to moje pragnienie kiedyś się zrealizuje...

Tak jak zrealizowało się dziś pragnienie ewangelicznego bohatera. Głuchoniemego. Wiele razy próbowałem sobie wyobrazić jak to jest w świecie absolutnej ciszy. Człowiek skazany na obcowanie wyłącznie ze swoim wewnętrznym światem. Co więcej, w czasach Jezusa, człowiek obarczany odpowiedzialnością za swoje schorzenie, bo przecież musiało być ono efektem jakiegoś jego grzechu...

I nagle pojawia się ktoś, kto zabiera go w miejsce osobne, wkłada palce w jego uszy, ślini mu język... I... Pierwszy głos, który ten człowiek słyszy, to głos Jezusa. Nie mogło być inaczej. Musiał do niego przemówić dając mu szansę usłyszenia. Przypuszczam, że nigdy ów człowiek tego łągodnego i serdecznego głosu już nie zapomniał. Co więcej, wyobrażam sobie, że musiał się on stać dla niego źródłem nieustannej tęsknoty. Zwłaszcza u początku... 

Wyobraźcie sobie bowiem człowieka głuchego, który nagle znajduje się w ulicznym zgiełku. Jest potwornie głośno. To pewnie aż boli. Wtedy wraca w pamięci ta pierwsza chwila, chwila, kiedy usłyszał. A potem przemówił... Effatha. Najpiękniejsze słowo jego życia. Słowo przemiany. Kiedy je usłyszał zmieniło się bowiem wszystko...

Trochę tak jest z tymi, którzy wrócili z rekolekcji. Nie tak dawno usłyszeli od Boga słowo, które całkowicie wywróciło ich życie do góry nogami. Słowo bardzo proste, ale bynajmniej nie banalne – KOCHAM WŁAŚNIE CIEBIE. Z tym słowem trzeba się nauczyć żyć, co u początków nie zawsze jest łatwe. Bo kiedy żyło się w świadomości, że Bóg jest niebiańską ideą, to nie tak łatwo zmierzyć się z prawdą, że On jest czułą i pełną dobroci Osobą. Bóg, który przemówił, pokonał głuchotę i otworzył ucho...

Może to zrobić także w Twoim życiu... Jeśli tylko zechcesz... Ja proszę Go o to codziennie... Przemów do mnie i pokonaj moją głuchotę... Dziś, jutro, codziennie od nowa...

sobota, 5 września 2015

to już?


zdj:flickr/mao_lini/Lic CC
(Łk 6,1-5) 
W pewien szabat przechodził wśród zbóż, a uczniowie zrywali kłosy i, wykruszając je rękami, jedli. Na to niektórzy z faryzeuszów mówili: Czemu czynicie to, czego nie wolno czynić w szabat? Wtedy Jezus rzekł im w odpowiedzi: Nawet tegoście nie czytali, co uczynił Dawid, gdy był głodny on i jego ludzie? Jak wszedł do domu Bożego i wziąwszy chleby pokładne, sam jadł i dał swoim ludziom? Chociaż samym tylko kapłanom wolno je spożywać. I dodał: Syn Człowieczy jest panem szabatu.

Mili Moi...
No i stało się... Dziś mija dokładnie rok, odkąd stanąłem na amerykańskiej ziemi. Nawet godzina, o której to piszę jest zbliżona. Trudno w krótkim wpisie pokusić się o podsumowanie. Jedno wiem na pewno, że to był dobry rok. Może nawet jeden z lepszych w moim życiu. Czuję bowiem, że dokonał się w moim życiu duży rozwój spowodowany z pewnością tak dużą zmianą. Ale z pewnością był także związany z ludźmi, których tu spotkałem. Dobrzy ludzie są oczywiście wszędzie i w Polsce mi ich nie brakowało. Sprawdzonych przyjaciół również. Ale tu... Ci ludzie, niejeden raz uwięzieni w tym kraju, potrafią cieszyć się i doceniać takie rzeczy, którymi w Polsce cieszy się już niewielu. Potrafią czasami również lepiej wyczuć i zrozumieć wartość kapłaństwa, bo o księży tu jednak znacznie trudniej. Nie piszę tego, żeby wzbudzać jakąkolwiek dyskusję. Raczej dzielę się obserwacjami z mojego krótkiego, rocznego pobytu. Rocznego, ale jak dotąd najdłuższego zagranicznego pobytu. Póki co chyba się jeszcze sobą wzajemnie nie znudziliśmy (choć mówić mogę pewnie tylko za siebie), więc otwieramy kolejny rok. Co przyniesie? Wszystko w rękach Jezusa...

A dziś cudowny dzień w malowniczo położonym, rekolekcyjnym ośrodku księży salwatorianów w Veronie, NJ. Przeżywamy tu skupienie wraz ze wspólnotą Odnowy w Duchu Świętym. Piękni ludzie... Kiedy słuchają, to z pełnym zaangażowaniem, kiedy odpoczywają, to z ogromną radością. Wiele śmiechu i budowania braterskich relacji. Zupełnie świadomie nie przeładowałem czasu ilością konferencji, żebyśmy wszyscy mieli czas się lepiej poznać, zacieśnić więzi. Cotygodniowe spotkania wieczorową porą nie dają takich możliwości. Wszyscy umęczeni po całym dniu pracy, myślą tylko o tym, żeby odpocząc we własnym domu. Tu natomiast wypoczywamy, modlimy się wspólnie, dobrze jemy. Rano w teren wyruszyła kilkuosobowa sekcja biegaczy. Po obiedzie wspólne opalanie na tarasie (rzecz jasna twarzy i nóg co najwyżej) :) Ale najważniejsze treści... Mówimy sobie o wspólnocie. O zasadach życia, o dynamice wzrostu każdego z osobna i wszystkich razem. Mówimy o motywach, dla których mamy tę wspólnotę tworzyć. Rozwiązujemy bieżące wątpliwości. A wszystko w bliskości z Jezusem. Dziś przed nami wyzwanie nie lada. Nocna adoracja podczas której rzecz jasna będziemy się zmieniać, ale jednak dla wielu to nowe doświadczenie. Ufam, że owocne.

Zastanawia mnie czasem ta prowokacyjna postawa Jezusa. Nie mógł po prostu powiedzieć „sorry”? No mam takich uczniów jakich mam, nie znają się chłopaki na Prawie, popełniają błędy, wycofujemy się, zjemy coś w Betanii. A On po raz kolejny dręczy tych biednych faryzeuszy, którym nie chodzi przecież o nic innego, jak o wierne zachowanie Prawa...

No właśnie. Może to jest powód. Jeśli o nic innego im nie chodzi, to może warto ich skłonić, żeby zaczęło im zależeć również na czym innym. A może nade wszystko na człowieku. Jezus dziś pokazuje pewien dynamizm. Zarówno po stronie Boga, jak i po stronie człowieka. Nie znosi Prawa, nie zawiesza go, nie twierdzi, że ono nie jest ważne. Ale zdaje się stawiać otwarty problem – czy to Prawo można zachować tylko w jeden, ściśle określony sposób? Bo przecież uczniowie nie kruszą kłosów dla kaprysu, nie bawią się poważnymi sprawami. Motywem jest realna potrzeba, której zaradzenie bynajmniej nie jest wyrazem lekceważenia przepisów...

Ale faryzeusze nie wyglądają poza przepis... Bo tak jest bezpieczniej... Bo precedensy są niewygodne. Bo to wszystko takie skomplikowane. Lepiej pomalować wszystko na czarno i biało, a wszelkie szarości eliminować, zamazać, zniszczyć. Bo jeśli ich nie będziemy widzieli, to będzie łatwiej, wygodniej, milej...

A Jezus wciąż zadaje jedno proste pytanie – a może można inaczej?


piątek, 4 września 2015

wszystko możliwe...

zdj:flickr/Javier/Lic CC
(Łk 5,1-11)
Gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret - zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów! A Szymon odpowiedział: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.

Mili Moi...
Wczoraj szalony dzień finalizowania przygotowań przedrekolekcyjnych. Plany dnia, rozkład pokoi i wszystkie inne sprawy, które należało przygotować wcześniej. Wieczorem jak zawsze Eucharystia i spotkanie. Wczoraj gościliśmy aż trzech księży, co jest u nas rzadkością. Przybył misjonarz z Kenii, o. Kazimierz, i dwóch braci mieszkających w Stanach. Modlili się z nami...

A dziś... Zrobiliśmy sobie z moim drogim proboszczem dzień wolny i spędziliśmy go trochę po amerykańsku. Nie będę zdradzał szczegółów, choć rzecz jasna nie było to nic niemoralnego :) Acz przyznać muszę, że był to kolejny „pierwszy raz” w moim życiu – i to nie tylko na amerykańskiej ziemi, ale w ogóle. Przewietrzyliśmy czaszki, przegoniliśmy złe myśli, pogawędziliśmy sobie, zjedliśmy coś niezdrowego – czyli prawdziwy dzień relaksu.

Jutro zaś pierwszy piątek, więc trochę pracy od rana związanej z wizytowaniem chorych, a później wyprawa do Verony. Nie jest daleko, ale u nas zaczyna się jutro długi weekend. Przewidujemy więc ogromne korki, a te amerykańskie nijak nie mają się do polskich... Jak wszystko tutaj – większe, dłuższe, bardziej denerwujące :) Mam nadzieję, że wieczorem będziemy już jednak mogli wspólnie przeżywać nasze krótkie rekolekcje...

Wierzę, że podczas tego spotkania Pan Bóg może zrobić z nami bardzo wiele. Dziś podczas jednego krótkiego spotkania połączonego z nauczaniem odmienił życie Piotra. To takie niezwykłe, że ów człowiek, który jest ekspertem w swojej dziedzinie, nagle zaczyna działać zupełnie nierozważnie. Na słowo Jezusa dokonuje swoistej rewolucji w swoim rozumowaniu. I może jednorazowo nie byłoby to związane z jakimś bohaterstwem. Bo przecież można ulec – z szacunku, z gościnności, z życzliwości, czy Bóg wie czego jeszcze. Ale przecież Piotr usłyszał, że ta zmiana ma mieć trwały charakter. Że ma porzucić swoje schematy myślenia, bo one będą mu już raczej przeszkodą, niż pomocą w tych działaniach, do których prowadzi Go Jezus.

Tak sobie myślę, co chce On powiedzieć nam w najbliższe dni. Bo może usłyszymy – to zostaw, a zajmij się czymś zupełnie innym. Być może wprowadzi nas w nowe formy działania, a nade wszystko nowe formy rozumowania, które do tej pory wydawały nam się zupełnie nielogiczne, a co za tym idzie – niemożliwe...

Co jesteśmy w stanie usłyszeć??? Bo przecież z Nim wszystko jest możliwe...

środa, 2 września 2015

o wojownikach...


zdj:flickr/Robin Ervolina Photography/Lic CC
(Łk 4,31-37)
Jezus udał się do Kafarnaum, miasta w Galilei, i tam nauczał w szabat. Zdumiewali się Jego nauką, gdyż słowo Jego było pełne mocy. A był w synagodze człowiek, który miał w sobie ducha nieczystego. Zaczął on krzyczeć wniebogłosy; Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kto jesteś: Święty Boży. Lecz Jezus rozkazał mu surowo: Milcz i wyjdź z niego! Wtedy zły duch rzucił go na środek i wyszedł z niego nie wyrządzając mu żadnej szkody. Wprawiło to wszystkich w zdumienie i mówili między sobą: Cóż to za słowo? Z władzą i mocą rozkazuje nawet duchom nieczystym, i wychodzą. I wieść o Nim rozchodziła się wszędzie po okolicy.



Mili Moi...
No dzieło zakończone... Rekolekcje przygotowane. Jak dziś zasiadłem do biurka, to szarpnąłem od razu dwie konferencje. Na szczęście Duch tchnął, był pomysł, więc udało się to sfinalizować. Spory to wysiłek. Ja się już chyba starzeję :) Ale żeby nie tylko intelektualnie, to również fizycznie trochę popracowaliśmy... Przygotowaliśmy lodówkę do wymiany, bo od jutra zastępujemy nasz stary egzemplarz (który chłodził u nas już za Kennedyego) nową, srebrną, pojemną... Po prostu śliczną... Ale przygotowania do wymiany wycisnęły ze mnie trochę potu... Ale żeby jeszcze coś pożytecznego odnotować, to wysłuchałem dziś kolejnej spowiedzi generalnej. I ostatnie trzy godziny dnia minęły jak z bicza strzelił. Ale dzięki Bogu kolejna dusza odeszła z naszego domu oczyszczona miłosierną miłością Pana. A Jego moc przebaczania jest przeogromna...

Ta wieczorna walka z demonem uświadomiła mi realność dzisiejszej Ewangelii. Wszak Jezus dziś wypędził demona mocą swojego Słowa. Ja w tę moc Słowa wierzę bardzo... Dziś, kiedy kończyliśmy spowedź modlitwą o uwolnienie od wszelkich zasadzek demona, modlitwą skruszenia jego panowania, kiedy ogłaszałem panowanie Jezusa śpiewając Jego imię, myślałem sobie właśnie o tym... Ewangelia żywa...

Podczas gdy demon tak wysila się nad tym, żeby nas odciąć od życiodajnego, Bożego prawa, Jezus dał nam tak proste sposoby przywracania życia – sakrament kapłaństwa i sakrament pojednania. Tej kapłańskiej mocy zły duch nie może się oprzeć, bo ona ma zakorzenienie w Jezusie, w Jego miłości do każdego grzesznika. Myślcie o tym, kiedy mijacie księdza w konfesjonale... Nie dlatego, że jesteśmy tacy cudowni i wspaniali, ale dlatego, że w konfesjonale jesteśmy Jego żołnierzami. Tam dokonuje się walka. I to jest walka o Wasze życie... Bądźcie wdzięczni... Nie nam, ale Jezusowi, który stawia na Waszej drodze tych, którzy o Was walczą...

Ja za moich spowiedników chcę dziś Jezusowi szczerze podziękować. Tak wielu już ich w moim życiu było. Po ludzku lepszych i gorszych, ale po Bożemu każdy z nich miał moc, którą mi służył, każdy z nich był żołnierzem Pana, który o mnie walczył, każdy z nich wskrzeszał mnie do życia. Dziś również, bo zwykle przed dużą walką z demonem (a taką jest spowiedź generalna) sam korzystam ze spowiedzi. Dziś również zostałem wskrzeszony. Dziś również ktoś podjął walkę o mnie. Dziś również Pan objawił się w moim życiu w swoim miłosierdziu...

A jutro nowy dzień... Być może dzień walki o Ciebie... Pomyśl o tym przechodząc blisko kościoła... Zajrzyj i przekonaj się, czy wojownik Jezusa nie czeka tam, w konfesjonale właśnie na Ciebie...